W roku 1502 elektor saski Fryderyk Mądry założył w niewielkim mieście nad Łabą nowy uniwersytet. Wittenberga była wtedy mała, świeża, ambitna — kilkuset studentów, kilku profesorów, mury jeszcze pachnące zaprawą. Nikt nie przeczuwał, że za niespełna dwa pokolenia stanie się ona środkiem, wokół którego obróci się cały chrześcijański Zachód.
Wśród pierwszych zapisanych w księgach uczelni znaleźli się dwaj młodzieńcy znad Bałtyku. Przyjechali z Gdańska. Nazywali się Georg Zimmermann i Wilhelm Falk.1
✦ ✦ ✦Georg przyszedł na świat w Gdańsku w roku 1483, jako syn Mathiasa Zimmermanna, ławnika miejskiego — człowieka z wagą w radzie i z pieczęcią u pasa. Zanim trafił nad Łabę, zdążył już posmakować nauki w dalekiej Tybindze, gdzie wpisano go do ksiąg 10 kwietnia 1501 roku. Świat uczonej młodzieży był wówczas mały i ruchliwy — jechało się tam, gdzie wykładał ktoś wart drogi.
Gdy w Wittenberdze przyszła pora pierwszej w dziejach uczelni promocji magistrów, stało się coś, co historyk zauważy dopiero z dystansu wieków. Dnia 2 lutego 1503 roku ogłoszono czternastu nowych magistrów. Pierwszym z nich — pierwszym w całej historii Uniwersytetu Wittenberskiego — był gdańszczanin. Był nim Georg Zimmermann.1
Po Georgu szły zaszczyty, jakich się spodziewać po zdolnym i pracowitym człowieku. 2 lutego 1505 roku objął godność dziekana Wydziału Filozoficznego — na dwuletnią kadencję. Wkrótce potem, 14 maja 1505, uzyskał stopień baccalaureus biblicus — pierwszy szczebel teologicznej drogi, ten, na którym uczono czytać Pismo.
Tymczasem w rodzinnym mieście rosła pozycja jego ojca. W roku 1504 Mathias Zimmermann został pasowany na rycerza przez króla polskiego, a z czasem zasiadł na urzędzie burmistrza Gdańska. Syn zbierał wawrzyny w Saksonii, ojciec — godności nad Motławą.
Drugi z gdańszczan, Wilhelm Falk, nie miał tyle szczęścia. Po kilku latach opuścił Wittenbergę, a w roku 1506 wpisano go do ksiąg uczelni we Frankfurcie nad Odrą — z dopiskiem gratis, jako że nie stać go było na opłatę. Nauka i wtedy nie była łaskawa dla ubogich.1
✦ ✦ ✦W roku 1508 Georg Zimmermann wrócił do Gdańska. Nie jako żak, lecz jako Stadtschreiber — miejski pisarz, sekretarz rady, jeden z tych ludzi, których ręka prowadzi pióro po aktach, listach i przywilejach. To był urząd zaufania i wpływu, miejsce dla człowieka, który widział świat i umiał ubrać go w słowa.
Gdańsk lat 1500–1517 nie był miastem zamkniętym. Płynęły do niego statki z Hamburga i Niderlandów, osiadały kupieckie rodziny z zachodnich Niemiec, a wraz z towarem przychodziły wieści, książki i ludzie. Luter nie przyszedł później do Gdańska z obcego, dalekiego świata — Gdańsk był już z tym światem spleciony tysiącem ludzkich nici.
W latach 1517–1522 Wittenberga awansowała z czwartego na pierwsze miejsce wśród uczelni, do których ciągnęli gdańscy młodzieńcy — trzynaście wpisów w księgach w ciągu tych kilku lat. Miasto Georga wybierało miasto Lutra.1
A sam Georg? Gdy w roku 1522 kaznodzieja Jakob Hegge wejdzie na Gradową Górę, by głosić tłumom nową naukę, dawny pierwszy magister Wittenbergi będzie już w Gdańsku doświadczonym, posiwiałym urzędnikiem. Czternaście lat pisał miejskie akta. Tę nić — od ławy w Wittenberdze do kazania na Gradowej Górze — splótł dopiero potomny historyk, pochylony nad starymi tablicami immatrykulacyjnymi.
← wszystkie odcinki cyklu „Reformacja w Gdańsku"