W okazałej kamienicy przy Długiej, jednej z najpiękniejszych w całym Gdańsku, gasną rozmowy. Gospodyni siada do instrumentu. Wśród gości — dwór, który przyjechał do miasta, dostojnicy, posłowie. Gdy zaczyna śpiewać, dzieje się rzecz, którą zapamiętają na lata: cudzoziemski dyplomata zanotuje później w dzienniku, że kto ujrzał Konstancję Czirenberg, ten zaznał najszczęśliwszego dnia.1 W wieku, w którym kobiecie rzadko pozwalano być kimś więcej niż żoną i matką, ona była gwiazdą — podziwianą przez koronowane głowy i opiewaną aż za Alpami.
Urodziła się w 1605 roku w jednym z najznamienitszych rodów patrycjuszowskiego Gdańska.2 Jej ojciec, Daniel Czirenberg, był burmistrzem miasta i burgrabią królewskim; matka, Anna Schachmann, pochodziła z rodziny, która również dała Gdańskowi burmistrza.2 Wychowano ją w rodzinie kalwińskiej — w mieście, które w epoce reformacji stało się jednym z wielkich ośrodków protestanckiej kultury nad Bałtykiem.2
Dano jej coś, co dla córki patrycjusza nie było oczywiste: gruntowne wykształcenie. Śpiewała, grała — była organistką i instrumentalistką — a do tego rysowała, malowała i haftowała.2 Poza ojczystym niemieckim mówiła biegle po polsku, po łacinie, po francusku i po włosku.2 To portret kobiety renesansu w pełnym znaczeniu tego słowa — w czasach, gdy taką swobodę talentów przyznawano niemal wyłącznie mężczyznom.
✦ ✦ ✦Sławę szerszą niż salonowa przyniosły jej wizyty dworskie. Podczas pobytów monarchy w Gdańsku — w 1623 oraz w latach 1635/36 — jej głos i muzyczny talent budziły zachwyt.2 Ale najbardziej zaskakujący ślad jej sławy nie powstał w Gdańsku ani w Warszawie, lecz w Mediolanie.
W 1626 roku tamtejszy księgarz Filip Lomazzo wydał antologię muzyczną Flores praestantissimorum virorum — „Kwiaty najznakomitszych mężów". Zbiór trzydziestu sześciu utworów dwudziestu czterech kompozytorów opatrzono dedykacją dla „najsławniejszej Konstancji Czirenberg z Gdańska".3 Wydawca pisał, że chwała jej cnót nie zmieściła się „w granicach Polski, choćby najszerszych", i dlatego dotarła aż do Włoch; że ma „najbieglejsze ręce, najzręczniejsze palce do grania, słowicze gardło do śpiewu".3 Jak fama gdańskiej śpiewaczki trafiła pod Alpy, źródła nie rozstrzygają jednoznacznie — badacze wiążą ją z królem Władysławem IV, który w 1624 roku, wkrótce po wysłuchaniu jej w Gdańsku, odwiedził Mediolan.3
Dziesięć lat później przydomek, pod którym zapisała się w pamięci, nadał jej Francuz. Charles Ogier, sekretarz poselstwa francuskiego, opisał ją w swoim dzienniku z 1636 roku i nazwał „bałtycką syreną".1 To jego pióru zawdzięczamy zdanie o najszczęśliwszym dniu tego, kto ją ujrzał — świadectwo cudzoziemca, którego zachwyt utrwalił jej legendę skuteczniej niż jakikolwiek miejscowy panegiryk.
W 1628 roku wyszła za Zygmunta Kerschensteina — ławnika, rajcę, później sędziego i burgrabiego królewskiego — i urodziła troje dzieci.2 Zmarła w 1653 roku, podczas zarazy, która nawiedziła miasto.2 Została w pamięci Gdańska jako bałtycka syrena: kobieta, której głos przekroczył granice — domu, miasta, kraju i epoki, która rzadko pozwalała kobiecie zabłysnąć własnym talentem.
← wszystkie odcinki cyklu „Kobiety Reformacji”