Były w dziewiętnastowiecznych Niemczech parafie, które potrafiły kosztować duchownego całej kariery — nie dlatego, że głosił herezję, lecz dlatego, że trzymał się wyznania zbyt wiernie. Taką cenę zapłacił Georg Friedrich Haag, człowiek, od którego zaczyna się dzieje słupskiej parafii staroluterańskiej. Urodził się 15 stycznia 1806 roku w Karlsruhe, stolicy Wielkiego Księstwa Badenii, studiował teologię w pobliskim Heidelbergu i w roku 1827 przyjął ordynację.1 Wszedł do służby w krajowym Kościele Badenii — Kościele unijnym, w którym, jak w wielu państwach niemieckich tamtego stulecia, luteran i ewangelików reformowanych połączono pod jednym dachem.
Aby zrozumieć, co go potem spotkało, trzeba przypomnieć ranę, która przez cały wiek XIX dzieliła niemiecki protestantyzm. W 1817 roku, w trzechsetlecie Reformacji, król pruski Fryderyk Wilhelm III połączył oba wyznania ewangelickie w jeden Kościół unijny; podobne unie wprowadzono także w innych krajach Rzeszy, w tym w Badenii. Dla wielu luteranów był to akt sumienia nie do przyjęcia — bo zacierał to, co dla nich rozstrzygające: wyznanie augsburskie i naukę o rzeczywistej obecności ciała i krwi Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej. Ci, którzy odmówili wejścia do unii, zostali w Prusach nazwani staroluteranami. W latach trzydziestych płacili za to wysoko: zamykano im kościoły, więziono pastorów, całe gromady emigrowały do Australii i Ameryki. Dopiero w 1845 roku, już za Fryderyka Wilhelma IV, uzyskali państwową tolerancję i prawo do własnego Kościoła ewangelicko-luterańskiego.2
✦ ✦ ✦Haag należał do tych, którzy unii nie umieli przełknąć. W parafii Ispringen nadał posłudze — jak zanotowano — „wyraźnie luterański charakter”, i właśnie za to w 1855 roku zdjęto go ze stanowiska.1 Musiał opuścić Badenię. Dla duchownego w sile wieku, z rodziną, było to wygnanie z ojczyzny w imię własnego sumienia wyznaniowego. Tym, co go przygarnęło, okazała się Misja Berlińska, a przez nią — Prusy, gdzie staroluteranie mieli już swój uznany Kościół i pilnie potrzebowali pasterzy.
Tak Haag trafił na drugi kraniec niemieckiego świata, na Pomorze Środkowe, do Słupska. Tutejsza wspólnota staroluterańska była młodziutka: jej początek datuje się na 11 listopada 1857 roku.4 Spotkali się więc — wygnaniec z południa i garstka ludzi z północy, których łączyło jedno: przekonanie, że luterańskiego wyznania nie wolno rozpuścić w żadnej unii. Z tego spotkania narodziła się parafia i jej świątynia.
✦ ✦ ✦Za posługi księdza Haaga stanął w Słupsku neogotycki kościół Świętego Krzyża, wznoszony w latach 1857–1859, a w pobliskiej Gałązni Małej — kaplica z 1857 roku.1 To był wielki wysiłek maleńkiej wspólnoty i zarazem jej brzemię: budowa pogrążyła parafię w ogromnych długach, które miały ciążyć jego następcom przez całe pokolenie. Kościół Świętego Krzyża okaże się jednak budowlą wyjątkowej trwałości — to on, jako jedyny ewangelicki kościół Słupska, przetrwa wojnę, wymianę ludności i dziesięciolecia powojenne, i w nim do dziś modli się słupski zbór.
Sam fundator nie zaznał jednak spokoju. Pod koniec jego posługi przez staroluterańskie wspólnoty Prus przeszedł wewnętrzny rozłam, związany z wystąpieniami księdza Juliusa Diedricha i powstaniem tak zwanego Synodu Immanuelitów. Napięcia te nie ominęły Słupska i w maju 1862 roku skłoniły Haaga do odejścia.1 Jest w tym gorzka symetria: człowiek, którego z Badenii wypędził spór o jedność wyznania, ze Słupska odszedł pośród sporu, który tę samą luterańską wspólnotę dzielił od wewnątrz. Wrócił do rodzinnej Badenii i tam dożył swoich dni — zmarł 19 marca 1875 roku w miejscowości Sperlingshof.
✦ ✦ ✦Po Georgu Friedrichu Haagu została przede wszystkim świątynia — i pewna prawda o tamtych ludziach. Ich upór bywa dziś trudny do zrozumienia: o cóż właściwie szło, że warto było dla tego tracić posadę, ojczyznę, spokój? Szło o to, w co się wierzy, gdy klęka się do Stołu Pańskiego — i o przekonanie, że tego nie wolno oddać dla wygody administracyjnego pokoju. Można się z tą surowością nie zgadzać; trudno odmówić jej powagi. Haag przyszedł do Słupska jako wygnaniec, zostawił po sobie kościół z kamienia i kościół z ludzi, a sam wrócił tam, skąd kiedyś musiał uciekać. Z jego biografii — i z biografii kolejnych proboszczów, których pamięć przechowały zabytkowe „okna pamięci” kościoła Świętego Krzyża — daje się odczytać całą małą, uparcie wierną historię staroluterańskiego Słupska.