Tytuł zdradza wszystko. „Duchowne piesnie Dra Marcina Luthera i inszich naboznich męzow" — „Pobożne pieśni Doktora Marcina Lutra i innych pobożnych mężów". Rok wydania: 1586. Autor przekładu: Szymon Krofey, pastor luterański.1 To nie jest marginalny dokument liturgiczny przechowany przez przypadek w archiwum. To jest najstarszy druk, który zachował się do naszych czasów z cechami języka kaszubskiego — pierwszy ślad kaszubszczyzny utrwalony w piśmie i oddany do rąk czytelników.
I jest luterański. Dosłownie: na stronie tytułowej stoi imię Lutra.
✦ ✦ ✦Skąd to zaskoczenie? Bo piszący dziś o Kaszubach niemal odruchowo kojarzą ich kulturę i tożsamość z katolicyzmem — i słusznie, jeśli chodzi o ostatnie dwieście lat. Ale literatura, piśmiennictwo, pierwsze druki w tym języku — te wyszły z Reformacji. Wyszły dlatego, że luterańska teologia kładła na szali jedno fundamentalne twierdzenie: wierni muszą słyszeć i rozumieć Słowo Boże w swoim własnym języku. Nie po łacinie, nie po niemiecku, jeśli ich język jest inny. W swoim własnym.
Dla pastora głoszącego w pomorskiej wsi rybackiej to twierdzenie miało natychmiastowe, praktyczne konsekwencje. Trzeba było tłumaczyć. Trzeba było pisać. I tak, przy ambonach i przy kaplicach, powstawały pierwsze kaszubskie teksty — nie dlatego, że komuś zależało na zachowaniu języka, lecz dlatego, że zależało mu na zbawieniu dusz, które ten język rozumiały.
✦ ✦ ✦Krofey nie był jedyny, ale był pierwszy — przynajmniej wśród tych, których dzieła przetrwały. Zbiór pieśni Lutra w jego przekładzie oparty był — jak i inne wczesne przekłady protestanckie w tym regionie — na polskich tekstach biblijnych: najpierw na Biblii Radziwiłłowskiej, potem na Biblii Gdańskiej.2 Tłumacz zatem nie zaczynał od zera: brał polski tekst, a następnie, słowo po słowie, podstawiał tam, gdzie trzeba, formy kaszubskie — te, które jego parafianie słyszeli w domu i na polu, a nie te z mazowieckiego czy wielkopolskiego kościoła.
To był mechanizm niezwykły w swojej prostocie. Badacze opisują go na przykładzie pobliskich pastorów, którzy czynili to samo: szli przed niedzielnym nabożeństwem do karczmy z przygotowanym polskim tekstem liturgicznym, pytali chłopów, czego nie rozumieją, skreślali polskie słowa i wpisywali kaszubskie — i tak, „nasycony kaszubizmami", tekst czytali następnego dnia z ambony.3 Powstawał przekład przez kontakt, przez żywe słowo, przez pytanie: jak mówisz na to ty, człowieku stąd?
Pytał chłopów w karczmie czego nie rozumieją.
Niedzielna Ewangelia stawała się kaszubska.
Po Krofeju przyszli następni. Michał Mostnik ze Smołdzina — pastor, który przetłumaczył katechizm i przez czterdzieści pięć lat głosił w języku swoich parafian.4 Potem, na przełomie 1699 i 1701 roku, Perykopy smołdzińskie — kilku autorów, kilka rąk, każda pisząca inaczej — fragmenty liturgiczne oddawane w gwarze słowińskiej.5 Lingwiści mówią o Perykopach, że to „prawdopodobnie początek procesu powstawania kaszubskiego języka literackiego". A wszystko to wyszło z potrzeby duszpasterskiej, nie z patriotyzmu.
Warto dodać jeszcze jeden szczegół, który historię druku komplikuje w piękny sposób. Zbiory pieśni kaszubskich z tego kręgu — a więc i Krofey — zawierają w sobie echa multilingwalności, z której wyrastały. W drukach kaszubsko-niemieckich tamtej epoki antykwa (krój pisma kojarzony z polszczyzną i łaciną) sąsiadowała z frakturą (krój kojarzony z językiem niemieckim) na tej samej stronie.6 Czytelnik, który miał te druki w rękach, żył w dwóch systemach pisma jednocześnie. Nie było to dla niego niczym niezwykłym: mówił kaszubskim w domu, śpiewał po kaszubsku w kościele, słuchał po polsku z ambony, czytał po niemiecku z zarządzenia pruskiego urzędu. Wielojęzyczność nie była zjawiskiem wyjątkowym — była warunkiem przetrwania.
✦ ✦ ✦Historia tej tradycji kończy się późno i nagle. W osiemnastym wieku Kościół ewangelicki w Prusach zaczął wytwarzać własny nacjonalizm — pruski, co w praktyce znaczyło: niemiecki. Nabożeństwa po polsku i kaszubsku zaczęto wycofywać. Konfirmację przestawiano na język urzędowy. Kościół, który kiedyś dał Słowińcom ich pierwsze zapisane słowa, teraz wyrzucał te słowa ze swoich murów.7
Florian Ceynowa — wielki budziciel Kaszub, urodzony w 1817 roku, sam z wyznania katolik — obserwował ten zanik z zewnątrz i próbował zatrzymać go innymi środkami. W roku 1866 wydał u gdańskiego drukarza Bertlinga „Pjne głównych wóddzałów ewangelickièho Katechizmu" — katechizm ewangelicki, ale po kaszubsku. Napisany przez katolika dla ewangelickich Kaszubów, bo widział, że ich własny Kościół zapomniał mówić do nich w ich języku.8
To chyba najbardziej gorzka pointa tej historii: luterański kancjonał z 1586 roku i katolicki katechizm z 1866 roku mają wspólną przyczynę. Pierwsza kaszubska książka wyszła z Reformacji, bo Kościół wierzył, że języki narodowe są święte. Ostatnia kaszubska próba ratunku przed germanizacją wyszła spoza tego Kościoła — bo tenże Kościół przestał wierzyć we własną zasadę.
← wszystkie odcinki cyklu