Polscy luteranie · odcinek 3

Ostatni kaznodzieja

20 maja 1798 roku w kaplicy świętej Anny przy kościele Świętej Trójcy w Gdańsku objął stanowisko Krzysztof Celestyn Mrongowiusz — filolog, leksykograf, kaznodzieja. Głosił po polsku przez pięćdziesiąt siedem lat. Gdy 3 czerwca 1855 roku umierał w Gdańsku jako dziewięćdziesięcioletni starzec, był ostatnim duchownym ewangelickim, który odprawiał polskie nabożeństwa w tej kaplicy. Po nim — już nie.
Czas czytania ~5 min

Urodzony w Olsztynku — dawniej błędnie lokalizowany w innym miejscu przez część opracowań, co dopiero sprostowano — przyszedł na świat 19 lipca 1764 roku.1 Olsztynek to małe miasto na Mazurach, głęboko ewangelickie jak cały ten kraj, w którym polscy luteranie żyli od czasów Reformacji obok luteranów niemieckich, modlili się w tych samych kościołach, śpiewali z tych samych kancjonałów — tylko w innym języku. Mrongowiusz wyrósł z tego środowiska i przez całe życie do niego wracał — słownikami, tłumaczeniami, kazaniami, listami.

Do Gdańska przyszedł jako człowiek ukształtowany. Miał trzydzieści cztery lata, solidne wykształcenie teologiczne i filologiczne, i już pierwszą reputację jako znawca języka polskiego na Mazurach. Kaplica świętej Anny przy kościele Świętej Trójcy na Starym Przedmieściu była wówczas jedynym miejscem w mieście, gdzie regularnie głoszono po polsku w nabożeństwach ewangelickich.

✦ ✦ ✦

Gdańsk roku 1798 jest już od ćwierć wieku pod pruskim zaborem — od 1772 roku. Miasto zmienia się: administracja po niemiecku, szkolnictwo po niemiecku, urzędowe życie po niemiecku. Polscy kupcy i rzemieślnicy wciąż tu mieszkają, wciąż mówią w domach po swojemu — ale Kościół, który do niedawna był ich instytucją, coraz mocniej staje się instytucją pruską.

W tę rzeczywistość wchodzi Mrongowiusz i przez pięćdziesiąt siedem lat nie ustępuje. Głosi po polsku, pisze po polsku, wydaje po polsku. Kancjonał gdański — wydany w roku 1803, poprawiony i rozszerzony w 1840 — jest jego dziełem: zbiorem pieśni kościelnych dla polskich ewangelików z Gdańska i Prus.2 Postylla z lat 1834–1835: zbiór kazań, które głosił z ambony świętej Anny, teraz w druku dostępne dla tych, których nie było, albo którzy chcą do nich wracać w domu.2

Pięćdziesiąt siedem lat polskich kazań.
Słowniki, kancjonał, postylla.
„Ojciec hymnologii ewangelicko-polskiej" — to o Oloffie. A Mrongowiusz? Ostatni.
✦ ✦ ✦

Równolegle z duszpasterstwem prowadził pracę leksykograficzną i językoznawczą, która dziś wydaje się równie ważna jak same kazania. Był lektorem języka polskiego w gdańskim Gimnazjum Akademickim — uczył Niemców i Polaków polszczyzny, przekonywał, że ten język ma swoją gramatykę i swoją historię, zasługuje na słownik i na szacunek. Był członkiem towarzystw naukowych w Warszawie, Krakowie i Szczecinie — nie tylko gdańskim duszpasterzem, ale uczonym o szerokich horyzontach.1

Jan Karol Sembrzycki, który w roku 1888 opublikował przegląd ewangelicko-polskiej literatury Mazurów i Ślązaków, był od Mrongowiusza młodszy o całe pokolenie — ale pisał o nim jako o postaci już historycznej, jako o człowieku, który symbolizuje pewien skończony rozdział.3 Mrongowiusz był ostatni — i to słowo „ostatni" otwiera całe pole pytań: co skończyło się razem z nim?

✦ ✦ ✦

Kończyła się tradycja, która sięgała wstecz przez dwa stulecia. Ewangelicki Kościół w Gdańsku miał polskich kaznodziejów od końca szesnastego wieku — odkąd miasto, po stłumieniu rewolty przez Zygmunta Starego, powoli i ostrożnie budowało swoją ewangelicką tożsamość w granicach tego, na co korona polska pozwalała.4 Ci kaznodzieje mówili po polsku, bo ich parafianie mówili po polsku. Zasada była prosta: Słowo Boże trafia do serca w języku, który człowiek zna od dziecka.

W osiemnastym wieku ten porządek zaczął się rozpadać. Pruska administracja promowała niemczyznę w Kościele tak samo, jak w szkole i w sądzie. Parafianie uczyli się niemieckiego lub po prostu przestawali chodzić na polskie nabożeństwa. Gdy Mrongowiusz obejmował kaplicę świętej Anny, polska wspólnota ewangelicka w Gdańsku była już mniejsza i słabsza niż sto lat wcześniej. Gdy umierał — była ostatnią nitką łączącą żywe duszpasterstwo z tą tradycją.

✦ ✦ ✦

3 czerwca 1855 roku Mrongowiusz umiera w Gdańsku, mając dziewięćdziesiąt lat. Po nim kaplica świętej Anny nie ma już polskiego kaznodziei.1 Nie dlatego, że zniknęła wspólnota — luterańscy Polacy w Gdańsku i na Mazurach istnieli dalej. Dlatego, że instytucja, która przez dwa stulecia dawała im język w Kościele, przestała to robić.

Zostały słowniki, kancjonał, postylla. Zostały stronice w bibliotekach. I zostało imię — Mrongowiusz — które w gdańskiej historii oznacza jedną konkretną rzecz: człowiek, który mówił po polsku do końca, gdy inni już przestali.

← wszystkie odcinki cyklu

Skąd to wiemyŹródła i uwagi

  1. Krzysztof Celestyn Mrongowiusz: ur. 19 VII 1764 Olsztynek (sprostowanie błędnej lokalizacji — Sembrzycki: „nie Pomorze, jak podał Nitschmann"), kaznodzieja przy kaplicy świętej Anny przy kościele Świętej Trójcy w Gdańsku od 20 V 1798 jako ostatni polski kaznodzieja tej kaplicy, zm. 3 VI 1855; lektor języka polskiego Gimnazjum Akademickiego, członek towarzystw naukowych w Warszawie, Krakowie i Szczecinie — J. K. Sembrzycki, Krótki Przegląd Literatury ewangelicko-polskiej Mazurów i Szlązaków od r. 1670, Nawsi 1888, s. 22, 40–41. Lokalizacja: kaplica przy kościele Świętej Trójcy, Stare Przedmieście Gdańsk — za: sopot.luteranie.pl; Gedanopedia. 🟢
  2. Kancjonały gdańskie (1803, 1840 — oprac. Mrongowiusz), Postylla 1834–35 — Sembrzycki, s. 40–41.
  3. Sembrzycki 1888 jako źródło: Jan Karol Sembrzycki (sam ewangelik z Olecka), wydawca „Kalendarza ewangelicko-polskiego" w Toruniu, autor bibliografii literatury ewangelicko-polskiej; optyka polsko-narodowa, wydanie Nawsi/Cieszyn 1888.
  4. Tradycja polskich kaznodziejów ewangelickich w Gdańsku od końca XVI w. — tło historyczne; por. odcinek „Iskra w Gdańsku" z cyklu Reformacja w Prusach.