Wśród wszystkich świątyń ewangelickich, jakie powstały na Pomorzu Nadwiślańskim na przełomie XIX i XX wieku, osobną — i osobliwą — grupę tworzyły kościoły garnizonowe. Nie budowała ich parafia ze składek wiernych ani patron z okolicznego dworu. Stawiało je wojsko, a właściwie pruskie państwo, dla żołnierzy stacjonujących w miastach-twierdzach. Cieszyły się przy tym szczególnym zainteresowaniem cesarza Wilhelma II, który widział w nich coś więcej niż miejsce modlitwy.1
Powód był polityczny, nie tylko duszpasterski. Armię postrzegano jako jedno z najważniejszych narzędzi podtrzymywania władzy, a jej ewangelickie oblicze miało być, jak pisano bez ogródek, „środkiem korygującym" zwróconym przeciw „rozkładowym i rozsadzającym tendencjom w narodzie". Utrzymanie religijnego charakteru służby wojskowej stało się wprost jednym z głównych zadań duchownych wojskowych — kapelanów, którzy wraz z generalnymi superintendentami tworzyli osobny pion kościelnej administracji armii.2
„Militarną władzę państwa symbolizowały kościoły garnizonowe Gdańska, Torunia i Grudziądza."
Stylistyka tych budowli — jak niemal całego ówczesnego budownictwa kościelnego w Prusach — opierała się na neogotyku, choć zdarzały się i rozwiązania neoromańskie. Na terenie Prus Zachodnich powstały dwa duże kościoły garnizonowe: w Toruniu i w Grudziądzu, skromniejszy w Gdańsku-Wrzeszczu oraz niewielki kościół dla garnizonu chełmińskiego. Każdy z nich opowiada nieco inną historię tego samego splotu — armii, korony i ołtarza.3
✦ ✦ ✦Toruński kościół garnizonowy poświęcono 21 grudnia 1897 roku w obecności cesarza Wilhelma II. Projekt wyszedł z pracowni nadradcy budowlanego Schönhalsa, pracującego w Ministerstwie Wojny. Nowy gmach stanął na miejscu zniesionej w 1814 roku kaplicy św. Katarzyny, należącej niegdyś do parafii ewangelickiej Nowego Miasta. Już przy fundamentach natrafiono na fragmenty dawnych umocnień i fosy, co zmusiło budowniczych do kosztownego wzmacniania podłoża specjalnymi palami.4
Powstał kościół jednonawowy, zamknięty pięciobocznym prezbiterium, z transeptem oddzielającym je od korpusu, z zakrystią i osobnymi salami do nauki dzieci przygotowujących się do konfirmacji. Monumentalna świątynia obliczona była na tysiąc sześćset miejsc siedzących. Organy dostarczyła firma Sauera z Frankfurtu nad Odrą, witraże ukazywały czterech ewangelistów w medalionach, a środkowe okno ufundowali oficerowie sanitarni garnizonu. Sklepienia pokrył malowidłami profesor Wilhelm Sievers z Hannoveru — Chrystus tronujący na łuku tęczy, obok Mojżesz i święty Jan.5
Charakterystyczny był jeden szczegół. Z inicjatywy urzędników Ministerstwa Wojny świątynię ozdobiono malowanymi herbami zakonu krzyżackiego. To nie przypadek: Wilhelm II, inicjując budowę kościołów ewangelickich, lubił przypominać, że jest nie tylko cesarzem, lecz i królem pruskim, dziedzicem Hohenzollernów — następców wielkich mistrzów krzyżackich. Krzyżacka heraldyka na ścianach świątyni dla niemieckich żołnierzy była więc świadomym językiem władzy.6
Konsekracja była spektaklem. Cesarza wprowadzono do kościoła o godzinie dziewiątej przy chóralnym śpiewie hymnu „Wir treten zum Beten vor Gott, den Gerechten". Mowę poświęcenia wygłosił feldprobst Richter, kazanie — pastor dywizyjny Strauss, liturgię komunijną odprawił oberpfarrer wojskowy Witting. Oprawę muzyczną przygotował kapelmistrz Keller; grali muzycy towarzystwa Mozart-Verein oraz orkiestra 15 regimentu artylerii polowej. O jedenastej, po nabożeństwie, oddano honorową salwę z dwudziestu jeden dział.7
✦ ✦ ✦Drugi z wielkich kościołów garnizonowych — grudziądzki — był dziełem tego samego architekta Schönhalsa, przy współpracy budowniczych Rahmlowa i Borowskiego. Wzniesiono go dla żołnierzy wyznania luterańskiego, którzy dotąd gromadzili się w dawnym kościele fryderycjańskim, a potem w pobenedyktyńskim kościele św. Ducha. Świątynię, mniejszą od toruńskiej mniej więcej o trzecią część, zaplanowano na tysiąc miejsc, a koszt oszacowano na 232 tysiące marek.8
Stanęła na Górze Fortecznej, w sąsiedztwie cytadeli — w Toruniu kościół postawiono podobnie, tuż przy koszarach zwanych Wilhelmstadt. Budowa trwała trzy lata, od lata 1897 roku do roku 1900, kiedy to 18 czerwca świątynię poświęcono w obecności księcia Fryderyka Henryka. Powstała dwunawowa, neogotycka hala z cegły, z transeptem, płytkim wielobocznym prezbiterium i wieżą wbudowaną w fasadę. Sklepienie sieciowe wsparto na dwóch granitowych filarach.9
I tu w dekoracji powtórzył się ten sam motyw, co w Toruniu, wykonany ręką tego samego Wilhelma Sieversa z Hannoveru: w roślinną wić wpleciono herby prowincji pruskiej i herby krzyżackie — komturii malborskiej i grudziądzkiej, w tym komtura grudziądzkiego poległego pod Grunwaldem — obok herbu miasta Grudziądza. Ołtarz i ambonę wzniesiono z piaskowca i dębu, organy dostarczyła elbląska firma Augusta Terletzkiego. Biły dwa brązowe dzwony firmy braci Ulrich.10
✦ ✦ ✦Trzecim, znacznie skromniejszym, był kościół garnizonowy w Gdańsku-Wrzeszczu — świątynia Marcina Lutra, jedyna z tej grupy, która przetrwała do dziś. Jej znaczenie polega na czym innym niż rozmiar. To najlepszy zachowany przykład kościoła zaprojektowanego pod patronatem cesarskim w całości przez jednego twórcę: pochodzący z meklemburskiego Doberanu architekt Gotthilf Ludwig Möckel naszkicował tu wszystko — od bryły po sprzęty wnętrza.11
W 1899 roku Möckel zaprojektował ołtarz z czterema kolumienkami o listkowych kapitelach, medalionami czterech ewangelistów i mensą z żółtego piaskowca; snycerkę wykonał sprowadzony z Doberanu mistrz Kasch, całość kosztowała ponad pięć tysięcy marek. Z piaskowca odkuto kazalnicę z symbolami ewangelistów — orłem, wołem, lwem i człowiekiem. Witraże, fundowane między innymi przez cesarzową Auguste Victorię, przedstawiały Narodziny, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie, a w nawie — uzdrowienie sługi setnika w Kafarnaum, Samarytankę przy studni i Kazanie na Górze. Tu, w odróżnieniu od toruńskich herbów zakonnych, mówi już sam program biblijny: Słowo przed obrazem, zgodnie z ewangelicką tradycją.12
Wyposażenie pokazuje też, jak działał ów cesarski patronat w praktyce. Wykonawcy przyjeżdżali z dala od Prus Zachodnich — z Meklemburgii, z Quedlinburga, z Herrnhutu — a srebrną biblię ołtarzową ufundowała, jak zwykle przy takich budowach, sama cesarzowa.13 (Warto rozróżnić dwie wrzeszczańskie świątynie: kościół garnizonowy Marcina Lutra to nie ten sam obiekt co późniejszy kościół Chrystusa we Wrzeszczu, dzieło Hermanna Phlepsa.)
✦ ✦ ✦Najmniejszy był kościół w Chełmnie, zbudowany w latach 1874–1875 dla ewangelików ze Szkoły Kadetów. Gdy szkołę przeniesiono do Koszalina, świątynia służyła aż do 1921 roku jako kościół garnizonowy dla skoszarowanych tam żołnierzy. Był to prosty, salowy, jednonawowy budynek z wieżą od zachodu, z trójbocznie zamkniętym prezbiterium i emporami — bez monumentalnej oprawy większych sióstr, lecz wpisany w tę samą logikę: tam, gdzie koszary, tam i ewangelicki ołtarz dla żołnierza.14
To, co działo się z tymi kościołami później, jest osobnym rozdziałem pomorskiej pamięci. Po 1920 roku, gdy ziemia ta wróciła do odrodzonej Polski, świątynie garnizonowe straciły swych żołnierzy. Kościół grudziądzki przekazano katolikom i ponownie konsekrowano; jego wnętrze przemalowano motywami kaszubskimi — a dekoracja wywołała spór, gdy w postaci archanioła Michała dopatrzono się podobieństwa do Józefa Piłsudskiego. Podczas okupacji budowlę uszkodzono i rozebrano, po wojnie teren zniwelowano pod domy jednorodzinne. Toruńczyk Jan Domasłowski ujął ten los w gorzkim tytule: „Niemcy wznieśli, Niemcy zburzyli".15
Kościół toruński przetrwał, dziś służy katolikom. Wrzeszczański kościół Marcina Lutra stoi do dziś. Z grudziądzkiego ocalały okruchy rozproszone po świecie — naczynia komunijne z elbląskiego warsztatu, trafiły aż do Bonn-Bad Godesberg, a wśród nich kana z napisem „Eigenthum der Garnisonkirche zu Graudenz 1840". Tak rozsypana po pół Europy resztka srebra mówi dziś więcej niż nieistniejące mury: była tu wspólnota, był ołtarz, byli ludzie, którzy się przy nim modlili.16
Historia kościołów garnizonowych jest niewygodna i piękna zarazem. Powstały ze splotu wiary i polityki, ze szczerej troski o duszę żołnierza i z chłodnej kalkulacji władzy, która chciała mieć armię posłuszną i pobożną. Mury w większości upadły, herby krzyżackie zatarto, a jednak pozostał ślad — w zachowanym wrzeszczańskim kościele, w toruńskich murach, w rozproszonym srebrze. Pamięć o tych świątyniach nie jest pamięcią o mundurze, lecz o ludziach, którzy pod jego ciężarem szukali Boga.