Każda wspólnota ma swojego pierwszego i swojego ostatniego pasterza. Słupską parafię staroluterańską otworzył w 1857 roku wygnaniec z Badenii, ksiądz Georg Friedrich Haag; zamknął ją — choć nie z własnej woli — ksiądz Albrecht Stolle, człowiek, którego losy splotły się z najczarniejszą cezurą w dziejach niemieckiego Pomorza. Urodził się w 1909 roku w Mülhausen w Alzacji, na pograniczu francusko-niemieckim, które samo w sobie było ziemią pękniętą między dwoma narodami.1 Teologię studiował we Wrocławiu i w Getyndze, a ordynację przyjął w 1936 roku w Saarbrücken.
Do Słupska przybył w roku 1938, a od 1939 — od roku, w którym wybuchła wojna — był proboszczem tutejszej parafii ewangelicko-luterańskiej. Pod jego opieką pozostawały nie tylko miasto, lecz i rozsiane wokół zbory filialne: w Wieszynie, w Gałąźni Małej i w Lęborku.1 Była to już parafia w cieniu — wojna pochłaniała mężczyzn, codzienność stawała się coraz trudniejsza, a nad całym niemieckim Wschodem wisiała groza zbliżającego się końca, którego jednak mało kto chciał nazwać po imieniu.
✦ ✦ ✦Z lat posługi księdza Stolle zachowały się dwa rysy, które warto przytoczyć, bo każdy z nich jest pożegnaniem. Pierwszy to obchody stulecia zboru w Wieszynie — uroczystość, która przypominała, jak głęboko zapuściła korzenie ta wspólnota, świętująca okrągły jubileusz wtedy właśnie, gdy świat wokół niej już się walił. Drugi to gest pamięci: złożenie wieńca na grobie Emilii von Puttkamer, współtwórczyni parafii.1 Emilia von Puttkamer należała do tych pomorskich postaci, dzięki którym w XIX wieku w ogóle mogła powstać tutejsza luterańska wspólnota wierna wyznaniu; składając wieniec na jej grobie, ostatni proboszcz oddawał hołd początkom — w przededniu końca.
A potem nadeszło Boże Narodzenie 1944 roku. W kościele Świętego Krzyża — tym samym, który niespełna dziewięćdziesiąt lat wcześniej wznieśli zadłużeni po uszy staroluteranie ks. Haaga — odprawił ksiądz Stolle nabożeństwo, które okazało się ostatnim niemieckim nabożeństwem w tych murach.1 Nie wiemy, jakie wybrał wówczas słowa. Wiemy, że było to Boże Narodzenie — święto narodzin Tego, który przyszedł na świat w ubóstwie i bezdomności, pod władzą obcego cesarza. Trudno o bardziej przejmujące tło dla pożegnania wspólnoty, która za kilka tygodni miała utracić wszystko.
✦ ✦ ✦Wiosna 1945 roku zmiotła niemieckie Pomorze. Dla księdza Albrechta Stolle oznaczała ona koniec nie tylko parafii, ale i życia: zmarł w tym samym roku 1945, w obozie jenieckim w Puławach.1 Miał wówczas zaledwie trzydzieści sześć lat. Jego śmierć — pasterza, który podzielił los swoich wiernych i swojego narodu w godzinie klęski — domyka dzieje staroluterańskiego, niemieckiego Słupska. To, co przyszło potem, było już inną historią: do opuszczonego kościoła Świętego Krzyża wszedł z czasem nowy, polski gospodarz, i pod tym samym dachem zaczęła się modlić inna wspólnota. Ale to opowieść na osobny odcinek.
Tu zatrzymujemy się przy końcu. Ksiądz Stolle nie zostawił po sobie wielkich dzieł ani głośnych słów; źródło przechowało zaledwie kilka dat i kilka gestów. A jednak ten ślad wystarcza, by zobaczyć człowieka: młodego duchownego z pogranicza dwóch narodów, który w czasie wojny pasł niewielki, gasnący zbór, świętował z nim stuletni jubileusz, kłonił głowę nad grobami założycieli i — w noc Bożego Narodzenia, nie wiedząc jeszcze, że to ostatni raz — głosił narodziny Zbawiciela. Pamięć o nim utrwaliło siódme z „okien pamięci” kościoła Świętego Krzyża.
✦ ✦ ✦Jest coś głęboko ludzkiego i coś głęboko chrześcijańskiego w tym, że wspólnota, która przeszła przez wymianę ludności, przez wszystkie urazy i krzywdy tamtego czasu, zechciała zachować twarz swojego niemieckiego, ostatniego pasterza — i upamiętnić go obok jego polskich następców. Bo śmierć w obozie jenieckim nie jest tematem łatwym, a pamięć o przegranych zawsze bywa kłopotliwa. A jednak słupski kościół zachował to imię. W cyklu „Twarze pomorskiego protestantyzmu” opowiadamy o ludziach po obu stronach granicy, która przecięła te ziemie — bo wiara, którą wyznawali, była jedna, i jeden był Pan, którego narodziny ksiądz Stolle głosił po raz ostatni w grudniu 1944 roku.