Gdańsk i Pomorze Gdańskie · ślady ewangelickie

Dzwon na modlitwę

W szpitalach i sierocińcach nowożytnego Gdańska o świcie i o zmierzchu bił dzwon, a chorzy, starcy i sieroty schodzili się do modlitwy. Za tym codziennym obrzędem kryje się cała mapa miłosierdzia protestanckiego miasta — i pytanie, dlaczego rada miejska tak pilnie zapisywała w prawie rzecz tak osobistą jak rozmowa z Bogiem.
Czas czytania ~7 min · źródła w przypisach

Gdy w Domu Chorych na Ospę — gdańskim Pockenhaus — kantor przyszpitalnej świątyni rozpoczynał poranek, czynił to nie od podania lekarstwa, lecz od słowa. Ordynacja z 1610 roku poleca mu „codziennie nauczać ubogich słowa Bożego, nakłaniać do modlitwy i wraz z nimi śpiewać pieśni nabożne".1 W tym jednym zdaniu mieści się cała filozofia opieki, jaką nowożytny Gdańsk roztaczał nad swoimi najsłabszymi: nad chorym, ubogim, osieroconym dzieckiem. Zanim podano chleb, podawano modlitwę — i jedno bez drugiego nie istniało.

Miasto leżało na styku trzech wielkich nurtów chrześcijaństwa: katolickiego, luterańskiego i kalwińskiego, a życie religijne przenikało tu każdą instytucję pożytku publicznego, w tym szpitale i sierocińce.2 Trzeba przy tym pamiętać, że „szpital" znaczył wówczas coś szerszego niż dziś — był domem dla chorych, ale i przytułkiem dla starców, kalek i ubogich, schronieniem dla tych, którzy nie mieli dokąd pójść. Pod jednym dachem mieściła się cała ludzka bieda miasta.

A miasto odpowiadało na nią szeregiem fundacji, których same nazwy układają się dziś w litanię gdańskiego miłosierdzia: Lazaret pod wezwaniem świętego Łazarza, Szpital na Zapleczu, zjednoczone szpitale świętego Ducha i świętej Elżbiety, świętego Jakuba, świętej Gertrudy, świętej Barbary, wreszcie Dom Dziecka przy kościele świętej Elżbiety i Dom Dobroczynności.3 Każda z tych instytucji miała własną ordynację — spisany regulamin życia. I w niemal każdej z nich modlitwa stała w samym środku dnia.

✦ ✦ ✦

Rytm tego dnia wyznaczał dzwon. W szpitalu świętego Jakuba ordynacja z 1637 roku nakazywała, by „wszystkie kobiety i wszyscy mężczyźni tam przebywający, kiedy wezwie ich dzwon na modlitwę, niezwłocznie się stawili".4 W zjednoczonych szpitalach świętego Ducha i świętej Elżbiety bito w dzwon trzykrotnie — rano, w południe i wieczorem — a obecność na modlitwie była warunkiem dzielenia szpitalnego chleba.5 W szpitalu świętej Gertrudy schodzono się do modlitwy przed posiłkiem i po nim, a osobno w niedziele i czwartki, gdy w kościele głoszono kazanie.

Dla wielu pensjonariuszy ten dzwon był jedyną stałą rzeczą w życiu, które straciło już wszystko inne. Modlitwa wspólnotowa dawała choremu i staremu człowiekowi to, czego choroba i ubóstwo odbierają najpierw: poczucie, że wciąż się do kogoś przynależy. Stawano ramię w ramię — mężczyźni i kobiety, jak skrupulatnie wyliczają regulaminy — i przez chwilę szpitalna izba przestawała być przedsionkiem śmierci, a stawała się wspólnotą.

„Wszyscy i każdy, kto spożywa szpitalny chleb, codziennie zjawiali się w kościele na modlitwie trzykrotnie, rano, w południe oraz wieczorem".

Modlitwa miała też swoich strażników. Prowizorzy — świeccy zarządcy fundacji — co najmniej raz w miesiącu mieli odwiedzać szpitale i sprawdzać, czy nakaz jest zachowywany, „nakłaniając pilnie do modlitwy i słuchania Słowa Bożego".6 W szpitalu świętej Barbary, gdzie zachowała się dawniejsza, katolicka jeszcze tradycja, za życie duchowe pensjonariuszy odpowiadał spowiednik, który miał prowadzić wszystkich „dobrym przykładem bojaźni Bożej i innych cnót".7 Opieka duchowa nie była tu dodatkiem do leczenia — była jego częścią równie ważną jak strawa i dach nad głową.

✦ ✦ ✦

Kto modlitwę zaniedbał, ponosił karę — i to jej zapis budzi dziś największe zdumienie. Ordynacje wielokrotnie grożą, że nieobecny „bez istotnego powodu" zostanie „pozbawiony utrzymania na osiem dni".8 Brzmi to surowo, niemal okrutnie, ale tu trzeba uważać. W oryginale mowa o die Kost — i autor opracowania przestrzega, że słowo to bywa błędnie tłumaczone jako „posiłek", a kara mylnie odczytywana jako przymusowa głodówka. (W istocie chodziło o całokształt świadczeń, do jakich pensjonariusz miał prawo z umowy przyjęcia do szpitala; w praktyce sankcja sprowadzała się do utraty bezpłatnego wyżywienia na kilka dni — człowiek musiał się wtedy zaopatrzyć we własnym zakresie, lecz nie skazywano go na głód.)

Była w tej karze jednak i druga, subtelniejsza dolegliwość. Odsunięcie od szpitalnego stołu oznaczało wyłączenie ze wspólnoty — a osoba odsunięta od wspólnego stołu jest tej wspólnoty na jakiś czas niegodna.9 Dla człowieka żyjącego wśród „sąsiadów", których oczy widziały wszystko, wstyd bywał karą dotkliwszą niż głód. I właśnie ten mechanizm — dyscyplina płynąca nie tylko z góry, od rady, lecz i z dołu, od samej społeczności — tłumaczy, dlaczego regulaminy traktowano poważnie.

✦ ✦ ✦

Najczulej brzmią te przepisy, które dotykały dzieci. W Domu Dziecka przy kościele świętej Elżbiety — gdańskim Kinderhaus — nauczyciel miał według ordynacji z 1642 roku przebywać z dziećmi od siódmej do dziesiątej rano i od pierwszej do czwartej po południu, „aby pilnie wypełniać obowiązki swego urzędu poprzez modlitwy, śpiew i nauczanie".10 Zachowały się nawet tytuły pieśni i modlitw, które rozbrzmiewały w tej izbie: Aller Augen warten auf dich, Herr, Ojcze nasz, Dich bitten wir, deine Kinder. Dzieci miały przed nauką umyć twarz i ręce, wezwać Ducha Świętego, a po pracy podziękować Bogu pieśnią.

Uczono je elementarza, Małego katechizmu Lutra, psałterza, Ewangelii i ksiąg „pożytecznych", a także pisania i rachunków.11 Prowizorzy zbierali się co kwartał, by sprawdzić, „czy dzieci ze szkoły czynią postępy w nauce modlitw, czytania i pisania" — a zarazem, „czy nauczyciel jest pilny, czy nie".12 W ordynacji Lazaretu pojawia się przy tym zapis poruszający czujnością wobec krzywdy: zarządca miał baczyć, by sierot „nie wykorzystywały osoby posługujące w Lazarecie wedle własnego upodobania".13

I rzecz znamienna — wobec dzieci nie stosowano kary głodówki znanej z oddziałów dorosłych.14 Ordynacja Domu Dziecka z 1707 roku wprost zakazywała bicia kijami, pięściami czy książkami; dopuszczano jedynie rózgę „w zwykły sposób", i to bez gniewu, a dziecku należało najpierw wytłumaczyć, co uczyniło złego, „aby wiedziało, za co cierpi karę, i mogło się poprawić".15 Tam, gdzie dorosłych dyscyplinowano przez wstyd, dzieci starano się prowadzić raczej przez wdzięczność — przez budzenie uczucia, nie przez strach.

✦ ✦ ✦

Bywały też godziny nadzwyczajne. Ordynacja szpitala świętej Barbary z 1684 roku — i bliźniaczy zapis Domu Dobroczynności z 1699 — nakazywały, by w czasie gwałtownej letniej burzy, gdy nad miastem grzmiało nocą, pensjonariusze nie poddawali się snowi, lecz na głos dzwonu wstawali i błagali Boga „o łaskawe odwrócenie ciężkiej nawałnicy, aby to dobre miasto i wszyscy jego mieszkańcy zostali zachowani i ustrzeżeni od ognia i wszelkiej szkody".16 Modlitwa szpitalnej wspólnoty stawała się w takiej chwili tarczą rozpostartą nad całym Gdańskiem.

A była i godzina najcichsza. W ordynacji Lazaretu z 1701 roku zapisano, by opiekunki chorych natychmiast budziły zarządcę, „gdyby w nocy któryś z chorych konał lub cierpiał z lęku" — ma go wówczas „wesprzeć modlitwą i pociechą", a gdyby chory pragnął, zapukać do dzwonnika i poprosić o przywołanie kaznodziei.17 Za suchą literą regulaminu kryje się tu obraz najbardziej ludzki z możliwych: konający człowiek, który nie zostaje sam, i ręka, która go przy umieraniu trzyma.

✦ ✦ ✦

Pozostaje pytanie, które stawia sam badacz tych dokumentów: dlaczego władza świecka — rada miejska — z takim uporem zapisywała w prawie rzecz tak intymną jak modlitwa? Odpowiedź prowadzi w głąb protestanckiej teologii. W średniowieczu modlitwa pensjonariuszy za wymienianych z imienia dobroczyńców miała otwierać fundatorom bramy niebios; ten układ zachwiał się, gdy Luter zanegował wpływ dobrych uczynków na zbawienie.18 Odtąd głównym adresatem szpitalnej modlitwy wstawienniczej stało się samo miasto — najważniejszy dobroczyńca ubogich.

Rada uznawała się za strażnika cnót i świeckiego zwierzchnika Kościoła, a wspólną, codzienną modlitwę traktowała jako czytelny znak, że człowiek żyje zgodnie z normami nowej, ewangelickiej społeczności. Szpitale bywały — jak ujmuje to autor — „obszarem doświadczalnym", w którym idee religijne splatały się z wizją społeczną władzy.19 Co ciekawe, nie dostrzegano przy tym sprzeczności z nauką samego Lutra, który w Małym katechizmie pisał, że nie wolno „nikogo zmuszać do wiary lub do sakramentu" — wolność obrzędu pozostawiano radzie tam, gdzie chodziło o porządek, nie o sumienie.20

I jeszcze jedno, najpiękniejsze może przesunięcie sensu. Etos protestancki uznał za jedną z form modlitwy — pracę. Luter, nazwawszy pracę modlitwą, sprawił, że dawne ora et labora, „módl się i pracuj", przybrało postać módl się pracując.21 Dlatego w gdańskich szpitalach dzwon wzywał nie tylko do izby modlitwy, lecz i do warsztatu, do roboty, do codziennego trudu — bo i tam, wedle tej wiary, człowiek stawał przed Bogiem. Tak miłosierdzie nowożytnego Gdańska, ponad późniejszymi podziałami wyznań, splotło chleb, słowo i pracę w jeden gest troski o tych, których świat zostawił z tyłu.

Szpitale i przytułki dawno zniknęły z planu miasta, lecz ślady ewangelickiego dziedzictwa Pomorza wciąż można odnaleźć — kościoły, cmentarze, miejsca pamięci.
Atlas Dziedzictwa Ewangelickiego Pomorza →
← wszystkie odcinki cyklu „Gdańsk i Pomorze Gdańskie"

PrzypisySkąd to wiemy

  1. Ordynacja Lazaretu, Szpitala na Zapleczu i Domu dla Chorych Zakaźnie z 1610 r. (zapis o kantorze i Domu Chorych na Ospę) — za: Adam Szarszewski, „Obowiązek modlitwy w szpitalach i sierocińcach gdańskich doby nowożytnej", Gdański Rocznik Ewangelicki XIV (2020), s. 61 (źródło rękopiśmienne: PAN Biblioteka Gdańska, Ms Ortm. fol. 76).
  2. Tamże, s. 60 — o położeniu Gdańska na styku duchowości katolickiej, luterańskiej i kalwińskiej oraz o szpitalach i sierocińcach jako instytucjach pożytku publicznego.
  3. Wykaz fundacji szpitalnych i sierocińców Gdańska na podstawie omówionych ordynacji — Szarszewski, dz. cyt., s. 61–69.
  4. Ordynacja szpitala św. Jakuba z 1637 r. — tamże, s. 62 (Archiwum Państwowe w Gdańsku).
  5. Ordynacja zjednoczonych szpitali św. Ducha i św. Elżbiety z 1643 r.; o trzykrotnej modlitwie i utracie utrzymania — tamże, s. 62–63 (APGd, 300, R/Rr,1).
  6. Ordynacje tych samych szpitali z lat 1628, 1642, 1649 o obowiązku prowizorów — tamże, s. 63.
  7. Ordynacja szpitala św. Barbary z 1684 r. o roli spowiednika — tamże, s. 63–64 (APGd, 300, R/Rr,1, s. 82–83).
  8. Powtarzająca się sankcja „pozbawienia utrzymania na osiem dni" (ordynacje św. Jakuba 1637, św. Gertrudy z poł. XVII w., Lazaretu z II poł. XVII w. i in.) — tamże, s. 62–65.
  9. O znaczeniu słowa die Kost i o tym, że kara nie oznaczała przymusowej głodówki — tamże, s. 62, przyp. 4.
  10. Odsunięcie od wspólnoty stołu jako kara wstydu — tamże, s. 75.
  11. Ordynacja nauczyciela Domu Dziecka (Kinderhaus) z 1642 r., wraz z modlitwami i pieśniami — tamże, s. 66–67 (PAN Biblioteka Gdańska, Ms Ortm. fol. 76).
  12. Zakres nauczania: elementarz, katechizm Lutra, psałterz, Ewangelia, pisanie i rachunki — tamże, s. 67.
  13. Ordynacja Domu Dziecka z 1642 r. o kwartalnym nadzorze prowizorów nad postępami dzieci i pilnością nauczyciela — tamże, s. 65–66.
  14. Zapis ordynacji Lazaretu (1701–1755) o czujności wobec wykorzystywania sierot — tamże, s. 65.
  15. O braku kary pozbawienia utrzymania wobec dzieci i o nacisku na edukację oraz wdzięczność zamiast wstydu — tamże, s. 75–76.
  16. Ordynacja Domu Dziecka z 1707 r.: zakaz bicia kijami, pięściami i książkami, dopuszczenie rózgi bez gniewu, obowiązek wyjaśnienia dziecku przewinienia — tamże, s. 75–76, przyp. 42 (Schul-Ordnung… des Kinder-Hauses, Dantzig 1707).
  17. Modlitwa w czasie burzy: ordynacja szpitala św. Barbary z 1684 r. i Domu Dobroczynności z 1699 r. — tamże, s. 68 (APGd, 300, R/Rr,1; PAN Biblioteka Gdańska, Ms Ortm. fol. 76).
  18. Ordynacja zarządcy i szafarki Lazaretu z 1701 r. o nocnym czuwaniu przy konających — tamże, s. 68–69 (APGd, 300, R/Q,17).
  19. O zanegowaniu przez Lutra wpływu dobrych uczynków na zbawienie i przesunięciu modlitwy wstawienniczej ku miastu jako głównemu dobroczyńcy — tamże, s. 70.
  20. O szpitalach jako „obszarze doświadczalnym" splatania idei religijnych z wizją społeczną oraz o radzie jako świeckim zwierzchniku Kościoła — tamże, s. 71–72.
  21. Mały katechizm Lutra o niezmuszaniu do wiary i sakramentu oraz Formuła zgody o swobodzie obrzędów (adiafora) — tamże, s. 73 (cyt. za: Księgi wyznaniowe Kościoła Luterańskiego, Bielsko-Biała 2003).

Odcinek opracowano na podstawie artykułu: Adam Szarszewski, „Obowiązek modlitwy w szpitalach i sierocińcach gdańskich doby nowożytnej", Gdański Rocznik Ewangelicki XIV (2020), s. 59–82. Cytaty ordynacji szpitalnych podano za wydaniami źródłowymi przywołanymi w tym artykule (Hospitalia Gedanensia. Fontes, Toruń 2004–2007). Numeracja przypisów w niniejszym odcinku jest własna i nie odpowiada numeracji oryginału. (Przyp. 21 łączy dwa wątki teologiczne ze stron 73 i 76 artykułu — myśl o pracy jako modlitwie autor opiera m.in. na: M. Hintz, „Poglądy etyczne Lutra".)