Stań kiedyś na placu Konstytucji 3 Maja w Sopocie i spójrz w górę. Zobaczysz strzelistą, ceglaną wieżę kościoła świętego Jerzego — neogotycką, surową, najwyraźniej odwiecznie katolicką. A jednak przez pierwsze pół wieku swojego istnienia była to najważniejsza świątynia ewangelicka w mieście. I co więcej: nosiła imię, które dziś należy do zupełnie innego budynku, oddalonego o niespełna kilometr.
To jedna z tych historii, w których wystarczy jedno przesunięcie — jeden zakręt dziejów — by pomieszać wszystkim szyki. Bo w Sopocie stały kiedyś dwa wielkie kościoły ewangelickie. Dziś czynny jest tylko jeden. I właśnie ten czynny nosi imię tego, który parafia utraciła. Żeby zrozumieć, jak do tego doszło, trzeba cofnąć się do czasów, gdy Sopot dopiero stawał się modnym kurortem.
✦ ✦ ✦Najpierw była kaplica. Skromna, niepozorna. W 1862 roku w sezonowym uzdrowisku mieszkało zaledwie czterystu pięćdziesięciu sześciu ewangelików — latem, wraz z kuracjuszami, liczba ta rosła do tysiąca.1 Modlili się pod gołym niebem w nadmorskim parku albo jeździli kilka kilometrów do najbliższego kościoła w Małym Kacku. Aż wreszcie, 18 sierpnia 1871 roku, postawili w Parku Południowym własną, niewielką świątynię i nazwali ją Kaplicą Pokoju — Friedenskapelle. Nazwa nie była przypadkowa: ledwie kilka miesięcy wcześniej, 10 maja, podpisano pokój frankfurcki kończący wojnę francusko-pruską.1 To w tej skromnej kaplicy tkwi ziarno, z którego wyrośnie dzisiejszy Kościół Zbawiciela. Ale do tego imienia droga jeszcze daleka.
Bo Sopot rósł szybko, a wraz z nim rosły ambicje jego ewangelickiej wspólnoty. Pod koniec stulecia kaplica już nie wystarczała — potrzebny był kościół z prawdziwego zdarzenia. I tu historia robi rzecz nieoczekiwaną: do nadmorskiego kurortu wkracza sama cesarzowa Niemiec. Augusta Wiktoria, pobożna luteranka i znana w całym cesarstwie fundatorka świątyń, obejmuje budowę osobistym patronatem. Wykłada trzy tysiące marek, przekazuje na licytację dzieła sztuki ze swoich zbiorów,2 a nowemu kościołowi — własną decyzją — nadaje wezwanie Zbawiciela, po niemiecku Erlöserkirche.3
Projekt, w modnym neogotyku, wykonuje społecznie radca budowlany z Poczdamu, Ludwig von Tiedemann. Do dzieła włącza się nawet sam cesarz Wilhelm II — znany z zamiłowania do architektury każe podwyższyć wieżę o jakieś siedem i pół metra, „aby była widoczna z pokładów statków”.4 I rzeczywiście, gdy 22 października 1899 roku cesarzowa kładzie kamień węgielny, a dwa lata później, 17 września 1901, wraca na konsekrację gotowej budowli,4 nad centrum Sopotu góruje już strzelista wieża — dziś wysoka na około trzydzieści siedem metrów, choć popularne przewodniki uparcie powtarzają zawyżone czterdzieści siedem.5 (Co do daty i patronatu źródła są zgodne; jedynie sama wysokość wieży bywa różnie podawana.) To jest sopocki Kościół Zbawiciela — wielki, cesarski, w samym sercu miasta.
✦ ✦ ✦A tymczasem — i tu zaczyna się właściwa zagadka — w parku, w miejscu starej Kaplicy Pokoju, rośnie druga świątynia. W latach 1913–1919 wznosi ją architekt Adolf Bielefeldt: urodzony w westfalskim Herne, wykształcony w Karlsruhe, syn właściciela sopockiego Park Hotelu.6 Tworzy dzieło niezwykłe — na planie greckiego krzyża, w neobaroku muśniętym secesją, o jasnej, otynkowanej elewacji, zwieńczone cebulastym hełmem. W środku, na emporach, pojawiają się malowane popiersia Mojżesza i apostołów, a nad ołtarzem — organy ufundowane przez łódzkiego potentata Edwarda Herbsta, który miał w Sopocie własną willę.7
I tu uwaga, bo to klucz do całej historii: przez cały okres międzywojenny i przez wojnę ta świątynia w parku nie nazywa się Zbawiciela. Nosi imię Kościoła Pokoju — Friedenskirche — w hołdzie dla kaplicy, którą zastąpiła.8 A zatem do roku 1945 sprawa jest prosta i jednoznaczna: w Sopocie „Zbawiciela” to kościół w centrum, a „Pokoju” — ten w parku. Dwa budynki, dwa imiona, żadnych wątpliwości. Wszystko to zmieni się w ciągu jednego roku.
✦ ✦ ✦Rok 1945 przychodzi jak ostrze. Wojna się kończy, niemieccy mieszkańcy Sopotu odchodzą — uciekają lub zostają wysiedleni — a na ich miejsce napływa ludność polska, w przeważającej części katolicka. Wielki Kościół Zbawiciela w centrum stoi nagle pusty, a katolicy potrzebują miejsc kultu. 8 maja, w dniu kapitulacji Niemiec, świątynia trafia do wojskowego duszpasterstwa katolickiego; dwa lata później, w 1947, staje się formalnie katolicką parafią pod wezwaniem świętego Jerzego.9
Parafia ewangelicka traci swój główny kościół — ten cesarski, ten z wieżą widoczną z morza. Zostaje jej tylko świątynia w parku, dawny Kościół Pokoju, na krótko również zajęty przez katolików, lecz odzyskany jeszcze we wrześniu tego samego roku.8 I wówczas dokonuje się rzecz, od której wszystko się zaczęło: osierocone imię „Zbawiciela” przenosi się na ocalały budynek.8 Od tej chwili Kościół Zbawiciela to już nie ten w centrum, lecz neobarokowy w parku. Imię przeżyło budynek, do którego pierwotnie należało.
✦ ✦ ✦Dlatego dziś, gdy staniesz pod neogotycką wieżą przy placu 3 Maja, masz przed sobą kościół, który ewangelicy nazywali swoim Zbawicielem przez prawie pół wieku — a który nazywa się teraz świętego Jerzego. A jeśli przejdziesz do Parku Południowego i wejdziesz pod jasną, cebulastą wieżę Bielefeldta, znajdziesz się w świątyni, która do 1945 roku była Kościołem Pokoju — i która dopiero po wojnie odziedziczyła imię swojej utraconej siostry. Jedno przesunięcie historii, jedna wymiana ludności, jeden przeniesiony tytuł. Tyle wystarczyło, by pomieszać dwa kościoły na całe pokolenia.
To właśnie z takich drobnych zamian — z imion, które wędrują między murami — utkana jest cała pamięć tego miasta. Wystarczy wiedzieć, gdzie patrzeć.