SZKIC / PILOTAŻ — cykl „Pomorze: historie". Jeszcze nieopublikowany.
Pomorze · historie

Zapomniane nekropolie

Po 1945 roku na Kaszubach zostały setki cmentarzy ludzi, których już tu nie było. Część zniknęła pod buldożerem. Część zarosła lasem. A część przetrwała — bo ktoś postanowił, że umarli nie muszą tracić nazwisk po raz drugi.
Czas czytania ~6 min · źródła w przypisach · stopnie pewności 🟢 🟡 🔴
Stopnie pewności. 🟢 pewne ustalenie potwierdzone w publicznych źródłach (daty, projekty, instytucje). 🟡 prawdopodobne źródła zgodne co do istoty, stan zachowania lub szczegół zróżnicowany. 🔴 sporne / ocena ocena intencji lub rekonstrukcja, której nie da się dziś twardo zweryfikować.

Wieś nazywała się kiedyś Schmolsin. Dziś to Smołdzino, u stóp świętej dla dawnych Słowińców góry Rowokół. Stoi tam kościół z 1632 roku, ufundowany przez Annę de Croy, księżną z rodu Gryfitów — przez ponad trzysta lat świątynia ewangelicka, dopiero po wojnie katolicka.1 🟢 pewne Wokół niego, jak na całym Pomorzu, leży cmentarz. Część nagrobków jest czytelna, część nie. Ale Smołdzino miało szczęście: ma kościół, który ktoś przejął i utrzymał. Setki innych kaszubskich nekropolii ewangelickich tego szczęścia nie miały.

Bo to jest historia o pewnym mechanizmie. Kiedy w 1945 roku front przeszedł przez Pomorze, a niemieckojęzyczna ludność uciekła albo została wysiedlona, na ziemi zostały rzeczy, których nie da się spakować do furmanki. Kościoły. Domy. I cmentarze — z nazwiskami wykutymi w piaskowcu, z datami, z biblijnymi cytatami po niemiecku. Dla nowych mieszkańców te kamienie nie były grobami bliskich. Były śladem obcego świata, który właśnie się skończył.

✦ ✦ ✦

To, co stało się potem, miało dwa oblicza. Pierwsze było gwałtowne i celowe. Po wojnie większość autochtonicznej ludności została ewakuowana lub wysiedlona, a opuszczone nekropolie niszczały — i były świadomie dewastowane.2 🟢 pewne Płyty rozbijano, krzyże żeliwne ścinano i wywożono na złom, kamienie nagrobne szły na fundamenty, schody, podmurówki. Usuwano ślad po obcych. To nie było zaniedbanie. To była decyzja — powtarzana tysiące razy, w tysiącu wsi, przez tysiące rąk, które uznały, że niemiecki napis na grobie nie ma prawa tu zostać. 🔴 sporne / ocena — że dewastacja była „decyzją", a nie tylko zaniedbaniem, to interpretacja intencji, której nie da się przypisać konkretnym sprawcom.

Drugie oblicze było wolniejsze i cichsze: las. Tam, gdzie cmentarz leżał za wsią, gdzie nikt nie szedł, gdzie nie było już parafii, która by go pielęgnowała — wkraczała przyroda. W wykazie kaszubskich cmentarzy ewangelickich powtarza się jedno słowo jak refren: „zarośnięty". Bukowina za wsią — zarośnięty las. Sarbsk — zarośnięty. Izbica, Skórowo, Karwno, Studzienice — zarośnięte. Drzewa, których korzenie rozsadzają płyty, bluszcz, który połyka inskrypcje, runo, które zamyka wejście. Po pół wieku z cmentarza zostaje już tylko podejrzanie regularny prostokąt drzew w środku lasu i — jeśli się dobrze poszuka — kawałek wystającego z ziemi piaskowca bez nazwiska.

✦ ✦ ✦

Najboleśniej dotknęło to kategorię cmentarzy, której już nikt nie przyjdzie odwiedzić — bo zniknęła cała społeczność, która je zakładała. Mowa o Słowińcach, nadłebskich Kaszubach znad jezior Gardno i Łebsko, luteranach mówiących własną gwarą. Po wojnie traktowano ich jak Niemców; dwie wielkie akcje wysiedleńcze, w 1947 i 1948 roku, opróżniły ich wsie.3 🟢 pewne Kluki, liczące przed wojną około 680 mieszkańców, skurczyły się do stu pięćdziesięciu, a ostatni rdzenni Słowińcy opuścili okolicę dopiero w latach siedemdziesiątych.3 🟡 prawdopodobne — liczby ludności Kluk podawane są jako przybliżone. Grupa etniczna przestała istnieć. Jej cmentarze — w Klukach w lesie, w Gardnie Wielkiej, w Cecenowie — zostały same. Z nagrobkami, na których czasem widnieją jeszcze inskrypcje dwujęzyczne, niemiecko-kaszubskie. Ostatnie świadectwa języka, który zamilkł. 🟡 prawdopodobne — stan zachowania tych dwujęzycznych nagrobków jest dziś silnie zróżnicowany.

W lapidarium przy kościele w Główczycach zachowało się kilka osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych tablic z nazwiskami, które same w sobie są dowodem: Będzemirowie, Domarusowie, Borkowie, Rekowowie, Zastrowowie. Słowiańskie korzenie ludzi, którzy w XIX wieku mówili już po niemiecku i modlili się jak luteranie, a leżą pod kamieniem, który pamięta, skąd naprawdę pochodzili.4 Cmentarz potrafi powiedzieć o człowieku rzecz, której on sam za życia już nie mówił.

✦ ✦ ✦

A potem, po dziesięcioleciach, zaczął się ruch w drugą stronę. W 1963 roku w Klukach otwarto Muzeum Wsi Słowińskiej — skansen, który ocalił chałupy, sprzęt i pamięć po ludziach, których stąd wygnano.3 🟢 pewne Od lat dziewięćdziesiątych powstają projekty dokumentacji cmentarzy: spisywanie inskrypcji, fotografowanie nagrobków, wiązanie ich z księgami metrykalnymi. We wrześniu i październiku 2020 roku w gminie Słupsk zrealizowano projekt „Zapomniane cmentarze Gminy Słupsk. Inwentaryzacja – rewaloryzacja – upamiętnienie", dofinansowany ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa.5 Powstał serwis cmentarze.slupsk.pl, który spisuje to, co jeszcze da się odczytać — bo w ponad trzydziestu miejscowościach gminy leży ponad czterdzieści takich nekropolii.5 🟢 pewne — projekt udokumentowany i sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa.

To jest istota tej historii. Po 1945 roku tych ludzi pozbawiono nazwisk dwa razy. Raz, gdy wysiedlano ich z ziemi, na której rodziny mieszkały od pokoleń. I drugi raz, gdy z ich grobów zbijano płyty albo pozwalano, by zarosły je drzewa — aż został anonimowy kopczyk bez napisu. Dewastacja cmentarza to szczególny rodzaj wymazywania: nie dotyka żywych, dotyka tylko pamięci o umarłych. Łatwiej ją usprawiedliwić, trudniej zauważyć, najtrudniej cofnąć.

✦ ✦ ✦

Dlatego ludzie, którzy dziś klęczą w runie nad pękniętą płytą i przepisują z niej zatarte litery, robią coś więcej niż konserwację. Odwracają decyzję sprzed siedemdziesięciu lat. Mówią: ten człowiek miał imię, miał datę, miał wiarę zapisaną cytatem z Psalmu — i to wystarczy, żeby nie zniknął po raz drugi. Kamień nie wie, w jakim języku go wykuto i komu przeszkadzał. Pamięć jednak wie. A pamięć, raz spisana, jest jak ta gdańska Biblia z poprzedniego odcinka — niełatwo ją zniszczyć, bo zaczyna istnieć w więcej niż jednym miejscu naraz.

Zarośnięty cmentarz to nie koniec — to pytanie, czy ktoś zechce odczytać, co na nim napisano.
← wszystkie odcinki cyklu „Pomorze: historie"
← wszystkie odcinki cyklu „Pomorze: historie”

PrzypisySkąd to wiemy

  1. Kościół w Smołdzinie zbudowany 1632, ufundowany przez Annę de Croy z rodu Gryfitów, ostatnią księżną pomorską; do 1945 świątynia ewangelicka, działał tu pastor Michał Mostnik (Pontanus, 1583–1654), autor druków w języku słowińskim — Wikipedia: Smołdzino (powiat słupski)
  2. Po wojnie większość ludności autochtonicznej została ewakuowana lub wysiedlona, a opuszczone nekropolie niszczały i były świadomie dewastowane — Cmentarze ewangelickie w powiecie słupskim (cmentarze.slupsk.pl)
  3. Słowińcy (Kaszubi nadłebscy) znad jezior Gardno i Łebsko; po 1945 traktowani jak Niemcy, dwie akcje wysiedleńcze 1947 i 1948 (Kluki z ok. 680 do ok. 150 mieszkańców), ostatni rdzenni Słowińcy odeszli w latach 70.; Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach otwarte 1963 — Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach
  4. Lapidarium przy kościele św. Piotra i Pawła w Główczycach — tablice nagrobne XVIII–XIX w. z nazwiskami kaszubskiej szlachty (m.in. Będzemirowie, Domarusowie, Borkowie, Rekowowie, Zastrowowie) jako świadectwo słowiańskich korzeni miejscowej ludności, która w XIX w. mówiła już po niemiecku; pomnik upamiętniający z 1999 r. — „Główczyce. Wieś, w której zaduszono mowę tych, co ją zbudowali" (Region Gdański NSZZ „Solidarność")
  5. Projekt „Zapomniane cmentarze Gminy Słupsk. Inwentaryzacja – rewaloryzacja – upamiętnienie" (IX–X 2020), realizacja przy współpracy Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, dofinansowanie ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa; w gminie ponad 40 cmentarzy w ponad 30 miejscowościach — Muzeum Kultury Ludowej Pomorza w Swołowie