Aby pojąć, czym była polska parafia ewangelicko-augsburska w Gdyni, trzeba najpierw zrozumieć, jak osobliwym była zjawiskiem. Na całym Pomorzu, od Gdańska po Słupsk, luteranizm był wyznaniem niemieckim — to po niemiecku padały tu kazania, po niemiecku śpiewano pieśni, a kościoły unijne należały do świata, który dopiero co przestał być Rzeszą. A jednak w młodej, budującej się Gdyni — mieście, które II Rzeczpospolita wznosiła od podstaw jako okno na świat — garstka polskich ewangelików postanowiła mieć własną wspólnotę, własnego pastora i własną, polską ambonę. To była mniejszość w mniejszości: protestanci wśród katolików, Polacy wśród niemieckojęzycznych współwyznawców. Niniejszy odcinek opisuje ostatni okres dziejów tej parafii — rok 1931 to początek, lecz opowieść zaczyna się tu w jej końcowych, najbujniejszych miesiącach, by domknąć całość spisaną w trzech częściach przez badacza tej historii.
Rok 1939 zapowiadał się obiecująco. Rósł fundusz budowlany, zasilany wpłatami z całej Polski — i tymi największymi, i całkiem symbolicznymi, jak owe pięćdziesiąt groszy złożone przez siostry Jelonek, uczennice szkoły powszechnej numer jeden.1 Niedzielne nabożeństwa odprawiano regularnie: o wpół do dziesiątej dla dzieci, o wpół do jedenastej główne. W Domu Zdrojowym, w poniedziałkowe popołudnia, spotykały się dzieci i młodzież, w czwartki — panie. Już szóstego stycznia, w lokalu Koła Polek-Ewangeliczek, Ludwik i Olga Kitajowie poprowadzili „żywy dziennik" — program o charakterze literackim, dotykający spraw bieżących — i zebrali na nim pięćdziesiąt trzy złote na budowę. Tak wyglądało codzienne, mrówcze trwanie tej wspólnoty.
✦ ✦ ✦Tej polskiej parafii pomógł na nogi stanąć życzliwy sąsiad: gdyńscy Szwedzi. W 1930 roku powstał w mieście zbór szwedzki z portową kaplicą, a opiekował się nim kapelan z Gdańska, ksiądz Sven Hellqvist, wspomagany przez świeckiego ewangelistę, diakona Carla Swednera.2 W 1932 roku skierowano tu młodego duchownego — księdza Daniela Cederberga. Gdy Szwedzi udostępnili swoją kaplicę na nabożeństwa polskie, dwóch młodych luterańskich duszpasterzy — Szweda Cederberga i Polaka, księdza Jerzego Kahané — połączyła szczera przyjaźń. Kahané poświęcił przyjacielowi okolicznościowy artykuł na łamach „Przeglądu Ewangelickiego". Centrum tego życia stał się reprezentacyjny Dom Marynarza Szwedzkiego przy ulicy Jana z Kolna, mieszczący kaplicę, konsulat i hotel; uroczystego jego poświęcenia dokonał w czerwcu 1936 roku prymas Szwecji, arcybiskup Erling Eidem, w obecności komisarza rządu Franciszka Sokoła i całego grona morskich dostojników Gdyni.
Daniel Cederberg, syn mistrza budowlanego z Malmö, po studiach w Lund został w 1932 roku ordynowany w katedrze w Uppsali i posłany do Gdyni.3 W styczniu 1939 roku żegnano go — wracał do ojczyzny, gdzie objął probostwo. Lata wojny uczyniły zeń człowieka wielkiego serca: jego dom otwarł się dla uchodźców z Europy Wschodniej, a po wojnie koordynował akcję pomocy ewangelikom w Polsce, zwłaszcza na Mazurach. Późniejsze życie przyniosło mu gorzki finał — w 1968 roku władze PRL wytoczyły mu sfingowany proces o szpiegostwo, co przyspieszyło jego śmierć w 1969 roku w Lund. Następcą Cederberga w Gdyni został ksiądz David Arvidsson; obaj należeli do tego szwedzkiego kręgu, który w mrocznych latach okupacji niósł Polsce pomoc, przemycając do Sztokholmu raporty o sytuacji w okupowanym kraju.
✦ ✦ ✦Polska wspólnota w Gdyni manifestowała swoją tożsamość dwojako: była głęboko ewangelicka i z dumą polska. Lojalność wobec młodego państwa okazywano przy każdej okazji. Pierwszego lutego 1938 roku, w dniu imienin prezydenta Ignacego Mościckiego, odprawiono — zgodnie z wytycznymi konsystorza — uroczyste nabożeństwo; dziesiątego lutego kolejne, w rocznicę odzyskania dostępu do morza.4 Młodzież ze Stowarzyszenia Polskiej Młodzieży Ewangelickiej otrzymała wykonane w Bydgoszczy odznaki organizacyjne: jasnoniebieskie, ze złotym promienistym krzyżem i napisem „Gdynia" pod nim. W marcu 1939 roku, w dniu imienin Józefa Piłsudskiego, odprawiono nabożeństwo w obecności przedstawiciela Komisariatu Rządu — a po południu Koło Pań pokazywało przezrocza z życia i pogrzebu Marszałka, który sam przez kilkanaście lat formalnie należał do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.
Codzienność wspólnoty tkały drobne, ciepłe wydarzenia. Chór ćwiczył pod batutą Eugeniusza Schulza. W okresie pasyjnym słuchano radiowej transmisji koncertu z warszawskiego kościoła Świętej Trójcy, a pan Jan Holy wygłosił referat o reformatorze Janie Łaskim.5 Po nabożeństwie wielkanocnym obchodzono srebrne gody Jana i Julii Zielińskich, a w poświąteczny wtorek niezawodne Koło Pań — z Olgą i Joanną Ulrichs oraz pastorową Dagmarą Kahané — przygotowało dla dzieci „Zajączka" z torebkami łakoci. O niezbyt zasobnej kondycji parafian świadczy zaś podziękowanie złożone Głównemu Urzędowi Celnemu za trzy skrzynki pomarańczy ofiarowanych najbiedniejszym dzieciom. To była wspólnota niewielka i niebogata, lecz żywa, zorganizowana i serdeczna.
✦ ✦ ✦Marzeniem parafii był własny kościół. Przy ulicy Leśnej, niedaleko lokalu parafialnego, planowano monumentalną świątynię; jej projekt — wzniesiony na planie krzyża greckiego, zwieńczony masywną rotundą i spłaszczoną kopułą — przygotował gdyński inżynier architekt Tadeusz Jędrzejewski, twórca związany z modernizmem o tendencjach klasycyzujących.6 Gdyby projekt zrealizowano, byłby to — w ocenie badacza tej historii — najnowocześniejszy kościół ewangelicki w całej II Rzeczypospolitej. Świetnie zapowiadająca się droga architekta urwała się jednak tragicznie: jako porucznik rezerwy artylerii zginął w obronie Warszawy, dwunastego września 1939 roku, pod Brwinowem.
Budowę poprzedziła ogólnopolska kampania. Komitet Budowy, zawiązany czwartego lipca 1937 roku, zebrał — jak donosił z dumą członek rady kościelnej Ludwik Kitaj — imponującą kwotę ponad szesnastu tysięcy złotych.7 Datki płynęły z Warszawy, Białegostoku, Bielska, Grodna, Lublina, z Cieszyna; sto złotych złożył premier, generał Felicjan Sławoj-Składkowski. Miasto bezpłatnie przekazało parafii parcelę, a Komisariat Rządu zwolnił ją z opłat za zatwierdzenie projektu. Dzieło rozłożono na etapy: najpierw sutereny i prowizoryczna kaplica w sali konfirmacyjnej, potem piętra z mieszkaniem proboszcza, a kościół miał być zwieńczeniem całości. Prace zlecono — spośród dziesięciu ofert — firmie Pronaszko i Markwart, której współwłaściciel Ludwik Markwart był czynnym członkiem parafii.
✦ ✦ ✦Wreszcie nadszedł dzień, na który czekano latami. W dniach dziesiątego i jedenastego czerwca 1939 roku odbyły się uroczystości kamienia węgielnego.8 W sobotę złożono wieniec na grobie generała Gustawa Orlicz-Dreszera na Oksywiu; wieczorem w Domu Zdrojowym spotkały się koła młodzieżowe z Gdyni i Bydgoszczy — ci ostatni przypłynęli z duszpasterzem, księdzem Waldemarem Preissem, na pokładzie wiślanego statku „Carmen". Nazajutrz ksiądz Preiss odprawił uroczyste nabożeństwo w kaplicy Domu Marynarza Szwedzkiego, a kazanie wygłosił ksiądz profesor Adolf Karol Suess z Wydziału Teologii Ewangelickiej Uniwersytetu Warszawskiego. Po przemarszu na ulicę Leśną aktu poświęcenia kamienia węgielnego dokonał sam zwierzchnik Kościoła, biskup Juliusz Bursche. Wmurował puszkę z aktem erekcyjnym spisanym na pergaminie — a obok niej małą urnę z ziemią ze Szwecji, na znak przyjaźni łączącej ewangelików obu krajów.
Mimo świątecznej atmosfery, jak zanotowano, „wyraźnie już się wyczuwało grożące krajowi niebezpieczeństwo", a gazety pełne były niepokojących wieści. A jednak budowa szła naprzód. Trzeciego sierpnia 1939 roku Komisariat Rządu usankcjonował akt kupna działki, dzięki czemu parafia stała się pełnoprawnym właścicielem terenu. Po zakończeniu prac fundamentowych przystąpiono do wznoszenia murów. Były to ostatnie tygodnie. Wybuch wojny we wrześniu 1939 roku położył kres działalności parafii — a niedokończony kościół przy Leśnej pozostał na zawsze fundamentem bez świątyni.
✦ ✦ ✦To, co przyszło potem, jest najtrudniejszą częścią tej opowieści. Losy parafian ułożyły się jak losy wszystkich gdynian: jedni wyjechali w głąb Polski, innych wysiedlili okupanci, część rozproszyła się po świecie.9 Polscy przewodnicy duchowi zapłacili jednak za swoją narodową postawę cenę najwyższą. Sędziwy biskup Juliusz Bursche, ten sam, który wmurował kamień węgielny, po trzech latach więzienia został w 1942 roku zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Ksiądz Gustaw Manitius, senior diecezji wielkopolskiej, zginął już w lutym 1940 roku w poznańskim Forcie VII.
Najboleśniejszy jest los gdyńskiego proboszcza. Ksiądz Jerzy Kahané — ten, którego z Cederbergiem łączyła przyjaźń, który prowadził tę wspólnotę przez jej najlepsze lata — został wysiedlony do Warszawy, a w 1940 roku aresztowany przez gestapo podczas odwiedzin chorej żony w Szpitalu Ewangelickim.10 Po drodze przez Pawiak, Stutthof i Sachsenhausen poniósł śmierć w komorze gazowej dawnego zakładu Sonnenstein w Pirnie, jedenastego lipca 1941 roku. Ginęli i świeccy: budowniczy portu, inżynier Fryderyk Ernest Rupp, poległ jako oficer artylerii pod Pierwoszynem we wrześniu 1939 roku. Po wojnie nie było już warunków, by gdyńskie życie ewangelickie odzyskało dawny rozmach — parafianie byli zdziesiątkowani, nie było księdza. Wspólnota, która zaczęła się od pięćdziesięciu groszy dwóch uczennic i skończyła wmurowanym kamieniem węgielnym, nie przetrwała wojny. Ale jej krótkie, jasne istnienie zostało — wbrew historii — spisane i zapamiętane.