Gdańsk i Pomorze Gdańskie · ślady ewangelickie

Świątynia, której nikt nie chciał oddać

Powojenny spór katolicko-ewangelicki o poewangelicki kościół staromiejski w Toruniu — dziś kościół pod wezwaniem Świętego Ducha. Opowieść o pustej świątyni, dwóch wspólnotach pod presją tej samej władzy i o tym, jak prawo własności ustępowało faktom dokonanym.

Pierwszego lutego 1945 roku ustały w Toruniu walki, a miasto w całości zajęła Armia Czerwona. Dzięki dogodnemu położeniu, niewielkim zniszczeniom i nagromadzonym zasobom Toruń szybko stał się ważnym punktem zaplecza dla Sowietów — co dla mieszkańców okazało się ciężarem, nie ulgą. Wojskowe szpitale zajęły Dwór Artusa przy Rynku Staromiejskim, ratusz, gmach Gimnazjum imienia Mikołaja Kopernika. Szacowano, że około jednej czwartej pomieszczeń w mieście zamieniono na szpitale i kwatery. Już drugiego dnia po zajęciu miasta NKWD rozpoczęło zatrzymania — do kwietnia wywieziono 765 osób, w przeważającej części Polaków.1

W tym samym czasie przy Rynku Staromiejskim stała opustoszała świątynia. Należała do gminy — czyli parafii — staromiejskiej Ewangelickiego Kościoła Unijnego, wspólnoty o długim rodowodzie, której skład przez dwie wojny stopniał niemal do zera. Dopiero koniec okupacji niemieckiej sprawił, że kościół zupełnie opustoszał. Trudno powiedzieć, ilu wiernych pozostało w mieście; wielu uciekło przed frontem, w tym nieznany z nazwiska pastor. Choć z prawnego punktu widzenia kościelna osoba prawna — die altstädtische Evangelische Kirchengemeinde — wciąż istniała, żaden z jej organów już nie działał.2

To właśnie z tej pustki narodził się spór, który toczył się przez cały rok 1945 i którego echa wróciły jeszcze pół wieku później. Rywalizowały o świątynię dwie wspólnoty chrześcijańskie — Kościół katolicki i odradzający się polski Kościół ewangelicko-augsburski. Ale, jak trzeźwo zauważa badacz tej sprawy, rywalizowały nie tylko Kościoły. Rywalizowali także urzędnicy, czasem bardzo wysokiego szczebla, sprzyjający jednej lub drugiej stronie — w realiach, w których o losie świątyni decydowało nie prawo, lecz to, czyje pismo szybciej dotarło na biurko prezydenta miasta.3

✦ ✦ ✦

Aby zrozumieć, dlaczego o jeden kościół spierano się tak zażarcie, trzeba sięgnąć po pojęcie dziś niemal zapomniane: prawo patronatu. W prawie pruskim — obowiązującym na ziemiach byłego zaboru, co dziś wydaje się niezwykłe, aż do roku 1947 — patron parafii miał prawo prezentowania nowego proboszcza, nadzoru nad zakładami dobroczynnymi i udziału w radzie kościelnej. Miał też obowiązek najcięższy: troskę o utrzymanie kościoła i jego majątku. Patronem staromiejskiej gminy ewangelickiej było miasto Toruń i jego zarząd.4

To kluczowy szczegół całej historii. Władze miasta, nawet jeśli nie powoływały się wprost na pruskie przepisy, występowały wiosną 1945 roku jako patron parafii ewangelickiej — a patron odpowiadał za remont i zabezpieczenie budynku. Kiedy więc świątynia stała z powybijanymi szybami, wyrwanymi ramami i zdewastowanym wnętrzem, szpecąc centrum miasta, prezydent Torunia musiał liczyć się z tym, że bez nowego użytkownika koszty naprawy spadną na kasę miejską. Argument prawny i argument praktyczny splotły się tu w jeden węzeł.5

Ramy całej sprawy wyznaczył dekret o majątkach opuszczonych i porzuconych z 2 marca 1945 roku. Majątek staromiejskiej gminy ewangelickiej dał się — zależnie od interpretacji — zaliczyć do obu kategorii. Najważniejszy okazał się artykuł 12: pozwalał najbliższej władzy państwowej lub samorządowej przedsięwziąć „niezbędne środki” dla zabezpieczenia majątku, nie precyzując, jakie. Świątynie ewangelickie naturalnie powierzano innym Kościołom — przede wszystkim katolickiemu, ale także ewangelicko-augsburskiemu. Co istotne: takie przekazanie w zarząd i użytkowanie nigdy nie oznaczało przekazania własności. Autor książki podkreśla zresztą, że „posiadanie”, „władanie”, „użytkowanie” i „własność” to cztery różne pojęcia prawne, mylone niekiedy nawet przez historyków — i że właśnie ich rozróżnienie jest kluczem do całej sprawy.6

✦ ✦ ✦

Bieg wydarzeń ruszył w marcu. 19 marca 1945 roku dziekan dekanatu toruńskiego ksiądz Leon Kozłowski złożył wniosek o oddanie w tymczasowy zarząd kilku nieruchomości, w tym „kościoła ewangelickiego położonego na Rynku Staromiejskim wraz z plebanią przy ulicy Piekary 24”. Świątynia miała służyć jako kościół szkolny. Pismo zawierało jednak nieprawdziwe twierdzenie — jakoby polskiej gminy ewangelicko-augsburskiej w Toruniu przed wojną w ogóle nie było. A była: tego samego dnia o przydział własnego majątku zwrócili się także członkowie parafii ewangelicko-augsburskiej, ubiegając się o kościół przy ulicy Strumykowej i cmentarz przy ulicy Świętego Jerzego.7

Ta zbieżność dat zaważyła na wszystkim. Katolicy jako pierwsi złożyli wniosek o świątynię na Rynku Staromiejskim, a luteranie — co zrozumiałe i uzasadnione — upomnieli się najpierw o to, co rzeczywiście było ich własnością. W ten sposób parafia ewangelicko-augsburska, gdy później sięgnęła po reprezentacyjny kościół przy Rynku, znalazła się w gorszej pozycji przetargowej. Autor zaznacza, że oba roszczenia były na swój sposób uprawnione — to nie kwestia winy, lecz kolejności i splotu okoliczności.8

Do gry wszedł wówczas człowiek, którego osobiste przekonania odcisnęły się na całej sprawie: Henryk Świątkowski, pełnomocnik Rządu Tymczasowego na województwa pomorskie i poznańskie, późniejszy minister sprawiedliwości. Jeszcze przed wojną dał się poznać jako sympatyk Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego; w okupowanej Polsce wykładał prawo wyznaniowe w szkole Kościoła metodystycznego. Między 20 a 30 marca wysłał do Tymczasowego Konsystorza Kościoła ewangelicko-augsburskiego pismo wzywające „do objęcia w posiadanie świątyń ewangelickich na Pomorzu”. W kolejnym liście, z 11 kwietnia, postawił sprawę otwarcie: „za prawnych spadkobierców własności świątyń ewangelickich na Pomorzu uważam Polski Kościół Ewangelicko-Augsburski”.9

Świątkowski poszedł dalej. 12 kwietnia wydał zarządzenie zakazujące podległym starostom i prezydentom miast przekazywania opuszczonych świątyń ewangelickich „innym związkom religijnym” bez zgody konsystorza augsburskiego. Tu autor książki stawia ważne zastrzeżenie: pełnomocnik rządu mógł zakazać urzędnikom przekazywania nieruchomości — ale nie mógł twierdzić, że jakikolwiek Kościół ma do nich wyłączne prawo. Takiej podstawy prawnej po prostu nie było. A kiedy zarządzenie wydrukowano w Pomorskim Dzienniku Wojewódzkim obok urzędowego okólnika ministerstwa, prywatna interpretacja Świątkowskiego zyskała pozór mocy wiążącej — i na jej podstawie zaczęto uchylać korzystne dla katolików decyzje zarządów miast.10

✦ ✦ ✦

Prezydent Torunia Władysław Dobrowolski — przed wojną nauczyciel, wpływowy działacz Związku Nauczycielstwa Polskiego — sprzyjał jednak katolikom i zakonowi jezuitów. Wobec zakazu Świątkowskiego sięgnął po wybieg. 13 kwietnia, nazajutrz po wydaniu zakazu, Wydział Mieszkaniowy Zarządu Miejskiego przydzielił jezuitom „dom mieszkalny przy ulicy Piekary 24” — czyli dawną plebanię. Decyzję oparto nie na dekrecie o majątkach opuszczonych, którego pełnomocnik kategorycznie zakazał stosować, lecz na zupełnie innym akcie: dekrecie o komisjach mieszkaniowych. Przydział mieszkania to nie to samo co oddanie w zarząd i użytkowanie. Formalnie — wszystko w porządku.11

Otwartej polemiki z pełnomocnikiem rządu prezydent nie podjął — uczynili to działacze ZNP, organizacja bliska samemu Dobrowolskiemu. W piśmie z drugiej połowy kwietnia podważyli wprost rozumowanie Świątkowskiego: „Z tytułu jedności wyznania, gminy ewangelickie innych miast z punktu widzenia prawnego nie są spadkobiercami własności gminy ewangelickiej toruńskiej”. Prawo do rozporządzania posesją poewangelicką — argumentowali — należy wyłącznie do administracji państwowej. I dodawali, wskazując luteranom inne, faktycznie później im przyznane budynki: „Przydzielenie kościoła na Starym Rynku katolikom nie będzie więc krzywdą dla ewangelików wyznania augsburskiego”.12

Sprawa rozstrzygnęła się, gdy Świątkowski wyjechał obejmować urząd ministra sprawiedliwości. 11 maja 1945 roku Urząd Wojewódzki Pomorski wyraził zgodę na „objęcie przez gminę Kościoła Katolickiego pounijnego kościoła ewangelickiego przy Starym Rynku” — z zastrzeżeniem, że kwestia własności jako mienia poniemieckiego zostanie dopiero uregulowana, a kościół posłuży przede wszystkim młodzieży szkolnej. Pismo dotyczyło samego kościoła; o plebanii, stanowiącej odrębną nieruchomość, nie wspomniano.13

✦ ✦ ✦

Dopiero w maju do Torunia wrócił pastor Ryszard Trenkler — przedwojenny proboszcz polskiej parafii ewangelicko-augsburskiej. Najpierw zajął się reaktywacją własnej wspólnoty: 12 maja miasto przekazało jej nieruchomości przy ulicy Strumykowej, 19 maja ukonstytuowała się rada kościelna. Wniosek o przydział kościoła przy Rynku Staromiejskim pastor złożył jednak dopiero 25 maja — choć konsystorz wiedział od końca marca, że o tę świątynię ubiegają się katolicy. Krótki, napisany odręcznie i jakby w pośpiechu wniosek powstał najpewniej dlatego, że tego właśnie dnia pastor dowiedział się w urzędzie, iż zgodę dla katolików wydano już dwa tygodnie wcześniej. Była to próba ratowania straconej sytuacji.14

Tymczasem fakty wyprzedziły wnioski. Dzień wcześniej, 24 maja 1945 roku, prezydent Dobrowolski jako przewodniczący Zarządu Miejskiego powiadomił jezuitów o przekazaniu im „w tymczasową administrację i użytkowanie” kościoła pounijnego wraz z przynależną plebanią. Powołał się przy tym na zgodę wojewódzką z 11 maja — choć ta dotyczyła wyłącznie kościoła, a on rozszerzył ją na plebanię. Pismo obwarowano zastrzeżeniami: świątynia ma służyć jako kościół szkolny, prawa Skarbu Państwa pozostają nienaruszone, a uprawniony może w każdej chwili żądać zwrotu. Prezydent dodał też zdanie, które wiele mówi o jego rachubie: przekazanie „nie narusza praw gminy miasta Torunia, która jest patronem tego kościoła”.15

Pastor Trenkler walczył dalej. W piśmie z 30 maja protestował przeciw przejmowaniu przez katolików „wszystkich kościołów okazalszych”, ostrzegał przed międzynarodowym skandalem i oskarżeniem władz o nietolerancję religijną. Dokuczał mu zwłaszcza fakt, że najbardziej reprezentacyjny kościół ewangelicki „urządzany jest obecnie przez ojców jezuitów” — tym bardziej, dowodził, że w Toruniu miał powstać Wydział Teologii Ewangelickiej, a świątynia służyłaby jako kościół akademicki. W swej argumentacji sięgał wybiórczo po dawną historię — tumult toruński z 1724 roku, ścięcie burmistrza Jana Rösnera — przemilczając kontekst i fakty niewygodne. Deklarował wprost, z całą siłą religijnego uprzedzenia: „nie mogę wyrazić zgody na oddanie tego kościoła ojcom jezuitom, którzy za swój naczelny obowiązek uznają zwalczanie ewangelicyzmu”.16

Tu warto zatrzymać się na chwilę. Autor książki, relacjonując te oskarżenia, dla porządku prostuje sam zarzut historyczny: w 1724 roku to nie jezuici zdemolowali zbór ewangelicki, lecz ewangelicy zniszczyli kaplicę w kolegium. To przypomnienie nie wybiela żadnej ze stron dawnego konfliktu — pokazuje raczej, jak w 1945 roku rany sprzed dwóch wieków wciąż służyły jako amunicja, po którą każdy sięgał wybiórczo.17

✦ ✦ ✦

Wojewoda pomorski Kazimierz Pasenkiewicz, następca Świątkowskiego, podjął interwencję — lecz nie taką, o jaką pastor zabiegał. 5 czerwca napisał do prezydenta Torunia, że dysponowanie majątkiem kościołów pounijnych należy wyłącznie do urzędu wojewódzkiego (co, jak zauważa autor, prawdą nie było), i prosił, by takiego mienia więcej nie rozdawać. Unieważnić decyzji o przekazaniu spornego kościoła już jednak nie mógł — opierała się ona na wcześniejszej zgodzie wojewódzkiej z 11 maja, o czym prezydent skrupulatnie mu przypomniał. A 8 czerwca, dokładnie w dniu, w którym wysłano pismo wojewody, świątynię uroczyście poświęcono. Otrzymała wezwanie Ducha Świętego.18

O sile faktów dokonanych zadecydował przepis pozornie suchy. Zgodnie z obowiązującym wówczas niemieckim kodeksem cywilnym posiadanie rzeczy nabywało się przez objęcie nad nią rzeczywistego władania. Dopóki jezuici budynku nie objęli, urząd mógł zgodę z 11 maja bez trudu cofnąć. Z chwilą faktycznego objęcia świątyni — i jej remontu, poświęcenia, otwarcia dla wiernych — prawo zaczęło chronić posiadacza. Odebranie posiadania wymagało odtąd mocnej podstawy prawnej, bez której groziło zarzutem bezprawia i drogą sądową. Pusty kościół można było przydzielić piórem urzędnika; kościół poświęcony i pełen ludzi stał się sprawą publiczną.19

Ostatnim akordem tego roku był jeszcze jeden, najprzykrzejszy gest. Na początku października pastor Trenkler skierował do wojewody pismo, które autor książki nazywa wprost donosem: oskarżał jezuitów o sianie nienawiści wyznaniowej z ambony i ostrzegał, że może to doprowadzić do zajść na wzór niedawnego pogromu krakowskiego. Urząd polecił prezydentowi sprawdzić zarzuty. Wiceprezydent z ramienia partii wezwał na rozmowę przełożonego domu zakonnego, ojca Stanisława Jędrusika, który zaprzeczył, by w kazaniach padały słowa obrażające luteran; nie stwierdzono też niczego, co mogłoby zagrozić spokojowi w mieście. Trudno po latach orzec, co pchnęło pastora do tego pisma — szczera troska czy gorycz po przegranej. Zarzuty, jak wynika z dokumentów, opierały się najpewniej na plotce.20

✦ ✦ ✦

20 października 1945 roku toruński oddział Tymczasowego Zarządu Państwowego formalnie potwierdził przekazanie kościoła i plebanii jezuitom. To zamykało etap — ale nie spór. Ostatecznie sprawa rozstrzygnęła się dopiero u schyłku PRL: na podstawie ustawy z 17 maja 1989 roku o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego potwierdzono nabycie własności przez Towarzystwo Jezusowe, nie bez kłopotów. Jeszcze w 1996 roku parafia ewangelicko-augsburska, reprezentowana przez proboszcza, próbowała podważyć prawa jezuitów do zabudowań gospodarczych. Świątynia, która w 1945 roku stała pusta, do dziś nosi wezwanie Świętego Ducha.21

Czy decyzja była zgodna z prawem? Dekret nakazywał uwzględniać „interes publiczny, użyteczność społeczną oraz potrzeby” i związek właścicieli majątku z celami wnioskodawców. Interes publiczny niewątpliwie przemawiał za przekazaniem — zaspokojenie potrzeb religijnych młodzieży, ratunek przed dewastacją. Trudniej z owym „związkiem”: w powszechnym wówczas odczuciu kościół unijny kojarzył się nie z funkcją religijną, lecz z ostoją niemczyzny. I — co istotne — tak samo oceniali go toruńscy luteranie, którzy przed wojną zdecydowanie odcinali się od niemieckiego Kościoła unijnego i nie utrzymywali z nim kontaktów. Linia podziału nie biegła więc prosto między katolikami a ewangelikami; biegła między tym, co polskie, a tym, co w tamtych miesiącach utożsamiano z niemieckim.22

I tu kryje się sedno tej opowieści — gorzkie i niejednoznaczne. Autor książki ostrzega przed łatwymi sądami. Cyniczne instrumentalne podejście do religii cechowało wąską, choć wpływową grupę nowej władzy; dla wielu innych przekazanie świątyni jezuitom było po prostu aktem słusznym moralnie — zadośćuczynieniem za krzywdy wojenne. Takimi motywami, jak ocenia, kierował się prezydent Dobrowolski. Obie wspólnoty chrześcijańskie działały pod presją tego samego komunistycznego państwa, które rozgrywało je przeciw sobie i które — paradoksalnie — w tej akurat sprawie chciało uchodzić za przyjazne religii. Spór o kościół staromiejski nie ma jednego winnego i jednej ofiary. Ma za to dwie wspólnoty wiary, jeden pusty budynek, brzemię wojny i władzę, która z cudzych ran umiała robić użytek.

Pod jednym dachem — wczoraj ewangelicka świątynia unijna, dziś katolicki kościół Świętego Ducha pod opieką jezuitów — wciąż mieszka pamięć tamtego roku. Ślad ewangelicki na Pomorzu Gdańskim bywa właśnie taki: nie tablica i nie pomnik, lecz mur, który zmienił gospodarza, a nie zmienił przeznaczenia — wciąż jest miejscem modlitwy.

Poznaj atlas ewangelickiego dziedzictwa Pomorza →

PrzypisySkąd to wiemy

  1. Tło historyczne Torunia w pierwszych miesiącach 1945 r. — zajęcie miasta przez Armię Czerwoną, szpitale wojskowe, aresztowania NKWD (765 wywiezionych do kwietnia) — za: Wojciech Sławiński, „Ze studiów nad polityką wyznaniową w Polsce w latach 1944–1956. Mniejszości wyznaniowe” (Toruń), rozdział V, w oparciu o ustalenia M. Golona.
  2. Stan parafii staromiejskiej Ewangelickiego Kościoła Unijnego po 1945 r.; opustoszenie kościoła przy Rynku Staromiejskim; ucieczka pastora; formalne istnienie osoby prawnej die altstädtische Evangelische Kirchengemeinde przy bezczynności jej organów — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  3. Charakterystyka sporu jako rywalizacji nie tylko Kościołów, lecz i urzędników różnych szczebli; znaczenie tempa obiegu pism urzędowych — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V (uwagi metodologiczne).
  4. Prawo patronatu w prawie pruskim (Allgemeines Landrecht, 1794), jego trwanie na ziemiach byłego zaboru do 1947 r.; miasto Toruń jako patron staromiejskiej gminy ewangelickiej — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  5. Obowiązek patrona troski o utrzymanie i naprawę kościoła; stan techniczny opuszczonej świątyni — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  6. Dekret o majątkach opuszczonych i porzuconych z 2 marca 1945 r. (Dz.U. 1945.9.45), art. 12 i 13; rozróżnienie pojęć „własność”, „posiadanie”, „użytkowanie”, „dzierżawa” — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  7. Wniosek dziekana ks. Leona Kozłowskiego z 19 marca 1945 r. o kościół przy Rynku Staromiejskim i plebanię przy ul. Piekary 24; równoległy wniosek parafii ewangelicko-augsburskiej o nieruchomości przy ul. Strumykowej — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  8. Skutki kolejności wniosków dla pozycji przetargowej luteran; ocena, że oba roszczenia były uzasadnione — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  9. Sylwetka Henryka Świątkowskiego, pełnomocnika Rządu Tymczasowego; jego pisma do Tymczasowego Konsystorza KEA (marzec–kwiecień 1945 r.) — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  10. Zarządzenie Świątkowskiego z 12 kwietnia 1945 r.; ocena autora, że pełnomocnik przekroczył uprawnienia, przypisując jednemu Kościołowi prawo wyłączne; skutki publikacji w Pomorskim Dzienniku Wojewódzkim — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  11. Przydział plebanii przy ul. Piekary 24 jezuitom (13 kwietnia 1945 r.) na podstawie dekretu o komisjach mieszkaniowych; postawa prezydenta W. Dobrowolskiego — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  12. Pismo Zarządu Ogniska Grodzkiego ZNP w Toruniu (kwiecień 1945 r.) podważające rozumowanie Świątkowskiego — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  13. Zgoda Urzędu Wojewódzkiego Pomorskiego z 11 maja 1945 r. na objęcie kościoła przez Kościół katolicki; odrębny status plebanii — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  14. Powrót pastora Ryszarda Trenklera do Torunia (maj 1945 r.); reaktywacja parafii ewangelicko-augsburskiej; wniosek o kościół z 25 maja 1945 r. — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V (z odwołaniem do ustaleń J. Kłaczkowa).
  15. Decyzja prezydenta W. Dobrowolskiego z 24 maja 1945 r. o przekazaniu jezuitom kościoła i plebanii „w tymczasową administrację i użytkowanie”; zastrzeżenia, w tym powołanie się na prawa patronatu — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  16. Pismo protestacyjne pastora Trenklera z 30 maja 1945 r.; argument o planowanym Wydziale Teologii Ewangelickiej; odwołanie do tumultu toruńskiego 1724 r. — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  17. Sprostowanie autora dotyczące przebiegu tumultu toruńskiego z 1724 r. (za S. Salmonowiczem) — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  18. Interwencja wojewody Kazimierza Pasenkiewicza (pismo z 5 czerwca 1945 r.); odpowiedź prezydenta Dobrowolskiego; poświęcenie kościoła 8 czerwca 1945 r. pod wezwaniem Ducha Świętego — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V (data poświęcenia za P. Bireckim).
  19. Znaczenie faktycznego objęcia w posiadanie wobec § 854 i § 858 niemieckiego kodeksu cywilnego (BGB) oraz dekretu Prawo rzeczowe z 1946 r. — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  20. Skarga (donos) pastora Trenklera z początku października 1945 r.; rozmowa z superiorem o. Stanisławem Jędrusikiem; ocena zarzutów jako opartych na plotce — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  21. Decyzja TZP z 20 października 1945 r.; uregulowanie własności na rzecz Towarzystwa Jezusowego na podstawie ustawy z 17 maja 1989 r.; próba podważenia praw jezuitów przez parafię ewangelicko-augsburską w 1996 r. — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V.
  22. Ocena zgodności decyzji z dekretem o majątkach opuszczonych; postrzeganie Kościoła unijnego jako „ostoi niemczyzny” — także przez toruńskich luteran (za U. Molin); wyważona konkluzja autora o złożoności motywów i presji państwa — Sławiński, dz. cyt., rozdz. V (podsumowanie rozdziału).

Odcinek opracowano w całości na podstawie rozdziału V „Objęcie przez oo. jezuitów kościoła b. parafii staromiejskiej Kościoła Ewangelicko-Unijnego w Toruniu w 1945 r. Aspekty prawno-historyczne” z książki Wojciecha Sławińskiego, „Ze studiów nad polityką wyznaniową w Polsce w latach 1944–1956. Mniejszości wyznaniowe” (Jagielloński Instytut Wydawniczy, Toruń). Daty, nazwiska i przebieg sporu podano wiernie za autorem; cytaty pochodzą z przytaczanych przez niego dokumentów archiwalnych. Tekst ma charakter popularyzatorski i ekumeniczny — przedstawia spór między dwiema wspólnotami chrześcijańskimi w realiach nadzoru państwa komunistycznego, bez stawania po którejkolwiek ze stron.

← wszystkie odcinki cyklu „Gdańsk i Pomorze Gdańskie”