Ewangelicki cmentarz w Leśnicach nie jest wielki ani sławny. Jest jednym z setek takich miejsc rozsianych po Pomorzu i ziemi lęborskiej — zarośniętych, zapomnianych, znanych może kilku pasjonatom i kilku mieszkańcom, którzy widzieli go przez płot.1
Wolontariusze, którzy zaczęli go porządkować, znaleźli kilka nagrobków wartych uwagi. Jeden z nich to marmurowy krzyż, który przez lata leżał pod ziemią lub pod warstwą mchu. Gdy go odkopano i oczyszczono, okazało się, że jest na nim imię, dwie daty i nic więcej.
Data urodzin: 30 października 1913.
Data śmierci: 6 sierpnia 1914.2
Osiem miesięcy po narodzinach Hansa Bernda von Dewitz — bo takie imię i nazwisko nosi chłopiec — arcyksiążę Franciszek Ferdynand pojechał do Sarajewa i nie wrócił. Europa ruszyła na wojnę.
Chłopiec żył przez dziewięć miesięcy — od jesieni 1913 do lata 1914. Umarł w sierpniu, gdy na froncie zachodnim Niemcy przekraczały Belgię, a na wschodnim Rosja wkraczała do Prus Wschodnich. Nikt w tej chwili nie myślał o niemowlęciu w małej wsi w powiecie lęborskim.
Rodzice zamówili marmurowy krzyż. Firma Arndt & Loepert z Gdańska — zakład kamieniarski, który tłoczył nagrobki dla całego regionu — wyryła imię i daty.3 Tyle po nim zostało.
6 sierpnia 1914 — śmierć.
Między tymi datami Europa zaczęła wojnę.
Obok krzyża Hansa Bernda odkopano inny nagrobek — stelę mennonicką.3 Menonici, ewangelicka wspólnota wyznaniowa osiadła na Żuławach i w pasie nadmorskim od XVI wieku, mieli zwyczaj stawiania charakterystycznych steli — płaskich, pionowych płyt z inskrypcją bez ozdób, bo ozdoby uważali za próżność.
Na jednym cmentarzu, obok siebie: marmurowy krzyż dla dziecka pruskiej szlachty i mennonicka stela bez ozdób. Dwie tradycje, dwa style, dwa podejścia do śmierci i do kamienia. Obie ewangelickie w szerokim sensie — i obie zapomniane w tej samej trawie.
✦ ✦ ✦Ród von Dewitz był pruską rodziną szlachecką z długą historią na Pomorzu. Hans Bernd nie zdążył wejść w tę historię — żył dziewięć miesięcy i umarł, nim nauczył się chodzić.
Pasjonaci z forum eksploracyjnego, którzy odkopali jego krzyż, nie wiedzieli na początku, na czyj grób trafili. Czytali literę po literze, próbowali zidentyfikować ród, szukali w metrykach. Marmur był w dobrym stanie. Imię i daty — czytelne.
Czasem to wystarczy. Nie trzeba wielkiej historii. Wystarczy dziecko, które żyło dziewięć miesięcy w pierwszym roku I wojny światowej — i ktoś, kto kilkadziesiąt lat później stanął przy jego grobie i przeczytał te dwie daty.
← wszystkie odcinki cyklu