Na początku dwudziestego wieku Borowy Młyn był największą wsią Gochów — ponad tysiąc mieszkańców, dwa kościoły, troje nauczycieli, czterysta hektarów pól uprawnych.1 Z dwustu osiemdziesięciu jeden dzieci chodzących do szkoły — dwieście czterdzieści jeden było z rodzin katolickich, czterdzieści z ewangelickich.1 Te proporcje — około ósma część ewangelicka, reszta katolicka — dobrze oddają to, czym były Gochy: pograniczem, gdzie obie wspólnoty żyły obok siebie od trzech stuleci i znały się nawzajem z imienia.
Dziś z obu kościołów nie ma żadnego. Ewangelickiego rozebrano w 1968 roku. Śladów szuka się na starych planach.
✦ ✦ ✦Gochy — południowo-zachodni skraj Kaszub, tam gdzie powiaty bytowski, chojnicki i człuchowski zbiegają się na piaszczystej ziemi klasy piątej i szóstej.2 Nie Kaszuby dla turystów: nie Szwajcaria Kaszubska, nie jeziora koło Kartuz, nie bursztynowe plaże Łeby. Gochy to kraj biedy, borów sosnowych, osuszonych torfowisk. Przez sto pięćdziesiąt lat — pisze miejscowy kronikarz — ewangelicy żyli tu niewidoczni w parafii sąsiedniej wioski, z powodu biedy zbyt dalekiej, żeby regularnie do niej docierać.
Reformacja dotarła tu wcześnie. Już około roku 1530, zaledwie dekadę po słynnych tezach Marcina Lutra, protestantyzm pojawił się na ziemi bytowskiej — jeden z pierwszych ewangelickich pastorów przybył do Bytowa, a ewangeliccy Kaszubi zbudowali wkrótce własny kościół na wzgórzu pod miastem.3 Potem przyszła kontrreformacja: w roku 1637 Polska przywróciła kościoły katolickie w Bytowie i Lęborku.4 Ewangelickie wspólnoty przetrwały na peryferiach — na Gochach, gdzie nikt nie miał powodu ich dotykać.
✦ ✦ ✦W połowie dziewiętnastego wieku ewangelicy Gochów byli rozproszeni po kilku parafiach — każda daleka, każda mało ich obchodząca. Carl Strömer, właściciel ziemski z Borowego Młyna, i kilku innych aktywistów postanowili to zmienić. Przez lata pisali pisma do Konsystorza w Królewcu, do rządu w Kwidzynie, do Ministerstwa Wyznań w Berlinie.5 Domagali się własnej parafii — takiej, do której pastor nie jedzie dwadzieścia kilometrów, i która zna swoich wiernych z imienia.
27 lutego 1885 roku erygowano samodzielną ewangelicką parafię Pietrzykowo–Borowy Młyn, oddzieloną od dotychczasowej filii Świeszyna.5 Teraz trzeba było wybudować kościół.
Grunt pod budowę — 0,4 hektara — darował Carl Strömer. Jego syn Karl Strömer organizował transport materiałów budowlanych koleją z Miastka i Człuchowa. Budowniczym był H. Prejawa z Człuchowa.6 Budowa trwała rok. W roku 1889 murowany kościół z czerwonej cegły stanął w Borowym Młynie — solidny, prosty, bez pretensji do reprezentacyjności. To nie była architektura cesarskiego dworu; to był kościół ludzi, którzy sami zbierali na jego wzniesienie i wiedzieli, ile kosztuje każda cegła.
Carl Strömer dał grunt. Syn woził cegłę koleją.
W 1889 roku — mieli wreszcie własny kościół.
Rok 1918 przyniósł pierwszą katastrofę demograficzną. Gochy — dotychczas pruskie — znalazły się w granicach odrodzonej Polski. Dla ewangelickich Niemców i ewangelickich Kaszubów, którzy z pokolenia na pokolenie kojarzyli swoje wyznanie z pruskim państwem, to było nie do przyjęcia. Z Borowego Młyna i okolic wyjechało około siedemdziesięciu procent ewangelickich rodzin.7 Dane z sąsiednich miejscowości mówią same za siebie: z Czarnego — gdzie luteranie stanowili osiemdziesiąt siedem procent mieszkańców — wyjechało pięć tysięcy czterysta osób; z Lędyczka trzy tysiące siedemset pięćdziesiąt.8 Kościół w Borowym Młynie opustoszał w ciągu kilku lat do jednej trzeciej swojej poprzedniej pojemności.
Mimo to parafia przetrwała. Kolejni pastorzy przychodzili i odchodzili. Heinrich Borowski był proboszczem od 1928 roku, Erwin Zarbock — od roku 1943.6 Jesienią 1945 roku Zarbock opuścił Borowy Młyn — ostatni pastor tej parafii. Z tysiąca czterystu ewangelików, którzy w roku 1945 żyli w parafii Przechlewo w pobliżu, zostało kilkunastu.9 Dziesiątki tysięcy ewangelickich Kaszubów i Niemców Gochów — Czarne, Lędyczek, Borowy Młyn — wyjechało lub uciekło w zimie i na wiosnę 1945 roku.
✦ ✦ ✦Kościół stał pusty. Przez kilka lat — w chaosie powojennej reorganizacji granic, wyznań, parafii — stał po prostu: murowany, czerwony, bez swojej wspólnoty. Żadna wspólnota ewangelicka nie była dość duża, by go przejąć. Żaden urząd nie podjął decyzji o ochronie.
W roku 1968 decyzja przyszła. Ówczesne władze powiatu chojnickiego zarządziły rozbiórkę kościoła. Uzasadnienie, które zapamiętali miejscowi i które przytacza kronikarz Benedykt Reszka, jest precyzyjne: „pod pozorem zapotrzebowania na cegłę do rozbudowy szkoły".10 Solidny, murowany budynek z roku 1889 — siedemdziesiąt dziewięć lat stary, zbudowany własnym wysiłkiem ewangelickiej wspólnoty — rozebrano cegła po cegle. Reszka ocenia: „niepowetowana strata materialna i ideowo-społeczna".10
Szkoła w Borowym Młynie stanęła. Kościoła już nie było.
✦ ✦ ✦Cmentarz ewangelicki przetrwał. Przez całą Polskę Ludową — stalinizm, gomułkowszczyzna, gierkowszczyzna, stan wojenny — trzynaście żeliwnych krzyży stało na starym ewangelickim cmentarzu Borowego Młyna. Najstarszy z nich upamiętniał Franza Augusta Strömera, zmarłego w roku 1867 — starszego z rodu, który przez pokolenia dał tej parafii ziemię, cegłę i przywódców.11 Obok stał krzyż Karla Strömera, zmarłego w roku 1894 — właściciela majątku, organizatora budowy, człowieka, który napisał te wszystkie pisma do Królewca i Kwidzyna.
W roku 2001 trzynaście krzyży zniknęło.
Trzynaście żeliwnych krzyży, które przetrwały pół wieku komunizmu, nie przetrwało roku 2001 — roku, który Kościół Powszechny ogłosił Rokiem Jubileuszowym, a w którym Polska i Niemcy prowadziły rozmowy o pojednaniu i wspólnej pamięci.11 Kronikarz Reszka apeluje o lapidarium dla tych krzyży i dla pamięci po ewangelickiej wspólnocie Borowego Młyna.
Nie przetrwały roku 2001.
Benedykt Reszka, który urodził się w Borowym Młynie i jest kaszubskim katolikiem, pisze o ewangelickiej wspólnocie swojej wsi z troską — bez dystansu, bez wyższości wyznaniowej. Cytuje to, co mówili starzy mieszkańcy o swoich ewangelickich sąsiadach, przytacza nazwiska Strömera i Härtig jako fundatorów, podaje daty budowy i rozbiórki. A potem — w zakończeniu rozdziału o kościele — dodaje jedno zdanie, które brzmi jak epilog całej historii ewangelickich Kaszubów Gochów:
„Na Kaszubach mogli obok siebie żyć w zgodzie, chwaląc na swój sposób Boga, Kaszubi chrześcijanie i Kaszubi ewangelicy."12
Tak, mogli. I przez jakiś czas — żyli. Mężczyźni, którzy razem pracowali w lesie i przy żniwach, kobiety, które odwiedzały się nawzajem. Dwie szkoły, dwa kościoły, jeden las, jedna wieś. Potem jedna wspólnota wyjechała, kościół rozebrano, krzyże usunięto. Dziś w Borowym Młynie nie ma nic, co przypomina, że przez sto lat stał tu kościół ewangelicki. Nie ma tablicy, nie ma lapidarium. Jest tylko las i ta historia.
← wszystkie odcinki cyklu