Był taki moment w historii Pomorza, gdy większość Kaszubów wyznawała luteranizm.1 Trudno w to uwierzyć dziś, gdy Kaszubów kojarzymy niemal wyłącznie z katolicyzmem — z krzyżami na polach, procesją Bożego Ciała przez leśne wsie, kościołem jako centrum wiejskiego życia. A jednak. Reformacja dotarła na Pomorze wcześnie i skutecznie, a Kościół ewangelicki przez pewien czas był dla wielu Kaszubów tym, czym dla ich katolickich sąsiadów była parafia: miejscem chrztu, konfirmacji, pogrzebu i — co ważniejsze — miejscem, gdzie słyszeli Boże Słowo we własnym języku.
Potem coś się zmieniło. I ta zmiana kosztowała część Kaszubów samych siebie.
✦ ✦ ✦Kaszubi przez większość swojej historii byli podzieleni religijnie głębiej, niż ktokolwiek z zewnątrz mógłby się spodziewać. Granica wyznaniowa biegła wśród nich ostrzej niż granica etniczna. Mawiano, że łatwiej było wziąć za żonę Niemkę katoliczkę niż Kaszubkę ewangeliczkę.2 Wyznanie decydowało o tym, z kim się żeniłeś, z kim zasiadałeś do stołu, kogo uważałeś za swojego. Nie język, nie ziemia — wyznanie.
Tę właśnie linię podziału najbardziej widać na ziemi bytowskiej i lęborskiej — pograniczu Pomorza Zachodniego i Wschodniego. Tam, jak w laboratorium, dało się obserwować, co różnica wyznania robi z ludźmi tej samej mowy i tej samej kultury.3 Kaszubi z wiosek katolickich przetrwali jako Kaszubi. Kaszubi z wiosek ewangelickich — stopniowo przestawali nimi być.
✦ ✦ ✦Przykładem, który historycy przywołują jako „najbardziej znany i najlepiej udokumentowany"4, są Słowińcy — choć oni sami nigdy tak siebie nie nazywali. Mówili o sobie Leba-Kaschuben — Kaszubi spod Łeby.5 Nazwę „Słowińcy" nadał im rosyjski uczony Aleksander Hilferding, który przyjechał w 1856 roku zbadać tę grupę i opisał ją w rozprawie Resztki Słowian na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego — już sam tytuł zdradza, jak patrzył na to, co zobaczył: jako na gasnące ognisko.6
Mieszkali nad jeziorami Gardno i Łebsko, na południu i zachodzie tych akwenów, w krajobrazie, który sam w sobie był tarczą. Bagna, wydmy, mokradła, drogi zamieniane przez wodę w pułapki — wszystko to sprawiało, że kolonizacja, komasacja ziemi, napływ osadników z zewnątrz zachodziły tam znacznie wolniej niż gdzie indziej. Słowińcy przetrwali tam tak długo właśnie dlatego, że żyli w środowisku osadniczo mało atrakcyjnym; tam, gdzie ziemia była dobra — w powiecie słupskim czy lęborskim — rugowanie kaszubszczyzny postępowało szybciej.4
Gdy bagna osuszono i ziemia stała się atrakcyjna — zniknęli.
Przez długi czas — przez kilka pokoleń po Reformacji — ewangelicki Kościół naprawdę był tu sojusznikiem języka. Przekłady liturgiczne na gwary kaszubskie i słowińskie powstawały z potrzeby duszpasterskiej: pastor, który chciał, żeby wierni rozumieli, musiał mówić do nich tak, jak mówili w domu. Jeden z nich — jak opisuje tradycja — chodził przed niedzielnym nabożeństwem do karczmy z polskim tekstem liturgicznym, pytał chłopów, czego nie rozumieją, skreślał polskie słowa i wpisywał kaszubskie, i tak czytał następnego dnia z ambony.7 Metoda prymitywna, bezpośrednia — i działająca.
To środowisko wydało też pierwsze zabytki piśmiennictwa kaszubskiego. Katechizm Lutra tłumaczony na język tych wsi przez Michała Mostnika w siedemnastym wieku. Perykopy smołdzińskie z lat 1699–1701 — zbiór fragmentów liturgicznych przekładanych różnymi rękami, w różny sposób, i właśnie przez tę różnorodność bezcennych dla historii języka kaszubskiego.8 To był czas, gdy luteranizm dawał Słowińcom coś, czego żaden inny Kościół im nie oferował: własny, zapisany język.
✦ ✦ ✦Ale w osiemnastym wieku coś się zmieniło. Zmieniło się nie w wsiach nad jeziorem Łebsko — zmieniło się w samym Kościele ewangelickim, który coraz bardziej stawał się Kościołem pruskim, a pruski znaczyło: po niemiecku. W Kościele ewangelickim Prus narasta wówczas fala germanizacyjna — to wtedy zanikają nabożeństwa w języku polskim i kaszubskim dla ewangelickich Kaszubów.9 Nie stało się to z dnia na dzień. Najpierw przestawiano na niemiecki nauczanie przed konfirmacją. Potem nabożeństwa. Potem cały Kościół stał się instytucją obcojęzyczną dla tych, którzy w nim chrzcili swoje dzieci i grzebali swoich starców.
Otto von Bismarck pisał (ok. 1847, w liście do siostry), że w okolicy „słychać tylko wycie wilków i Kaszubów" — ale pisał to dwa pokolenia po tym, jak w pobliskim Kołczygłowach zniesiono już ostatnie polskie nabożeństwo konfirmacyjne.9 Kaszubska mowa wciąż jeszcze brzmiała między domami, ale z Kościoła już ją wyprowadzono. A Kościół był wówczas jedyną instytucją, która mogła ją pielęgnować.
Franz Tetzner, etnograf z Lipska, który w 1899 roku przemierzył kraj Kaszubów nadłebskich, zapisał tę chronologię parafia po parafii.12 W Stojęcinie kaszubskie kazanie ustało w roku 1816. W Osiekach — w 1865. W Cecenowie — w 1876. W Główczycach za czasów Tetznera odprawiało się jeszcze raz na osiem–dziesięć tygodni kaszubskie nabożeństwo — przychodziło najwyżej dwudziestu starych Kaszubów; ostatnią ostoją pozostawała Gać nad Łebą, miejscowość „na wyspie", gdzie kilkoro starców jeszcze rozumiało i mówiło w swojej gwarze. Gardna i Smołdzino — gdzie Michał Mostnik tłumaczył katechizm w wieku siedemnastym — utrzymały kaszubskie kazanie najdłużej.
„Od początku tego stulecia liczba ewangelickich Kaszubów szybko maleje" — pisał Tetzner w roku 1899.13 To nie była prognoza. Była mapą. Widać ją teraz, parafia po parafii, rok po roku: 1816, 1865, 1876, i na końcu dwudziestu starców w Główczycach, którzy pamiętają słowa, których ich dzieci już nie znają.
✦ ✦ ✦Paradoks tej historii jest okrutny w swojej prostocie: te same rodziny Kaszubów, które przyjęły luteranizm, przetrwały jako Kaszubi dłużej niż inni — a potem zniknęły szybciej. Luteranizm dał im piśmiennictwo, liturgię w swoim języku, poczucie odrębności. A potem, gdy stał się narzędziem pruskiej polityki, zabrał im wszystko to, co im dał. Sąsiednie katolickie wioski kaszubskie — przetrwały, bo Kościół katolicki z różnych powodów był mniej podatny na tę samą nacjonalizacyjną presję.10
Po drugiej wojnie światowej Słowińcy jako odrębna społeczność przestali istnieć. Zostali wysiedleni lub wyjechali. Ostatni starcy, którzy pamiętali mowę nadłebską, odeszli. Kościoły ewangelickie nad jeziorem Gardno i Łebsko — te, które kiedyś były ich — stały opuszczone albo przeszły w inne ręce.11
Zostały zielone bagna, wydmy, wiatr od morza. I kilka starych ksiąg, w których ktoś próbował zapisać ten język.
← wszystkie odcinki cyklu