Ewangeliccy Kaszubi · nowy odcinek

Wszeki muszemy Niemcami bec

Franz Tetzner podróżował po Kaszubach w końcu XIX wieku i rozmawiał ze starymi ludźmi. Jeden z nich — stary Kaszuba z okolic Bytowa — powiedział mu to, czego nie dało się powiedzieć do urzędnika ani na kazaniu: „Teraz to wszeki muszemy Niemcami bec, to je zły... woni nie dozwolili, xandz i szkolni”. Tetzner zapisał te słowa, a my czytamy je sto dwadzieścia pięć lat później.
Czas czytania ~5 min

Franz Tetzner był etnografem i podróżnikiem. Pod koniec XIX wieku jeździł po wsiach Pomorza — słowińskich, kaszubskich, łebskich — i notował słowa, zwyczaje, pieśni i skargi — nie tylko to, co piękne czy folklorystyczne, lecz także to, co gorzkie.1

W okolicach Bytowa — po niemiecku Bütow — rozmawiał ze starym Kaszubą. Może rolnikiem, może rybakiem z jeziora Bytowskiego, może rzemieślnikiem. Tetzner nie podał imienia ani zawodu. Podał tylko słowa, które usłyszał — po kaszubsku, tak jak zostały powiedziane:

„Teraz to wszeki muszemy Niemcami bec, to je zły... woni nie dozwolili, xandz i szkolni.”2

Teraz to wszyscy musimy Niemcami być, to jest zły... oni nie pozwolili, ksiądz i szkolny.

✦ ✦ ✦

Najważniejsze są tu dwa słowa: „xandz i szkolni” — ksiądz i nauczyciel. W każdej wsi to oni byli jedynymi nośnikami języka instytucji: ksiądz głosił kazania, nauczyciel uczył dzieci. Gdy obaj przechodzili na niemiecki, niemiecka stawała się cała publiczna przestrzeń języka, a kaszubski cofał się do domu, do rozmowy prywatnej. Ale i ta domowa przestrzeń kurczy się z każdym pokoleniem, jeśli na zewnątrz mówi się już inaczej.

Stary Kaszuba z Bytowa wiedział, co go spotyka. „To je zły” — to jest złe; ocena prosta i bez owijania w bawełnę. Germanizacja dotykała go nie jako polityczny abstrakt, lecz jako codzienny konkret: w kościele słyszał kazanie po niemiecku, jego wnuki uczono w szkole czytać po niemiecku, a on sam mówił po kaszubsku coraz bardziej do ściany.

„Teraz to wszeki muszemy Niemcami bec,
to je zły...
woni nie dozwolili, xandz i szkolni.”

— stary Kaszuba z okolic Bytowa.
koniec XIX wieku.
✦ ✦ ✦

Paradoks jest bolesny: ewangelicka Reformacja przyniosła na Kaszuby zasadę, że nabożeństwo ma być w języku wiernych. Krofey drukował kancjonał po kaszubsku. Pontanus tłumaczył Mały Katechizm. Wszystko po to, żeby wiara była zrozumiała — żeby „xandz” mówił do człowieka w jego języku.

A teraz ten sam „xandz” mówi po niemiecku. I nie jest to wina Lutra, ani Krofeja, ani Pontanusa. Jest to wynik pruskiej polityki kościelnej, która użyła ewangelickiej struktury parafialnej jako narzędzia germanizacji. Kościół był tu podporządkowany państwu, a państwo dążyło do tego, by jego poddani stali się Niemcami — i realizowało to także z kazalnicy i przez szkołę.

Stary Kaszuba z Bytowa tych rozróżnień nie czynił i nie musiał ich czynić. Wiedział tylko tyle, że coś zostało mu odebrane — i jego krótka ocena, „to je zły”, dobrze to ujmowała.

← wszystkie odcinki cyklu

Skąd to wiemyŹródła i uwagi

  1. Franz Tetzner (1863–1919) — etnograf, podróżował po Kaszubach i wsiach słowińskich Pomorza w latach 90. XIX w. Zbierał materiał do „Die Slowinzen und Lebakaschuben” (Berlin 1899). 🟢
  2. Cytat kaszubski ze starego Kaszuby z okolic Bytowa (Bütow): „Teraz to wszeki muszemy Niemcami bec, to je zły... woni nie dozwolili, xandz i szkolni.” Zapis oryginalny za Tetznerem — transkrypcja fonetyczna kaszubskiego dialektu bytowskiego, koniec XIX w. Tłumaczenie własne: „Teraz wszyscy musimy być Niemcami, to jest złe... oni nie pozwolili — ksiądz i szkolny [nauczyciel szkolny].” Źródło: Tetzner (1899), s. 108. 🟢 Rozmówca: imię i szczegóły biograficzne — NIEUSTALONE. Tetzner nie podał tożsamości informatora, co było typową praktyką etnograficzną epoki.