Kiedy Marcin Luter pisał, że każde miasto powinno troszczyć się o swoich ubogich, nie układał oderwanej myśli teologicznej. Reformacja zamykała klasztory, a klasztory przez wieki karmiły głodnych, przyjmowały podróżnych, opiekowały się chorymi. Ktoś musiał przejąć te obowiązki. Luter odpowiadał prosto: niech zrobi to wspólnota miejska. To, co dotąd było dziełem zakonu, miało stać się sprawą rady i mieszczan.
Gdańsk wziął tę zasadę na poważnie. Miasto prowadziło szpital Świętego Ducha dla starszych oraz mniejsze przytułki przy kościołach Świętej Barbary i Świętej Katarzyny. Były to jednak miejsca dla osób, które miały już za sobą uporządkowane życie. Pozostawała ta druga część miasta, mniej widoczna i mniej chętnie wspominana: bezdomni i dzieci urodzone poza małżeństwem.
W 1699 roku gdański Urząd Dobroczynności — Armenamt — otworzył Dom Dobroczynności i Sierot. Przez niemal sto lat było to jedyne schronienie dla tych, których nigdzie indziej nie chciano przyjąć. W ówczesnym prawie różnica między dzieckiem z prawego i nieprawego łoża ważyła ogromnie — decydowała o możliwości nauki rzemiosła, o miejscu w mieszczańskim świecie, o całym późniejszym życiu.1
Zmiana przyszła w 1752 roku. Król August III zrównał w prawach dzieci z nieślubnego łoża z dziećmi urodzonymi w małżeństwie. Dla podopiecznych gdańskiego zakładu był to przełom prawny, na który czekano od pokoleń.1
Półtora wieku później ta sama myśl wróciła w nowej postaci. Tym razem miała twarze kobiet w błękitnych sukniach i czarnych nakryciach głowy.
Zaczęło się skromnie. W 1857 roku gdański filantrop Georg Friedrich Abegg ufundował mały szpital dziecięcy. Sześć łóżek, wynajęty budynek, nic więcej. W 1860 roku placówka przeniosła się na ulicę Nowe Ogrody pod numer 24. Rosła powoli, ale rosła.
Opiekę nad chorymi sprawowały diakonisy. Były to kobiety stanu wolnego, ewangelickie pielęgniarki żyjące we wspólnocie na wzór zakonny, choć bez ślubów wieczystych. Tradycję tę zapoczątkował w 1833 roku pastor Theodor Fliedner w Kaiserswerth nad Renem. Stamtąd idea rozeszła się po niemieckich miastach. Gdańskie siostry przybyły z domu diakonis w Ludwigsluście na Meklemburgii. Po ich strojach poznawano je na ulicy: czarny czepiec, błękitna suknia.2
✦ ✦ ✦Rosnący szpital potrzebował własnego gmachu. 31 sierpnia 1871 roku wmurowano kamień węgielny pod nowy budynek według projektu architekta Bruno Eberhardta. Koszt wyniósł 75 000 marek. Uroczyste otwarcie odbyło się 17 marca 1875 roku przy ulicy Nowe Ogrody 3–5.
To, co zaczęło się od sześciu łóżek, stało się jedną z większych placówek opiekuńczych miasta. W 1900 roku pracowały tam 73 diakonisy, a przez szpital przewijało się rocznie od półtora do dwóch tysięcy pacjentów. Sam dom diakonis liczył w szczytowym 1915 roku aż 434 siostry. Tyle kobiet zdecydowało się oddać życie pielęgnowaniu chorych.2
✦ ✦ ✦Wojna nie oszczędziła tego miejsca. Szpital przetrwał, ale zniszczony w trzydziestu procentach. Kilka sióstr zginęło podczas działań wojennych. Po 1945 roku diakonisy zostały wysiedlone, a wraz z nimi skończyła się obecność, która trwała w Gdańsku siedemdziesiąt lat.2
Sam gmach żył dalej, choć już pod innymi nazwami i innym zarządem. Przejęty przez polskie władze, stał się najpierw Polskim Szpitalem Ewangelickim, potem Miejskim Szpitalem Powszechnym. Dziś działa jako Szpital imienia Kopernika w Gdańsku. Pacjenci, którzy przekraczają jego próg, rzadko wiedzą, że leczą się w murach wzniesionych dla chorych dzieci, w domu, który prowadziły kobiety w błękitnych sukniach.
Dwie odległe od siebie historie łączy jedna prosta zasada. Wspólnota odpowiada za tych, którzy sami sobie nie poradzą. Reformacja zostawiła Gdańskowi nie tylko nowe wyznanie, ale i ten obowiązek — który miasto przez stulecia próbowało wypełniać tak, jak umiało.
← wszystkie odcinki cyklu „Reformacja w Gdańsku"