O śmierci języka mówi się zwykle słowami zbyt ogólnymi, żeby cokolwiek znaczyły. Że język zginął. Że winna jest germanizacja. Że pruska szkoła i pruski Kościół systematycznie niszczyły języki mniejszości. Wszystkie te zdania są prawdziwe, ale żadne nie pokazuje, jak ten proces wyglądał z bliska.
Jest jeszcze inny sposób, by powiedzieć to samo — przez liczby.
Franz Tetzner — etnograf i językoznawca, który na przełomie XIX i XX wieku pojechał w kaszubskie i słowińskie wioski, żeby zapisać to, co znikało — przytoczył w swojej książce dane o nabożeństwach i liczbie kaszubskich komunikantów w poszczególnych parafiach.1 Zestawione w czasie, liczby te pokazują przebieg zaniku dokładniej niż jakikolwiek opis.
✦ ✦ ✦Zezenowo — dziś Cecenowo, wieś w powiecie słupskim. W roku 1842 parafia tutejsza odprawiała nabożeństwo kaszubskie co dwa tygodnie.2 To zapis bezpośredni, wprost z tekstu Tetznera — regularne nabożeństwo dla parafian, którzy tego języka potrzebowali i rozumieli.
W tym samym roku — 1842 — do komunii przystąpiło w Zezenowie stu pięćdziesięciu jeden Kaszubów.3
W 1877 roku — 0.
W roku 1877 — ani jeden.
Nie wyemigrowali. Nie wymarli w ciągu trzydziestu pięciu lat. Żyli. Ale Kościół ewangelicki i pruska szkoła zrobiły przez dwa pokolenia to, co miały zrobić: ci ludzie przestali rozumieć siebie jako Kaszubów wyznania ewangelickiego, a stali się ewangelikami wyznania niemieckiego. Rok 1877 przypada zaraz po ostatnim kaszubskim nabożeństwie w Cecenowie, które odbyło się w roku 1876.
✦ ✦ ✦Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Głowczycach — niem. Glowitz, dziś gmina Główczyce w powiecie słupskim — sprawa trwała nieco dłużej. Główczyce były ostatnią parafią na tym terenie, gdzie kazanie po kaszubsku było oficjalnym nabożeństwem. Utrzymały się o dekadę dłużej niż Cecenowo.
Ale liczby mówiły to samo.
W roku 1881 — sto pięć osób przychodziło na nabożeństwo kaszubskie w Główczycach.4 Jeszcze żywa wspólnota. Jeszcze ponad setka ludzi, dla których kazanie po polsku czy kaszubsku było nabożeństwem, a po niemiecku — czymś obcym, choć oficjalnym i koniecznym.
W roku 1886 — osiemnaście.
Osiemnaście osób przyszło na ostatnie kaszubskie nabożeństwo w Główczycach. Na tym kaszubskie kazania w tej parafii się skończyły.
✦ ✦ ✦Mechanizm, który wyprodukował te liczby, nie był ani szybki, ani spektakularny. Nie było jednego zarządzenia, jednej daty, jednej chwili. Był stopniowy ucisk na trzy generacje: dzieci szły do pruskiej szkoły i wracały do domu, wiedząc, że kaszubski jest językiem babci, a nie językiem świata; młodzi mężczyźni odbywali pruską służbę wojskową i wracali niemieccy; Kościół redukował nabożeństwa w „polskich” językach, bo biskup wymagał jednolitości, bo duchowni przyjeżdżali z zewnątrz i nie znali kaszubskiego, bo na nowych nauczycieli nie czekano, gdy starzy umierali.
Nie potrzeba było do tego nienawiści — wystarczył konsekwentnie działający system i czas, którego mu nie brakowało.
Tetzner — który pisał z etnograficznej, nie politycznej perspektywy — zebrał te liczby razem z relacjami żywych ludzi: ze starym Kaszubą z Bytowa, który mówił «to je zły»; z kobietą z Gardny, która mówiła «zatopili»; z pastorem Müllerem, który przyznał, że jego losem było «tłumić» polskie. Liczby i ludzkie głosy zapisał w tej samej książce, bo jedne bez drugich niewiele by mówiły.
✦ ✦ ✦Co oznacza ta para liczb — 151 i 0, 105 i 18 — w skali historii Kościoła ewangelickiego na Pomorzu?
Oznacza, że ewangelicyzm nie jest i nie był tożsamy z językiem niemieckim. Że przez całe stulecia ten Kościół był dla Kaszubów ich własny — po ich własnym języku, z ich pastorami, z ich kancjonałem Krofeja z 1586 roku. I że ten związek nie rozpuścił się nagle, sam z siebie, bo Kaszubom przestało zależeć — ale że był systematycznie niszczony, liczba po liczbie, pokolenie po pokoleniu, nabożeństwo po nabożeństwie, aż do zera.
W roku 1877 w Cecenowie było zero kaszubskich komunikantów. W roku 1959 ostatni człowiek, który mówił dialektem słowińskim, umarł w Klukach. Te dwie daty tworzą ramę tej samej historii.
← wszystkie odcinki cyklu