Polscy luteranie · odcinek 2

Pastor, który przez pół wieku walczył o język polski

Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, luterański pastor z Kaplicy Świętej Anny w Gdańsku, od roku 1798 aż do śmierci w roku 1855 upominał się o prawo Polaków do nauki własnego języka. Przez pół wieku — w pruskiej szkole i pruskim urzędzie — języka polskiego bronił pruski poddany mazurskiego pochodzenia.
Czas czytania ~7 min · źródła w przypisach

Urodził się 19 lipca 1764 roku w Olsztynku — mazurskiej mieścinie w ówczesnych Prusach Książęcych — jako syn ewangelickiej rodziny. Na chrzcie dano mu imię Christoph Coelestin. Po polsku będzie to Krzysztof Celestyn, choć w pruskich dokumentach przez całe życie figurował pod formą niemiecką. Studiował od 1782 roku teologię i filologię polską w Królewcu — to zestawienie, dla protestanta pruskiego tamtej epoki, samo w sobie niezwykłe. Większość jego kolegów ze studiów uczyła się po polsku dlatego, że chciała służyć polskojęzycznym parafiom mazurskim. Mrongowiusz uczył się, bo polszczyzna go fascynowała.1

Od 1790 roku pracował jako nauczyciel języka polskiego w Królewcu. W 1798 roku przyjął ordynację i objął urząd polskiego kaznodziei przy Kaplicy Świętej Anny w luterańskiej parafii Świętej Trójcy w Gdańsku — oraz stanowisko lektora języka polskiego w tamtejszym Gimnazjum Akademickim. Miał trzydzieści cztery lata. Służył na tym stanowisku przez pięćdziesiąt siedem lat, aż do śmierci.1

✦ ✦ ✦

Polszczyzna Mrongowiusza była polszczyzną uczonego. Wydał podręcznik do nauki języka polskiego Polnische Handbuch (1803), gramatykę polską (1805), wielki słownik niemiecko-polski (1823) i polsko-niemiecki (1835), Flisa Sebastiana Klonowica z własną przedmową (1829), dwa tomy kazań po polsku (1834–1835). Utrzymywał kontakty ze środowiskami polskich uczonych w Warszawie i Poznaniu — z Samuelem Linde i Tadeuszem Czackim. Jego słowniki służyły jeszcze w drugiej połowie XIX wieku jako narzędzia pracy.1

Ale to walka o język — nie słowniki — uczyniła z niego postać, o której mówiono w Prusach. W 1812 roku Mrongowiusz zaczął uczyć polskiego w Szkole Świętego Jana. Potem szkoła przekształciła się w wyższą szkołę obywatelską, a lektorat znalazł się wśród przedmiotów nadobowiązkowych. W 1817 roku władze pruskie usunęły lektorat języka polskiego z Gimnazjum Miejskiego. Polskie dzieci z Gdańska i okolic — a było ich wciąż niemało — uczyły się w pruskiej szkole po niemiecku. Mrongowiusz nauczał dalej, ile się dało. W 1842 roku lektorat zlikwidowano ostatecznie.1

Przez pół wieku uczył języka polskiego w Gdańsku. Kiedy zabrali mu lektorat, napisał do króla. Miał siedemdziesiąt osiem lat.
✦ ✦ ✦

Miał wtedy siedemdziesiąt osiem lat. Nie złożył rąk. W tym samym roku 1842 skierował do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV memorandum — prośbę o zachowanie języka polskiego w szkołach i Kościele dla tych, którym język ten był od urodzenia ojczystym. Mrongowiusz pisał jako luterański pastor pruski do pruskiego króla luterańskiego wyznania — i pisał w obronie Polaków.2

Fryderyk Wilhelm IV nie zmienił polityki szkolnej. Ale memorandum Mrongowiusza stało się dokumentem, który krążył wśród polskich działaczy kulturalnych i politycznych — po obu stronach pruskiej granicy, w zaborze rosyjskim i wśród emigracji. Że pastor z Gdańska, Mazur z pruskiego zaboru, napisał do króla w obronie języka polskiego — to było wieści godne.

✦ ✦ ✦

Mrongowiusz żył długo. Jego żona Ludwiga z domu Parmann, urodzona w okolicach Królewca, umarła w 1820 roku. Potem poświęcił się wyłącznie pracy naukowej i duszpasterskiej. Mieszkał w domu parafialnym przy ulicy Kładki 19, na gdańskim Starym Mieście. W celach zarobkowych łączył posługę kaznodziejską z pracą tłumacza sądowego i udzielał lekcji prywatnych.1

Umarł 3 czerwca 1855 roku w Gdańsku, mając dziewięćdziesiąt lat. Pochowali go zięć i przyjaciele na cmentarzu kościoła Zbawiciela na Zaroślaku — ewangelickim cmentarzu gdańskim, który już wówczas sąsiadował z rozrastającym się pruskim miastem.

Dziewięć lat po jego śmierci, w 1864 roku, Biblioteka Miejska w Gdańsku nabyła jego rękopisy i bibliotekę — pięćdziesiąt lat pracy filologicznej, która ocalała, bo ktoś zadał sobie trud, żeby ją kupić i przechować. Ten ktoś to pastor August Bertling, bibliotekarz Biblioteki Miejskiej, który zrozumiał, czym są zbiory starca z ulicy Kładki.1

← wszystkie odcinki cyklu

Skąd to wiemyŹródła

  1. Mirosław Gliński, Pastorzy gdańscy od XVIII do XX wieku. Słownik, „Gdański Rocznik Ewangelicki" vol. II, 2008, s. 109–110 (hasło: Mrongowiusz Krzysztof Celestyn, z bibliografią: SBPN t. 3, Gd. 1997, s. 265/267). Dane o nabyciu rękopisów przez Bibliotekę Miejską: tamże, s. 103 (hasło: Bertling — u Glińskiego „Karl Friedrich Theodor”, lecz na karcie tytułowej katalogu rękopisów i w literaturze niemieckiej konsekwentnie A. (August) Bertling, 1838–1895; bibliotekarz, który w 1864 r. pozyskał zbiory Mrongowiusza).
  2. Janusz Małłek, Ewangelicy pomorscy, „Gdański Rocznik Ewangelicki" vol. III, 2009, s. 44–54 (memorandum do Fryderyka Wilhelma IV z 1842 r. w sprawie zachowania języka polskiego w szkołach i Kościele; kontekst likwidacji lektoratów polskich).