Kiedy w 1525 roku pospólstwo gdańskie obaliło Radę Miejską w imię Ewangelii, a Artikelbrief ogłaszał, że Gdańsk chce żyć i umierać przy Słowie Bożym, ktoś postanowił napisać do Lutra. Liczono, że reformator pochwali to, co się stało, i że Wittenberga pobłogosławi gdański zryw.
Luter odpisał, lecz błogosławieństwa nie udzielił.1
Przestrzegał gdańszczan przed „Schwarmgeistami” — fanatykami i podżegaczami, którzy biorą Ewangelię za tarczę do walki politycznej, a nie za dar dla sumienia.1 Pisał, że zmiany w Kościele i w mieście muszą dokonywać się w porządku, przez prawowitą władzę, a nie przez tłum na ulicach. Buntu rzemieślników i mieszczan nie uważał za Reformację, lecz za anarchię ukrytą pod pozorem pobożności.
✦ ✦ ✦Freytag zanotował, że gdańszczanie nazywali Wittenbergę „drugą Jerozolimą”.1 Powiedzenie to oddaje coś istotnego: dla ewangelickich gdańszczan Luter nie był jedynie teologiem, lecz autorytetem o niemal proroczej wadze. Właśnie dlatego jego list okazał się tak kłopotliwy — przyjmując słowo reformatora, trzeba było przyjąć i jego przestrogę.
Luter miał swoje racje. W 1525 roku Niemcy płonęły w wojnie chłopskiej — chłopi zbuntowani w imię Ewangelii palili zamki i klasztory. Luter stanął po stronie książąt i napiętnował bunt. Dla niego porządek był warunkiem, w jakim mogła krzewić się Reformacja — bez ładu nie ma wolności sumienia, jest tylko chaos.
Gdańsk nie posłuchał tej przestrogi albo posłuchał jej za późno. Bunt trwał, a rok później, w 1526 roku, miasto zapłaciło za to wysoką cenę: wkroczyło wojsko królewskie, przywódców buntu stracono, a do władzy wróciła stara Rada.2
List Lutra był przestrogą, której gdańszczanie wówczas nie chcieli wysłuchać. Dopiero późniejsze wydarzenia pokazały, że reformator trafnie ocenił ryzyko ulicznego zrywu.
← wszystkie odcinki cyklu