W niedzielę 28 października 1934 roku pastor Otto Eichel wszedł na ambonę kościoła świętego Jana w Gdańsku i wziął za podstawę kazania zdanie z Listu do Efezjan: Bądźcie gorliwi, aby zachować jedność w Duchu w spójni pokoju. Słowa Apostoła Pawła. Słowa znane od siedemnastu stuleci. Tego dnia miały brzmieć jak odpowiedź na konkretne hasło — „jeden naród, jedno państwo, jeden Kościół" — które od blisko dwóch lat tłoczyło się z ambony do polityki i z polityki na ambonę.1
Eichel miał wówczas pięćdziesiąt dwa lata. Urodził się 20 grudnia 1881 roku. Od 1933 roku był kaznodzieją w gdańskim kościele świętego Jana — i pozostał nim aż do ostatniego nabożeństwa dla ocalałych z wojennej pożogi, które odprawił pod koniec sierpnia 1945 roku. Był, jak to ujęła badaczka jego kazania, „zwykłym pastorem", który nigdy nie pełnił ważnych funkcji kościelnych. Był jednocześnie jednym z tych, których gestapo zatrzymywało i których biskup chciał odesłać na urlop.1
✦ ✦ ✦Osiem dni przed tym kazaniem, 19–20 października 1934 roku, zebrał się w berlińskim Dahlem synod Kościoła Wyznającego. Uchwalono tam dopełnienie do Deklaracji Barmeńskiej z maja — konkretne zasady dotyczące władzy w Kościele. Synod mówił wprost: Kościół nie może podlegać zasadzie wodzostwa; jego jedynym Panem jest Chrystus, nie ludzki przywódca. W Gdańsku od kilku miesięcy działała Rada Braci Kościoła Wyznającego z Kurtem Walterem na czele. Październik był miesiącem, w którym KW po raz pierwszy zaistniał w Gdańsku szerszą inicjatywą.1
Gdańska prasa milczała o tym wszystkim. „Danziger Vorposten", organ NSDAP, relacjonował zjazd Związku Gustawa Adolfa w Królewcu — pisał o lojalności narodu wobec Boga i o tym, że religia jest wyrazem tożsamości narodowej. O sporach w Kościele — nic. Ci ewangeliccy mieszkańcy Gdańska, którzy czerpali wiedzę wyłącznie z lokalnych gazet, mogli nie wiedzieć, że w Kościele trwa walka o coś fundamentalnego.1
✦ ✦ ✦Eichel powiedział im to z ambony. Nie abstrakcyjnie — konkretnie, z nazwiskami i przykładami. Przywołał biskupa Rzeszy Ludwiga Müllera i ruch Niemieckich Chrześcijan, którzy chcieli zastąpić tekst Janowej Ewangelii Na początku było Słowo frazą Na początku był naród. Wymienił rzecznika Müllera, Augusta Friedricha Jägera, zwanego przez pastorów „Kirchenjägerem" — łowcą Kościoła — który właśnie przed kilkoma dniami złożył rezygnację pod wpływem masowego sprzeciwu wiernych. Wskazał na biskupów Bawarii i Wirtembergii — Hansa Meisera i Theophila Wurma — którzy zostali osadzeni w areszcie domowym, bo opierali się federalizacji Kościoła przez nazistowskie władze, i których uwolniono dopiero pod naciskiem własnych parafian.1
Eichel cytował i komentował. Siłą zewnętrzną nie da się wprowadzić jedności duchowej — mówił. Duch Boży zaciśni węzły pokoju, w których łączy nas z Jezusem, z biblijnym Jezusem, który nie jest żadnym ludzkim bohaterem z nordyckim objawieniem rasy, lecz Barankiem Bożym, który dźwigał grzechy świata. Jedność wymuszona przemocą nie będzie jednością — będzie rozłamem.
Kazanie Eichela jest jednym z niewielu zachowanych tekstów kaznodziejów związanych z Kościołem Wyznającym w Gdańsku. Utrwalono je w aktach konsystorza, co samo w sobie mówi o czasie: ktoś dbał o to, by mieć dokumentację. Nie był to dbały sekretarz — była to kontrola.
Jego postawa miała cenę. Biskup Beermann — mianowany przez biskupa Rzeszy Müllera zaledwie kilka miesięcy wcześniej — próbował odesłać Eichela na urlop i pozbawić go wpływu na wiernych. Konsystorialny radca Friedrich Reimer z Berlina pisał w korespondencji o duchownym słowami: szczera dusza, osoby nietykalny, jako mówca odważny, w opiece duchowej gorliwy. I starał się go przenieść. Eichel nie ruszył się z miejsca.1
Służył w kościele świętego Jana do końca. Ostatnie nabożeństwo dla ewangelickich ocalałych odprawił latem 1945 roku, po czym przekazał protokolarnie obiekt polskim luteranom, reprezentowanym przez ks. Zygmunta Michelisa. W tym samym kościele, gdzie w październiku 1934 roku tłumaczył swoim parafianom różnicę między Bogiem a hitlerowskim państwem.
← wszystkie odcinki cyklu