W 1835 roku rybacka osada przy ujściu Wisły, gdański Nowy Port, dostała wreszcie zgodę na własny kościół. Tutejsi ewangelicy modlili się dotąd w starym magazynie do beczkowania soli przy ulicy Oliwskiej albo tłoczyli się w kaplicy w Wisłoujściu. Projekt skromnej, drewnianej świątyni na planie prostokąta wykreślił urzędnik o nazwisku von Busse, a budowę nadzorował człowiek, którego nazwisko zna dziś każdy podręcznik historii sztuki: Karl Friedrich Schinkel.1 Tak właśnie wyglądała codzienność budownictwa kościelnego w pruskich prowincjach — najwybitniejszy architekt epoki pochylał się nad planami niewielkiej gminy na krańcu państwa.
Żeby zrozumieć, dlaczego berliński mistrz zajmował się dachem nad portowymi rybakami, trzeba cofnąć się o pokolenie i poznać instytucję, która rządziła pruskim budownictwem twardą ręką — Wyższą Deputację Budowlaną.
✦ ✦ ✦Po klęsce w wojnach napoleońskich Prusy były państwem zrujnowanym, lecz uporządkowanym jak nigdy. Od 1810 roku nad każdą poważniejszą inwestycją czuwała w Berlinie Technische Oberbaudeputation — Wyższa Deputacja Budowlana, ósmy departament Generalnego Dyrektoriatu, wyrosły z dawnego urzędu budowlanego z czasów Fryderyka Wilhelma II.2 Z początku miała charakter doradczy. Z czasem stała się narzędziem pełnej kontroli państwa nad tym, co i jak się buduje.
Zasada była prosta i nieubłagana: jeśli gmina chciała pieniędzy z kasy państwa, musiała poddać swój projekt rewizji w Berlinie. Deputacja sprawdzała kosztorys — i niemal zawsze go obniżała — oceniała estetykę, a gdy plan budził wątpliwości, przygotowywała po prostu własny.3 Gmina, która chciała budować po swojemu i w wybranym przez siebie stylu, mogła to robić — ale wtedy nie miała co liczyć na grosz wsparcia.
„Doradczy początkowo charakter berlińskiej Oberbaudeputation z czasem zmienił się w rzeczywiste narzędzie pełnej kontroli państwa nad budownictwem ewangelickim."
Nad tą machiną nadzoru — inspektorów powiatowych, mistrzów budowlanych i tak zwanych konduktorów prowadzących roboty na miejscu — stał od 1815 roku Schinkel, mianowany tajnym radcą budowlanym.4 Do Deputacji trafił wcześniej, 15 maja, dzięki staraniom Wilhelma von Humboldta, z zadaniem oceny estetycznej napływających projektów.5 Od tej chwili przez jego ręce — albo przez ręce jego najbliższych współpracowników, których kontrolował: Cocchiusa, Severina, a później Stülera — przechodziły plany kościołów z całych wschodnich prowincji, w tym z Prus Zachodnich.6
✦ ✦ ✦Karl Friedrich Schinkel urodził się 13 marca 1781 roku w Neuruppinie, a zmarł 9 października 1841 roku w Berlinie.7 Ukształtowała go szkoła Friedricha Gilly oraz podróż studyjna do Włoch w latach 1803–1805, podczas której zetknął się z antykiem, średniowieczem i renesansem. Z tych wrażeń wyrósł jego rozpoznawalny Rundbogenstil — styl arkadkowy, oparty na łuku półkolistym, oszczędny i dostojny zarazem.8 To właśnie ten język form zobaczymy w ceglanych kościołach Pomorza.
Wojny napoleońskie zostawiły jednak po sobie nie tylko pustą kasę, ale i pilną potrzebę: trzeba było taniego, prostego kościoła, którego budowy podjąłby się każdy, nawet średnio wykształcony architekt. Tak narodziła się idea Normalkirche — kościoła wzorcowego.9 Jeden projekt, gotowy do powielenia, znany z góry co do kształtu i co do kosztorysu, z możliwością powiększenia w zależności od liczby wiernych. Wzór taki ujednolicał architekturę ewangelicką i — co w ówczesnej Europie miało wymowę — wyraźnie odróżniał ją od kościołów katolickich.
Schinkel dorzucił do tej dyskusji własny kamień węgielny. Wykreślił projekt kościoła dla Nakła nad Notecią, opublikowany w 1818 roku, a 11 lipca 1827 roku Fryderyk Wilhelm III uczynił z niego oficjalny wzorzec.10 Rozwiązanie było proste: salowe wnętrze na rzucie prostokąta, sklepienie kolebkowe, wieniec empor i tak zwany ołtarz ambonowy — ołtarz połączony z kazalnicą, by w jednym miejscu skupić to, co w nabożeństwie ewangelickim najważniejsze: Słowo i sakrament. Ten schemat odnajdziemy potem w dziesiątkach świątyń pierwszej połowy XIX wieku — choćby w Dzierzgoniu czy w osobiście wykreślonym przez Schinkla kościele w Złotowie.11
Z czasem do wzorca dorzucono wieżę. Bezwieżowy kościół notecki ją zyskał, bo wieża okazała się niezbędna do symbolicznej manifestacji ewangelicyzmu w panoramie miasteczka — choć tu król już nie sięgnął do kiesy, przerzucając jej koszt na gminę.12
✦ ✦ ✦Wróćmy nad Wisłę, bo to tu teoria stykała się z błotem i wodą. Najlepiej pokazuje to kościół w Wisłoujściu, wzniesiony pod nadzorem Schinkla po 1829 roku na fundamentach starszej świątyni, której wieża od 1721 roku służyła jako latarnia morska.13 Stara budowla ucierpiała w działaniach wojennych lat 1807 i 1813. Schinkel wykorzystał jej fundamenty pod nową, bezwieżową bryłę na rzucie prostokąta, zdobioną klasycystycznym gzymsem. Na życzenie Ministerstwa Wojny budynek wzmocniono i podwyższono — z myślą o ewentualnym wojskowym wykorzystaniu w razie oblężenia twierdzy.
I tu historia robi się ludzka. Na świeżych murach pojawiły się rysy — znak złego posadowienia w grząskim gruncie. Prace naprawcze, w tym wzmocnienie fundamentów, nadzorowali radcy budowlani Cochius i Severin, ale — jak zapisano w aktach — „pod pełną kontrolą Schinkla".14 Ratunek się udał, budynek przetrwał, a w 1891 roku dostawiono mu barokową wieżę z dwukondygnacyjną latarnią. Wielki architekt z Berlina pilnował, by mały kościół przy ujściu Wisły nie osunął się w muł.
Podobnie było w sąsiednim Nowym Porcie. Drewniany, szkieletowy kościół Wniebowstąpienia Chrystusa wznoszono w latach 1835–1841. Kamień węgielny położono 3 sierpnia 1839 roku, w dzień urodzin króla, a świątynię konsekrowano dwa lata później, w święto Wniebowstąpienia.15 Powstał skromny, jednonawowy budynek z sygnaturką i ośmiobocznym hełmem, z emporami ozdobionymi barwnymi malowidłami i dwudziestojednogłosowymi organami na chórze. Wnętrze ledwie wydzielało prezbiterium, do którego przylegały zakrystia i pokój spowiedzi — wszystko zgodne z duchem oszczędnego wzorca.
✦ ✦ ✦Schinkel nie zostawał sam ze stosem rysunków napływających z całych Prus. W 1828 roku poprosił o pomocnika do rosnącej góry obowiązków — i tak na scenę wszedł człowiek, który miał stać się jego najważniejszym uczniem na tych ziemiach: Friedrich August Stüler.16
Stüler urodził się 28 stycznia 1800 roku w Mühlhausen w Turyngii, a zmarł 18 marca 1865 roku w Berlinie.17 W 1831 roku został inspektorem budowlanym, rok później radcą i kierownikiem komisji odpowiedzialnej za berliński zamek, a w 1842 roku z rąk Fryderyka Wilhelma IV otrzymał tytuł architekta królewskiego. Współzakładał berlińskie stowarzyszenie architektów; jego ręka znaczyła berlińską katedrę, kościół św. Bartłomieja, odbudowę zamku Hohenzollernów i prace konserwatorskie w katedrze w Kwidzynie.18 Jak na mistrza, mocno przeżył spotkanie z wczesnochrześcijańską architekturą Italii — i ten ślad widać w jego kościołach.
Nowy król lubił podpowiadać architektom. Fryderyk Wilhelm IV, oczarowany podczas pobytu w Rzymie wczesnymi bazylikami, po których oprowadzał go teolog Christian Carl Josias von Bunsen, kierował uwagę projektantów ku najlepszym formom budownictwa historycznego, ku monumentalnej konstrukcji i „troskliwemu traktowaniu detalu z należytą oszczędnością".19 To z jego inicjatywy w 1852 roku trzej uczniowie Schinkla — Stüler, August Soller i Carl Ferdinand Busse — wydali zbiór Entwürfe zu Kirchen, Pfarr- und Schulhäusern z dwudziestoma czterema wzorcowymi projektami świątyń ewangelickich: od halowych i bazylikowych po założenia centralne, z cegły, kamienia polnego i popularnej w Prusach konstrukcji szkieletowej.20 Berlin nie tylko nadzorował — Berlin dostarczał gotowych wzorów.
✦ ✦ ✦Jako następca Schinkla Stüler działał na Pomorzu Nadwiślańskim z rozmachem. Projektował i nadzorował kościoły w Więcborku (1855–1860), Kowalewie Pomorskim (1856), Sępólnie Krajeńskim (1857–1858), Dolnej Grupie (1859–1865), Książkach i Łasinie.21 Jego neogotyk, na który padł cień katedry w Kolonii, rozpoznać można w głębokich wnękach trzech portali i w smukłej wieży nad głównym wejściem.
Stüler rzadko jednak przyjeżdżał na miejsce. Częściej pracował przez pośredników — jak toruński architekt Martini, który pod wpływem berlińskiego mistrza kreślił i stawiał wczesne neogotyckie kościoły dla niewielkich parafii na południu Prus Zachodnich. W Kowalewie Martini był po prostu wykonawcą projektu Stülera; w innych miejscach dostawał z Berlina jedynie poprawki naniesione na własne plany.22 Tak rozchodził się berliński wzorzec — coraz dalej od stolicy, coraz bliżej wiejskiej parafii, przefiltrowany przez ręce miejscowych budowniczych.
Wiele z tych świątyń nie dotrwało do naszych czasów. Kościoły ewangelickie w Kowalewie Pomorskim, Więcborku i Łasinie rozebrano po drugiej wojnie światowej.23 Inne — jak ten w Wisłoujściu czy nowomiejski kościół w Toruniu, dziś prawosławna cerkiew św. Mikołaja — zmieniły wyznanie i przetrwały, niosąc w cegle pamięć o czasach, gdy Berlin rysował dach nad pomorską gminą.
✦ ✦ ✦Jest w tej historii pewien paradoks, który warto wziąć ze sobą. Kościoły ewangelickie Prus Zachodnich miały być świadectwem religii — jak ujmowano to wtedy — „Światła i Prawdy": jasne, przejrzyste, dobrze oświetlone, by wierny mógł bez trudu czytać modlitewnik i śpiewnik, bez „magicznego nastroju" półmroku.24 A jednak ich kształt rozstrzygano nie w gminie, lecz w urzędzie; nie wspólnota decydowała o swojej świątyni, ale rewizor kosztorysu w Berlinie.
Dlatego skromny ceglany kościółek na Żuławach czy nad Notecią to nie tylko miejsce modlitwy garstki ludzi. To również odcisk wielkiej polityki, oszczędnego państwa i dwóch nazwisk, które na trwałe weszły do dziejów europejskiej architektury. Gdy stoimy dziś przy takim budynku — często już katolickim, prawosławnym albo opuszczonym — patrzymy na ślad ręki Schinkla i Stülera, prowadzonej przez berliński ołówek aż na sam kraniec Prus.