Historyk sztuki, który przegląda zakurzone akta zachodniopruskich parafii, słyszy w wyobraźni zgiełk budowy: wyładunek cegieł, montaż witraży zamawianych w Berlinie i saksońskiej Apoldzie, próby organowe, a na koniec uroczyste śpiewy w dniu poświęcenia kościoła.1 W jednej z tych relacji — z konsekracji kościoła garnizonowego w Toruniu — wśród śpiewów wkracza do gotowej świątyni sam cesarz.2 Ten obraz jest kluczem do całej epoki: za ewangelickim ołtarzem Prus Zachodnich stał tron.
Aby zrozumieć, skąd wziął się ów boom budowlany, trzeba cofnąć się do roku 1817. To wtedy Fryderyk Wilhelm III rozkazem gabinetowym połączył w państwie pruskim wyznanie luterańskie i reformowane w jeden Ewangelicki Kościół Unijny.3 Od tej chwili kościół ewangelicki w monarchii Hohenzollernów był instytucją ściśle splecioną z państwem — a król, a później cesarz, sprawował nad nim zwierzchnictwo nie tylko duchowe, lecz i administracyjne.
✦ ✦ ✦Pierwsza fala inwestycji przyszła wraz z formowaniem się struktur kościelnych nowej prowincji. Liczba ewangelików rosła — w 1849 roku w obu rejencjach, gdańskiej i kwidzyńskiej, żyło ich blisko 509 700, dziesięć lat później niemal 565 000.4 Wzrost ten nie był przypadkowy. Państwo pruskie celowo wspierało osadnictwo niemieckich kolonistów na południu Prus Zachodnich — w powiatach brodnickim, chełmińskim, grudziądzkim, świeckim i toruńskim — gdzie specjalne komisje osiedleńcze pozyskiwały, parcelowały i sprzedawały majątki włościańskie.5 Każda nowa wspólnota kolonistów potrzebowała własnego domu modlitwy.
Na początku radzono sobie skromnie. Zanim pozyskano teren i środki, ewangelicy zbierali się w dworach, stodołach, ratuszach, zajazdach, a nawet w dawnych zamkach krzyżackich.6 Brakowało świątyń dla parafii organizujących się — jak pisze Piotr Birecki — „w większości od podstaw".6 Trudna sytuacja finansowa państwa po wojnach napoleońskich długo nie pozwalała na więcej.
✦ ✦ ✦Prawdziwy przełom nadszedł po roku 1871. Zwycięska wojna z Francją, zjednoczenie Niemiec i proklamowanie Drugiej Rzeszy zmieniły wszystko — także zadania stawiane budownictwu kościelnemu.7 Gdy na tron wstąpił Wilhelm II, dotychczasowe, skromne świątynie z początku XIX wieku zaczęto burzyć i zastępować okazalszymi.7 W całej prowincji powstało wówczas około trzystu nowych kościołów i kaplic.7
Wiele z nich było przedmiotem osobistego zainteresowania pary cesarskiej. Wilhelm II i jego żona Augusta Wiktoria (Auguste Viktoria) pełnili rolę hojnych mecenasów — fundowali, doglądali projektów, bywali na poświęceniach.8 To nie była prywatna dewocja monarchy. To był program.
„Cesarz, proklamowany »pierwszym ewangelickim cesarzem Rzeszy Niemieckiej«, chciał uczynić z Rzeszy Ewangelicką Ziemię Świętą."
Wilhelm II widział siebie jako nowego Konstantyna Wielkiego — głowę Kościoła i państwa zarazem, fundatora bazylik u zarania „ewangelickiego cesarstwa narodu niemieckiego".9 W Berlinie kazał wznieść ewangelicką katedrę, której wielkość miała konkurować z bazyliką św. Piotra na Watykanie; krytym mostem połączono ją z cesarskim pałacem, by władca mógł swobodnie przechodzić między tronem a ołtarzem.9 Na fasadzie ufundowanego przez siebie kościoła Zbawiciela w Jerozolimie kazał się przedstawić jako średniowieczny krzyżowiec, a na mozaikach — jako Konstantyn.9
✦ ✦ ✦Polityka wyznaniowa cesarza potrzebowała narzędzia. Stało się nim Ewangelickie Stowarzyszenie Budownictwa Kościelnego (Evangelischer Kirchenbauverein) — to jego architekci wznosili największe kościoły w miastach Prus Zachodnich.10 Obok niego, na codziennym, parafialnym poziomie, działała instytucja starsza i o nieco innym rodowodzie: Gustav-Adolf-Verein, czyli Stowarzyszenie imienia Gustawa Adolfa, nazwane na cześć szwedzkiego króla-protektora protestantyzmu z czasów wojny trzydziestoletniej.
To stowarzyszenie, z centralą w Lipsku i siecią oddziałów (Zweigvereine) w niemal każdym większym mieście, było jednym z najważniejszych inwestorów ewangelickiego budownictwa.11 Jego ślad odnajdujemy w dziesiątkach zachodniopruskich parafii. W Rumi wsparło budowę kościoła ukończonego w 1878 roku, a wcześniej, w 1859, podarowało chrzcielnicę i kazalnicę z baldachimem.12 W Kościerzynie oddział powołano staraniem starosty i sekretarza powiatowego, by wesprzeć parafię obejmującą dwadzieścia pięć miejscowości.13 Fundowało dzwony, organy, naczynia liturgiczne, dokładało po kilkaset czy kilkanaście tysięcy marek do kosztorysów, których parafie same nie udźwignęłyby nigdy.11
✦ ✦ ✦Tu dochodzimy do najtrudniejszej warstwy tej historii. Wsparcie państwa i stowarzyszeń nie płynęło wyłącznie z troski o dusze. W aktach jednej z parafii — sprawa odbudowy kaplicy dla 357 ewangelików — urzędnik zapisał wprost, że inwestycja „jest konieczna ze względów narodowych i stanowi istotną zaporę dla polskości".14 Kościół ewangelicki bywał na wschodnich rubieżach Cesarstwa traktowany jako narzędzie germanizacji.
Wyrażał to także sam styl. Sztandarowym językiem architektury Prus Zachodnich stał się „germański" neogotyk epoki wilhelmińskiego historyzmu, czerpiący z miejscowej tradycji budowlanej dawnego państwa krzyżackiego (Ordensland).15 O ile w głębi Niemiec Wilhelm II wolał neoromanizm Hohenstaufów, o tyle w Prusach wybierał gotyk — wskazując na siebie jako politycznego spadkobiercę rodu i kontynuatora Zakonu. W niektórych fundacjach kazał umieszczać dzwony z wizerunkami wielkich mistrzów krzyżackich.15 Kamień i cegła miały mówić: ta ziemia jest niemiecka i ewangelicka.
Birecki nazywa to „polityczną teologią" Wilhelma II — próbą wprzęgnięcia Kościoła w budowę „religii politycznej", spajającej młode cesarstwo i odciągającej robotników wielkich miast od ruchów socjalistycznych.16 Świątynia miała być nie tylko domem Bożym, lecz i znakiem jednego państwa, jednego cesarza, jednej religii.16 (To interpretacja autora monografii — rzetelna i oparta na źródłach, lecz trzeba pamiętać, że dla samych parafian, którzy spłacali zobowiązania budowy i cieszyli się konsekracją, kościół pozostawał przede wszystkim miejscem modlitwy, nie politycznym manifestem.)
✦ ✦ ✦Trzeba to powiedzieć wyważenie. Cesarz Wilhelm II utrzymywał zarazem poprawne stosunki z katolickimi biskupami Prus i wspierał także budownictwo katolickie.17 Mecenat państwowy nad budowlami sakralnymi nie był wynalazkiem epoki wilhelmińskiej — wcześniej setki kościołów i kaplic powstały dzięki dotacjom Fryderyka Wilhelma III, który przekazywał parafiom talary, drewno z lasów państwowych i materiał budowlany.18 A jednak to dopiero za Wilhelma II splot tronu i ołtarza stał się świadomym, dalekosiężnym programem politycznym.
Ironia dziejów dopisała do tej historii gorzki epilog. Uczestnicy uroczystych poświęceń nie wiedzieli, że za kilkadziesiąt lat ich wysiłek inwestycyjny zostanie zmarnowany: wiele kościołów bezpowrotnie zniknie, parafianie zginą, uciekną lub zostaną wypędzeni, a świątynie — niedawna ewangelicka duma — pozostaną puste, zburzone albo przejęte przez inne wyznanie.19 Po dwóch wojnach światowych luteranizm na Pomorzu Nadwiślańskim niemal zniknął.19
Dlatego dziś, gdy stajemy przed czerwonym, neogotyckim kościołem gdzieś pod Wąbrzeźnem czy Kartuzami, warto wiedzieć, że jego cegły niosą podwójną pamięć: wiary zwyczajnych ludzi, którzy zbierali grosze na dzwony, i wielkiej polityki cesarza, który z ich pobożności chciał uczynić zaporę narodową. Jedno nie unieważnia drugiego. Te mury są świadkami obu.