Bywają słowa, które padają jak zamknięcie pewnego rozdziału w dziejach Kościoła. Takim słowem było zdanie, które obiegło ewangelickie domy po 18 września 2019 roku: zmarła ostatnia diakonisa z Miechowic. Miała dziewięćdziesiąt lat. Nazywała się siostra Marta Grudke — i wraz z nią dobiegła kresu pewna epoka cichej, codziennej, niewidocznej dla świata służby.1
Urodziła się w 1929 roku w Przanowicach pod Łodzią — z dala od Śląska, z którym miała związać resztę życia. Na Śląsk sprowadziła ją prośba człowieka, którego nazwisko niemało znaczy w dziejach polskiego luteranizmu: biskupa Karola Kotuli. To na jego namowę przyjechała w te strony, a jesienią 1952 roku przyjęła wyświęcenie na diakonisę.1 Miała wtedy dwadzieścia kilka lat i całe dorosłe życie przed sobą — życie, które postanowiła oddać służbie miłosierdzia.
✦ ✦ ✦Aby zrozumieć, w co wstąpiła, trzeba powiedzieć słowo o diakonacie i o Miechowicach. Diakonisa w tradycji ewangelickiej to siostra należąca do wspólnoty diakonijnej, która śluby i strój wiąże ze służbą chorym, ubogim i opuszczonym. Miechowice (dziś w granicach Bytomia) to miejsce dzieła „Ostoja Pokoju” (niem. Friedenshort), które na przełomie XIX i XX wieku stworzyła ewangelicka diakonisa Ewa von Tiele-Winckler, zwana Matką Ewą — to wiedza ogólnohistoryczna, podana dla tła. Siostra Marta weszła więc w żywą tradycję: tam, gdzie wiara nie zatrzymywała się na słowach, lecz schodziła do najprostszych posług przy ludzkim cierpieniu.
Przez dziesięciolecia prowadziła miechowicki Dom Opieki „Ostoja Pokoju”. Była — jak o niej napisano — strażniczką dziedzictwa Matki Ewy: tą, która pamiętała, jak to dzieło powstawało i czemu miało służyć, i która tę pamięć przekazywała dalej. Ale jej służba nie zamykała się w murach domu opieki. Prowadziła szkółkę niedzielną — uczyła więc dzieci pierwszych słów o Bogu. Grała na organach — była zatem i tą, która dźwigała wspólnotę w śpiewie.1 W jednej osobie: pielęgniarka dusz i ciał, katechetka i organistka. Zwyczajna codzienność diakonisy, w której nie ma nic spektakularnego, a wszystko jest istotne.
✦ ✦ ✦Kościół umie czasem dostrzec takich ludzi, choć rzadko stoją na świeczniku. Siostra Marta Grudke została w 2003 roku odznaczona Różą Lutra — jednym z najwyższych wyróżnień Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. W 2012 roku jako pierwsza otrzymała Nagrodę Ostoi Pokoju imienia Matki Ewy.1 To drugie wyróżnienie ma w sobie szczególną wymowę: oto siostra, która całe życie strzegła dziedzictwa założycielki, zostaje pierwszą uhonorowaną nagrodą jej imienia. Jakby dzieło Matki Ewy podziękowało tej, która je przez dziesięciolecia niosła.
Gdy odchodziła, słowo „ostatnia” nie było figurą retoryczną. Była rzeczywiście ostatnią siostrą z Miechowic — domykała ciąg pokoleń diakonis, które przez ponad stulecie nadawały temu miejscu jego charakter. W ewangelickiej tradycji odejście takiego człowieka nie jest klęską, lecz spełnieniem: służba dobiegła końca, a to, czemu służyła, trwa dalej w innych rękach. A jednak pozostaje rzewność — bo wraz z ostatnią diakonisą gaśnie pewien sposób bycia w Kościele: w czepku, przy łóżku chorego, przy organach, w cieniu, bez rozgłosu.
✦ ✦ ✦W cyklu o twarzach pomorskiego protestantyzmu siostra Marta Grudke jest twarzą inną niż większość — nie proboszczem, nie biskupem, nie budowniczym kościoła. Jest twarzą diakonatu: tej części Kościoła, która nie naucza z ambony, lecz usługuje przy stole, przy łóżku, przy klawiaturze organów. Historia ewangelicyzmu nie składa się tylko z kazań i synodów. Składa się także z dziewięćdziesięciu lat życia dziewczyny z Przanowic, która przyjechała, bo poprosił ją biskup — i już została.