Wieś nazywała się kiedyś Schmolsin. Dziś to Smołdzino, u stóp świętej dla dawnych Słowińców góry Rowokół. Stoi tam kościół z 1632 roku, ufundowany przez Annę de Croy, księżną z rodu Gryfitów — przez ponad trzysta lat świątynia ewangelicka, dopiero po wojnie katolicka.1 🟢 pewne Wokół niego, jak na całym Pomorzu, leży cmentarz. Część nagrobków jest czytelna, część nie. Ale Smołdzino miało szczęście: ma kościół, który ktoś przejął i utrzymał. Setki innych kaszubskich nekropolii ewangelickich tego szczęścia nie miały.
Bo to jest historia o pewnym mechanizmie. Kiedy w 1945 roku front przeszedł przez Pomorze, a niemieckojęzyczna ludność uciekła albo została wysiedlona, na ziemi zostały rzeczy, których nie da się spakować do furmanki. kościoły, domy oraz cmentarze — z nazwiskami wykutymi w piaskowcu, z datami i biblijnymi cytatami po niemiecku. Dla nowych mieszkańców te kamienie nie były grobami bliskich, lecz śladem obcego świata, który właśnie się skończył.
✦ ✦ ✦To, co stało się potem, miało dwa oblicza. Pierwsze było gwałtowne i celowe. Po wojnie większość autochtonicznej ludności została ewakuowana lub wysiedlona, a opuszczone nekropolie niszczały — i były świadomie dewastowane.2 🟢 pewne Płyty rozbijano, krzyże żeliwne ścinano i wywożono na złom, a kamienie nagrobne szły na fundamenty, schody i podmurówki — usuwano w ten sposób ślad po obcych. Nie było to zwykłe zaniedbanie, lecz świadome działanie, powtarzane w setkach wsi rękami ludzi, którzy uznali, że niemiecki napis na grobie nie ma prawa tu pozostać. 🔴 sporne / ocena — że dewastacja była „decyzją”, a nie tylko zaniedbaniem, to interpretacja intencji, której nie da się przypisać konkretnym sprawcom.
Drugie oblicze było wolniejsze i cichsze: las. Tam, gdzie cmentarz leżał za wsią, gdzie nikt nie szedł, gdzie nie było już parafii, która by go pielęgnowała — wkraczała przyroda. W wykazach kaszubskich cmentarzy ewangelickich raz po raz powraca to samo określenie: „zarośnięty”. Tak opisuje się nekropolie w Bukowinie, Sarbsku, Izbicy, Skórowie, Karwnie czy Studzienicach. Korzenie drzew rozsadzają płyty, bluszcz zarasta inskrypcje, a runo zamyka wejście, aż po pół wieku z cmentarza zostaje już tylko podejrzanie regularny prostokąt drzew pośród lasu i — jeśli się dobrze poszuka — kawałek wystającego z ziemi piaskowca bez nazwiska.
✦ ✦ ✦Najboleśniej dotknęło to kategorię cmentarzy, której już nikt nie przyjdzie odwiedzić — bo zniknęła cała społeczność, która je zakładała. Mowa o Słowińcach, nadłebskich Kaszubach znad jezior Gardno i Łebsko, luteranach mówiących własną gwarą. Po wojnie traktowano ich jak Niemców; dwie wielkie akcje wysiedleńcze, w 1947 i 1948 roku, opróżniły ich wsie.3 🟢 pewne Kluki, liczące przed wojną około 680 mieszkańców, skurczyły się do stu pięćdziesięciu, a ostatni rdzenni Słowińcy opuścili okolicę dopiero w latach siedemdziesiątych.3 🟡 prawdopodobne — liczby ludności Kluk podawane są jako przybliżone. Grupa etniczna przestała istnieć. Jej cmentarze — w Klukach w lesie, w Gardnie Wielkiej, w Cecenowie — zostały same. Na ich nagrobkach czasem widnieją jeszcze inskrypcje dwujęzyczne, niemiecko-kaszubskie — ostatnie świadectwa języka, który zamilkł. 🟡 prawdopodobne — stan zachowania tych dwujęzycznych nagrobków jest dziś silnie zróżnicowany.
W lapidarium przy kościele w Główczycach zachowało się kilka osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych tablic z nazwiskami, które same w sobie są dowodem: Będzemirowie, Domarusowie, Borkowie, Rekowowie, Zastrowowie. Świadczą one o słowiańskich korzeniach ludzi, którzy w XIX wieku mówili już po niemiecku i modlili się jak luteranie, a mimo to spoczęli pod kamieniem zachowującym pamięć o tym, skąd naprawdę pochodzili.4
✦ ✦ ✦A potem, po dziesięcioleciach, zaczął się ruch w drugą stronę. W 1963 roku w Klukach otwarto Muzeum Wsi Słowińskiej — skansen, który ocalił chałupy, sprzęt i pamięć po ludziach, których stąd wygnano.3 🟢 pewne Od lat dziewięćdziesiątych powstają projekty dokumentacji cmentarzy: spisywanie inskrypcji, fotografowanie nagrobków, wiązanie ich z księgami metrykalnymi. We wrześniu i październiku 2020 roku w gminie Słupsk zrealizowano projekt „Zapomniane cmentarze Gminy Słupsk. Inwentaryzacja – rewaloryzacja – upamiętnienie”, dofinansowany ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa.5 Powstał serwis cmentarze.slupsk.pl, który spisuje to, co jeszcze da się odczytać — bo w ponad trzydziestu miejscowościach gminy leży ponad czterdzieści takich nekropolii.5 🟢 pewne — projekt udokumentowany i sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa.
W tym tkwi istota tej historii. Po 1945 roku tych ludzi pozbawiono nazwisk dwukrotnie: najpierw wysiedlając ich z ziemi, na której ich rodziny mieszkały od pokoleń, a następnie zbijając płyty z ich grobów albo pozwalając, by zarosły je drzewa, aż został po nich anonimowy kopczyk bez napisu. Dewastacja cmentarza jest szczególnym rodzajem wymazywania, bo nie dotyka żywych, lecz wyłącznie pamięci o umarłych — przez to łatwiej ją usprawiedliwić i trudniej zauważyć, a cofnąć najtrudniej.
✦ ✦ ✦Dlatego ludzie, którzy dziś klęczą w runie nad pękniętą płytą i przepisują z niej zatarte litery, robią coś więcej niż samą konserwację — odwracają decyzję sprzed siedemdziesięciu lat. Przywracają zmarłemu imię, datę i wiarę zapisaną cytatem z Psalmu, a tyle wystarczy, by nie zniknął po raz drugi. Raz spisana inskrypcja przestaje już zależeć od jednego kruszejącego kamienia, bo zostaje utrwalona także w dokumentacji, w której łatwiej ją zachować.