Borowy Młyn, rok 1935. W małej ewangelickiej parafii nad rzeką Gwiazdą obejmuje posługę nowy pastor: Werner Westphal.1 W tej samej wsi od 1933 roku pracuje jako proboszcz katolicki ksiądz Franciszek Perschke.1 Obaj mają swoje kościoły, swoich wiernych, swoje parafie — ewangelicy po jednej stronie, katolicy po drugiej, tak jak przez stulecia na Gochach. Ale wieś jest jedna, i drogi się przecinają.
W roku 1933 Niemcy wybrały Hitlera. W roku 1939 Niemcy napadły na Polskę. Między tymi dwiema datami ewangelicka parafia w Borowym Młynie traciła pastorów wezwanych do wojska, a katolicka parafia napotykała coraz ostrzejsze naciski ze strony reżimu. Ks. Perschke okazał się — jak ocenia Benedykt Reszka — duchownym, który był reżimowi niewygodny.1
✦ ✦ ✦Pierwsze aresztowanie ks. Perschkego nastąpiło w roku 1939. Gestapo zabrało go. Reszka zapisał, że za jego uwolnieniem upomniało się dwóch ewangelickich mieszkańców Gochów: Artur Rohde z Upilki i Shell z Parszczeciny.2
— Benedykt Reszka, Ewangelicy na Gochach
Reszka nie opisuje mechanizmu: czy interweniowali bezpośrednio u gestapowców, czy złożyli oficjalne pismo, czy mieli znajomości w urzędach — tego nie wiemy. Wiadomo, że się upomniało. Wiadomo, że ksiądz wyszedł.
Drugie aresztowanie nastąpiło w sierpniu 1940 roku. Dnia 8 sierpnia 1940 roku gestapo przyjechało znowu po ks. Perschkego. Artur Rohde — ten sam człowiek z Upilki — starał się go tym razem ostrzec, gdy funkcjonariusze jechali w jego kierunku.2 Nie wiadomo, czy ostrzeżenie dotarło na czas. Ks. Perschke trafił do aresztu ponownie.
Kiedy wreszcie wróg wrócił do Borowego Młyna — tym razem w postaci Armii Czerwonej, w 1945 roku — ks. Perschke przeżył. Proboszczem w Borowym Młynie pozostał do 1964 roku. Trzydzieści jeden lat. Prawie trzy dekady po tym, jak ewangeliccy sąsiedzi upominali się za nim w gestapowskim areszcie.
✦ ✦ ✦Werner Westphal miał inny los.
W roku 1943 pastor Westphal otrzymał powołanie do Wehrmachtu — jako kapelan wojskowy.1 Reszka odnotowuje, że Westphal był dla nazistowskiej władzy „chyba niewygodny" — to znaczy, że jego powołanie mogło mieć charakter usunięcia z parafii, a nie tylko zwykłego naboru. Nie wiemy, jak służba przebiegała. Wiemy, że wrócił.
Po wojnie Werner Westphal — wraz z całą ewangelicką społecznością tej ziemi — przeszedł przez to, przez co przeszli wszyscy wysiedleni: stracił miejsce, stracił parafię, stracił Borowy Młyn.
Kościół ewangelicki w Borowym Młynie, w którym Westphal służył, rozebrano w 1967 roku. Werner Westphal umarł rok później, w roku 1968, w Stralsundzie lub Flemendorfie — Reszka podaje obie miejscowości.1 Miał zaledwie sześćdziesiąt sześć lat.
Jeden rok po rozbiórce kościoła. Tak jakby doczekał potwierdzenia, że jest już po wszystkim.
✦ ✦ ✦W latach 1943–1945 Jan Kulpiński, mieszkaniec Gochów, z narażeniem życia ukrywał ks. Franciszka Perschkego.3 Kulpiński nie był, wedle dostępnych przekazów, związany z Kościołem ewangelickim — był katolickim Kaszubem. Ewangelicko-niemieccy sąsiedzi wyciągnęli go z gestapo, a katolicki Kaszub ukrył przed kolejnym zagrożeniem. Perschke przeżył. Dożył roku 1964 w Borowym Młynie.
Historię tę można opowiedzieć jako przykład ekumenizmu. Ale lepiej opowiedzieć ją prościej: jako przykład tego, że sąsiedztwo bywa silniejsze niż linia wyznaniowa, gdy jest ku temu człowiek. Nie wszędzie, nie zawsze — ale w Borowym Młynie, w tym konkretnym roku, tak to działało.
← wszystkie odcinki cyklu