Gdy w pierwszej połowie XVII wieku miejscy urzędnicy zaczęli wreszcie liczyć mieszkańców Gdańska wedle wyznania, obraz okazał się jednoznaczny: na każdą setkę gdańszczan około osiemdziesięciu pięciu było luteranami, dziewięciu kalwinistami, niespełna sześciu katolikami.1 Liczby te — zebrane przez demografa Jana Baszanowskiego i przywołane przez gdańskiego historyka Sławomira Kościelaka — mówią o mieście protestanckim do szpiku, a zarazem o mieście, w którym pod jednym niebem żyły trzy odrębne wspólnoty wiary.
Półtora wieku później proporcje wyglądały już inaczej. W ostatniej dekadzie XVIII stulecia luteranie stanowili około siedemdziesięciu czterech procent, katolicy aż dwadzieścia trzy, a kalwiniści zaledwie niespełna trzy.2 W liczbach bezwzględnych zmiana była jeszcze wymowniejsza: luteranów ubyło z ponad pięćdziesięciu trzech tysięcy do dwudziestu siedmiu, katolików przybyło z około trzech tysięcy siedmiuset do ośmiu tysięcy czterystu, a kalwiniści stopnieli z blisko sześciu tysięcy do około tysiąca dusz.3 Trzy wyznania, trzy zupełnie różne losy.
„Każde z przedstawianych wyznań przeżyło w ciągu tych trzech stuleci swoją chwilę triumfu, próbę «wzięcia całości» z wykluczeniem potencjalnych rywali."
Tak ujął rzecz Sławomir Kościelak, a jego zdanie jest kluczem do całej tej historii.4 Bo Gdańsk nie był miastem, w którym jedno wyznanie spokojnie panowało, a dwa pozostałe trwały w cieniu. Był miastem, w którym każda ze wspólnot miała swój moment, gdy wydawało się, że może zagarnąć całość — i każda ten moment ostatecznie utraciła.
✦ ✦ ✦Najpierw przyszła kolej na katolików — choć była to raczej kolej na odejście niż na triumf. Ich „pięć minut", ostatnią szansę odparcia naporu Reformacji, przeżyli zaraz na początku, po 1526 roku.5 Tyle że nie była to inicjatywa wiernych ani nawet samego Kościoła, lecz administracyjna interwencja monarchy — Zygmunta I Starego — który stłumił gwałtowną gdańską rewoltę i formalnie zakazał luteranizmu. Za tym zakazem nie poszły jednak żadne zmiany w życiu religijnym. Proboszczowie nadal pobierali prebendy, nie mieszkali w mieście, posługiwali się słabo przygotowanymi zastępcami.6 Z Rzymu, z Gniezna, z Włocławka nie płynęły wytyczne poza powtarzanymi edyktami królewskimi. Ta bierność zemściła się niemal natychmiast.
W 1529 roku w kościele Mariackim rozpoczął cichą działalność reformacyjną Pankratius Klemme — i w krótkim czasie przekonał do luteranizmu ogół gdańszczan, łącznie z elitami.7 Krótki okres pozornego zwycięstwa katolicyzmu, lata 1526–1529, był więc tylko zawieszeniem. Luteranie, jak prorokował współczesny tym wydarzeniom dominikański kronikarz Szymon Grunau — sam gorliwy katolik — zniknęli z miasta jedynie „do czasu".8
✦ ✦ ✦Czas luteran nadszedł na dobre wraz z przywilejem wyznaniowym Zygmunta Augusta z lipca 1557 roku. Dokument — co znamienne — mówił wyłącznie o luteranach, dając im swobodę działania; o katolikach nie wspominał ani słowem.9 Władze miasta przystąpiły do tego, co historycy nazywają konfesjonalizacją: budowy jednorodnego kościoła miejskiego. Robiły to jednak rozważnie, ewolucyjnie. Parafie przejmowano nie przemocą, lecz osadzając luterańskich pastorów dopiero po naturalnej śmierci katolickiego proboszcza.10
Najtrudniejszy do rozwiązania był los głównej świątyni — kościoła Mariackiego, pozostającego pod patronatem królewskim. Przez pewien czas panował tam osobliwy układ, który historiografia nazywa symultanizmem sakralnym: jednym obiektem zarządzały równolegle dwie odrębne wspólnoty religijne.11 Luterańscy kaznodzieje działali obok teoretycznie wciąż istniejącej obsady katolickiej. Dopiero w 1572 roku, podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta, luteranie za zgodą miasta zaczęli odprawiać nabożeństwa przy głównym ołtarzu — przejmując świątynię w całości.12 (Przywileje Henryka Walezego z 1573 i Stefana Batorego z 1577 roku zatwierdziły to przejęcie, choć nie wprost — królowie nadal mianowali katolickich proboszczów dysponujących mariacką plebanią.)
Po drodze opustoszały klasztory dały protestantom nieoczekiwane dary. Budynki franciszkanów na Starym Przedmieściu zamieniono w 1558 roku na szkołę średnią, z której wyrosło sławne Gimnazjum Akademickie.13 Nie wszystko jednak udało się przejąć: gdy władze miasta sięgnęły po klasztor dominikanów, czujny rzecznik kontrreformacji — biskup warmiński, kardynał Stanisław Hozjusz — zaalarmował nuncjuszy i samego monarchę, i miejsce uratowano dla katolików.14
✦ ✦ ✦A potem do tej dwugłosowej opowieści wszedł trzeci głos. Kalwiniści pojawili się w Gdańsku najpierw jako najemni żołnierze — Szkoci, którym podczas wojny ze Stefanem Batorym (1576–1577) oddano świątynie splądrowanych klasztorów; ponieważ byli wyznania reformowanego, kościoły te stały się kalwińskie, nie luterańskie.15 Wkrótce dołączyli uchodźcy z Niderlandów. Tak nieodwracalnie pękł homogeniczny obraz gdańskiego protestantyzmu.
Ewangelicy reformowani ruszyli — mówiąc obrazowo — do szturmu na wyznaniową twierdzę luteranizmu zaraz po ujawnieniu swej obecności, po 1586 roku. I niemal go zdobyli. Sprzyjała im większość Ministerium Duchownego, niemal wszyscy profesorowie Gimnazjum, a przede wszystkim dziesięciu z osiemnastu członków Rady Miejskiej.16 Apogeum nadeszło około 1605 roku: trzech z czterech urzędujących burmistrzów było kalwinistami.17 Kalwinizm przyjmowały elity — ludzie wolnych zawodów, prawnicy, medycy, artyści — pod okiem rektora Gimnazjum Jacoba Fabriciusa i jego wicerektora, filozofa Bartholomaeusa Keckermanna.18
Najtrudniej szło jednak przekonywanie zwykłego ludu. To wśród pospólstwa zrodził się największy sprzeciw wobec kalwińskich prób oczyszczania świątyń z obrazów i rzeźb, wobec lekceważenia uświęconego ceremoniału i odmiennego pojmowania Wieczerzy Pańskiej.19 Najbardziej wpływowe rody — Ferberowie i von der Linde — stanęły murem za luteranizmem i, ze wsparciem polskiego króla Zygmunta III Wazy, uratowały dominację swojego wyznania. Władca, gorliwy katolik, gotów był poprzeć luteran przeciw kalwinistom, bliskim wyznaniowo opozycji rokoszowej. 2 kwietnia 1612 roku wydał edykt stanowiący, że do Rady Miejskiej wybierani być mogą jedynie luteranie — i katolicy.20 Pochód kalwinizmu po prymat został zatrzymany.
✦ ✦ ✦Tak jak każde wyznanie miało swoją chwilę triumfu, tak każde przeżyło i godzinę słabości. Najdłużej i najboleśniej osuwali się kalwiniści. Po śmierci rektora Fabriciusa w 1629 roku tracili punkt po punkcie: miejsca posługi, przedstawicieli w Ministerium i Gimnazjum, mandaty w Radzie. W 1645 roku kolegium burmistrzowskie po raz pierwszy było w całości luterańskie.21 Gdy luteranie podjęli próbę odebrania reformowanym ostatnich zborów, trzeba było interwencji rządu Niderlandów, magnata Bogusława Radziwiłła i mediacji samego króla Jana Kazimierza, by w 1652 roku zagwarantować kalwinistom dwie świątynie — św. Piotra i Pawła oraz św. Elżbiety.22
Upadek widać najlepiej na losach jednego rodu. Gerhard Brandes, zmarły w 1612 roku, był jednym z najpotężniejszych kalwińskich burmistrzów Gdańska. Jego syn doszedł zaledwie do godności ławnika — i w „czarnym" 1645 roku złożył nawet i ten urząd. Wnuk wielkiego burmistrza był już tylko królewskim łowczym na Mierzei Wiślanej.23 Trzy pokolenia, trzy stopnie w dół.
✦ ✦ ✦Najciekawsze w tej opowieści jest jednak to, że wzajemne sojusze nie układały się tak, jak nakazywałby zdrowy rozsądek. Wydawałoby się oczywiste, że dwa wyznania protestanckie powinny trzymać się razem przeciw katolikom — i przecież dokładnie taki sojusz urzędowo narzucono w 1817 roku. A jednak przez większość omawianego czasu rzeczywistość była odwrotna.24
Gdy w 1589 roku kalwiński pastor Peter Holstius zaczął usuwać obrazy i ołtarze z kościoła św. Piotra i Pawła, luterańska Rada Miejska poprosiła o pomoc — biskupa Hieronima Rozrażewskiego i miejscowych jezuitów, by wspólnie stawić opór tej innowacji.25 Dwukrotnie też, w 1596 i 1606 roku, luteranom udało się nakłonić biskupa i jezuitów do działań przeciw przywódcy kalwinistów Fabriciusowi.26 To z pomocą katolików luteranie ostatecznie powstrzymali zwycięski marsz kalwinizmu.27 Wróg mojego wroga bywał tu sojusznikiem ponad podziałem na Rzym i Wittenbergę.
Nie znaczy to, że animozje były słabe — przeciwnie. Gdy w Gdańsku wybuchały antykatolickie tumulty (1576, 1593, 1678), to luterańskie pospólstwo plądrowało katolickie obiekty.28 Gniew luterańskich mas zwracał się jednak również przeciw kalwinistom, zwłaszcza pod koniec XVI wieku — a antykalwińskie nastroje wśród prostego ludu umiejętnie podsycał charyzmatyczny pastor Aegidius Strauch, rektor Gimnazjum i kaznodzieja kościoła Św. Trójcy, w latach 1668–1682.29 (Strauch został na pewien czas usunięty z miasta i uwięziony w Brandenburgii — miara temperatury ówczesnych sporów.)
✦ ✦ ✦A potem temperatura zaczęła opadać. W XVIII stuleciu — w klimacie oświecenia — wzajemne stosunki wyraźnie się ociepliły.30 Luteranie i kalwiniści żyli teraz w uderzającej zgodzie, choć Kościelak ostrzega, że nie była to jeszcze pełna symbioza: krąg bliskich więzi rodzinnych każda wspólnota wciąż starała się ograniczać do współwyznawców.31 W intelektualnej elicie miasta swobodnie czuli się obok siebie ludzie różnej wiary — Joanna Schopenhauer i Daniel Chodowiecki to najbardziej znane twarze tego mieszczańskiego, kosmopolitycznego Gdańska.32
Inaczej rzecz miała się z katolikami. Mimo rosnącej liczby wiernych i mimo własnej zamożnej elity nie cieszyli się oni pełnią praw obywatelskich. Nie mieli dostępu do urzędów, nie mogli sprawować publicznego kultu — procesji, pogrzebów, wyjść do chorych — choć u schyłku epoki staropolskiej mogli już liczyć na religijną tolerancję.33 Granica między tolerancją a równouprawnieniem przebiegała wówczas wyraźnie.
✦ ✦ ✦Koniec tej trójgłosowej historii przyniosła wielka polityka, nie teologia. Po włączeniu Gdańska do Królestwa Prus, po epizodzie napoleońskiego Wolnego Miasta i powrocie pod berło pruskie, w 1817 roku władza absolutystyczna odgórnie ogłosiła unię luteran i kalwinistów — utworzenie Kościoła ewangelicko-unijnego.34 Bilans trzech wieków był taki: luteranie utrzymali swój prymat, podporządkowując sobie — za cenę pewnych ustępstw doktrynalnych — resztki kalwinistów.35
Największymi przegranymi okazali się ewangelicy reformowani. Nigdy nie zdołali zdominować miasta, stopnieli liczebnie, stracili autonomiczne gminy — francuską i angielską — a w końcu samodzielność. Katolicy zaś, choć po Reformacji utracili niemal wszystko, od kompromisu 1577 roku nieustannie odrabiali straty, głównie dzięki napływowi osadników z katolickiego otoczenia Pomorza Gdańskiego.36 Prymat luteran przetrwał aż do roku 1945, kiedy gwałtowna przemiana etniczna i religijna, wywołana skutkami drugiej wojny światowej, zburzyła ten układ ostatecznie.37
Pozostaje pamięć o mieście, które przez trzy stulecia uczyło się — czasem w sporze, czasem w zgodzie — że pod jednym niebem może mieścić się więcej niż jedna droga do Boga. To dziedzictwo nie zamilkło wraz z 1945 rokiem; trwa w kamieniach świątyń, w nazwiskach na nagrobkach i w cichych granicach dawnych parafii.