Reformacja w Gdańsku · odcinek 2

Oficjał Longus i gdański gniew przed Reformacją

Oficjał Jakub Longus przyszedł, by pilnować porządku kościelnego. Sprawił, że mieszczanie czekali na Reformację z niecierpliwością.
Czas czytania ~7 min · źródła w przypisach

Gdańsk roku 1516 liczył około trzydziestu pięciu tysięcy mieszkańców i blisko czterystu duchownych — jeden ksiądz przypadał na dziewięćdziesiąt dusz. Proboszczowie sześciu parafii wywodzili się z najmożniejszych rodów — Ferberów, Bischofów, Giesów — i najczęściej przebywali daleko stąd, we Fromborku, w Rzymie czy w Inflantach, a w kościołach zastępowali ich nisko opłacani wikariusze. Tak wyglądało miasto, do którego przyjechał nowy oficjał.

Nazywał się Jakub Longus — przybysz z Krakowa, kanonik włocławski i doktor obojga praw. Oficjał gdański był sędzią kościelnym i zastępcą biskupa włocławskiego, a Longus objął ten urząd po poprzedniku, którego usunięto: Nicolaus Schwichtenberg odszedł w 1516 roku, oskarżony o lichwę i nadużycia finansowe. Po takim człowieku łatwiej byłoby zjednać sobie miasto łagodnością, lecz Longus postępował surowo.1

✦ ✦ ✦

Pierwsze starcie przyszło w styczniu 1518 roku, gdy rada miejska chciała zdjąć dzwony z kościoła Barbary. Longus odpowiedział groźbą ekskomuniki i karą tysiąca dukatów węgierskich dla każdego, kto się tego dopuści. Tysiąc dukatów za zdjęcie dzwonów to suma ogromna — i miasto, które rok wcześniej przeżyło krach finansów i powołało Kolegium 48 mężów do ratowania kasy, przekonało się, ile kosztuje sięgnięcie po kościelny spiż.

Niecałe trzy miesiące później rada uchwaliła własne prawo. 8 kwietnia 1518 roku ogłoszono nową ordynację weselną — mniejsze wydatki na wesela i ustalone godziny ślubów. Była to sprawa porządku w mieście, a nie doktryny, lecz Longus uznał ją za skandal, ponieważ radni odważyli się ją wydać bez pytania władz kościelnych. Pismem zagroził wysokimi karami każdemu, kto się do niej zastosuje.1

„Każdy, kto ośmieli się stosować tę ordynację, podlega wysokim karom” — tak oficjał odpowiedział radzie na prawo o godzinach ślubów. — parafraza pisma Longusa, kwiecień 1518
✦ ✦ ✦

Z czasem sporów przybywało. W listopadzie 1518 roku Longus wmieszał się w sprawę wikarego mariackiego i podległego mu kleryka, Georga Wilkego. Wilke odziedziczył po ojcu spadek i zamieszkał z matką, w czym oficjał dopatrzył się złamania prawa kanonicznego; swoje stanowisko wyłożył w liście z 22 marca 1519 roku. To, co dla mieszczanina było po prostu synem mieszkającym przy owdowiałej matce, dla Longusa stawało się sprawą do osądzenia.

W 1520 roku poszło o pieniądze — o kontrybucję, którą miasto nakładało na duchowieństwo na cele wojenne. Longus stanął okoniem. Spór wrócił w sierpniu 1522 roku, gdy chodziło o wyprawę duńską Eberharda Ferbera. Za każdym razem ten sam układ: rada chce, by księża płacili na obronę miasta, oficjał odmawia w imieniu Kościoła.1

Krążyła też opowieść mroczniejsza. Kronikarz Schnaase pisał, że Longus więził mieszczan we własnym domu, wbrew prawu miejskiemu, i sam wymierzał kary cielesne. Brzmi to jak obraz tyrana, lecz uczciwość każe dodać, że dla tej historii nie ma potwierdzenia w archiwach — pozostała plotką, a nie dokumentem.1

✦ ✦ ✦

Longus nie tylko karał. W 1518 roku założył przy kościele Piotra i Pawła Bractwo Kapłańskie Zwiastowania Maryi — odpowiedź na pierwsze podmuchy Reformacji znad Wittenbergi. Wstępujący składali wyznanie wiary w „jeden święty, katolicki i apostolski Kościół”. Pieniądze na pobożność płynęły zresztą szerokim strumieniem: w 1517 roku odpusty przyniosły w Gdańsku 2133 grzywny, a w 1519 same parafie mariacka i Katarzyny zebrały 2414 grzywien.

Napięcie wciąż jednak narastało. 25 lutego 1522 roku biskup Drzewicki poskarżył się radzie na „kościelne nowinki” i nakazał oficjałowi zbadać sprawę. Miasto odpowiedziało miesiąc później nie pismem, lecz drwiną: w marcu 1522 roku Bractwo Świętego Rajnolda wystawiło przed dwustu widzami prześmiewczy spektakl, w którym papiestwo wynoszono na scenę ku uciesze gapiów.1

Longus chciał ugasić niepokój, a w istocie sam go podsycał. Każda jego groźba i kara — od tysiącdukatowej kaucji za dzwony po kolejne spory o pieniądze — spadała na miasto już i tak spięte, zadłużone i przeładowane duchowieństwem. Reformacja przyszłaby do Gdańska tak czy inaczej, ale niewielu zrobiło tyle, by mieszczanie powitali ją z taką ulgą.

← wszystkie odcinki cyklu „Reformacja w Gdańsku”

Skąd to wiemyŹródła

  1. Sławomir Kościelak, Od tez Marcina Lutra do kazań Jacoba Heggego — recepcja reformacji w Gdańsku w latach 1517–1522, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce” t. LXIII, 2019, s. 68–78. Akta oficjała w Archiwum Państwowym w Gdańsku (APGd 300, D/70 oraz 300, 27/9). Uwaga: przekaz o domowym więzieniu mieszczan pochodzi od kronikarza Schnaasego (1863) i nie ma potwierdzenia w źródłach archiwalnych (Kościelak, s. 77, przyp. 64).