Kto dziś staje na wzgórzu zwanym Kùkówką — najwyższym punkcie Luzina, sto osiemnaście metrów nad poziomem morza — patrzy na budynek, do którego idzie się dziś po książkę. Sto trzydzieści lat temu szło się tam na nabożeństwo. I to nie byle jakie, bo ewangelickie, w samym sercu wsi tak katolickiej, że trudno o bardziej katolicką na całych Kaszubach. Naprzeciw, niespełna czterysta metrów dalej, stał i stoi kościół katolicki. W niedzielę dzwony obu świątyń biły jednocześnie, a mieszkańcy słyszeli w tym raczej spór niż zgodne wezwanie do modlitwy.1
Człowiek, który tak ustawił swój kościół, nazywał się Leo Theodor Eberhard von Zelewski. Urodził się 1 marca 1847 roku w Barłominie, parę kilometrów od Luzina, i — co w tej historii brzmi jak paradoks — został ochrzczony w luzińskim kościele katolickim, a jego rodzicami chrzestnymi byli Stanisław Zelewski i Teodor von Osterroht.2 Pół wieku później ten sam człowiek postawi tuż obok świątynię konkurencyjnej konfesji. Żeby zrozumieć, dlaczego, trzeba opowiedzieć o rodzie, który nosił dwa nazwiska — polskie i niemieckie — i o czasach, w których kaszubska szlachta musiała wybierać, choć rzadko wybierała czysto.
✦ ✦ ✦Żelewscy — bo tak brzmi rdzennie ich nazwisko, zanim przybrało pruskie „von” — należą do najstarszej kaszubskiej szlachty. Już około roku 1400 pojawiają się na gdańskich tabliczkach woskowych jako właściciele Zelewa, wsi, od której wzięli miano.3 Przez kolejne stulecia rozrodzili się w liczne linie, osiedli w Barłominie, Milwinie, Luzinie i okolicy mirachowskiej. Byli, jak pisze ich monografista Andrzej Władysław Janusz, „po prostu kaszubską szlachtą” — ani jednoznacznie polską, ani niemiecką, lecz taką, której postawa odbijała struktury państwa, w którym przyszło im żyć.3 A państwem tym były od końca XVIII wieku Prusy.
Eberhard wywodził się z linii milwińskiej. Jego ojcem był Adolf Friedrich von Zelewski, zwany Frietzem (1817–1876), katolik; matką — Emilia Paulina Maria z domu Osterroth, ewangeliczka, której rodzinie szlachectwo nadano w 1863 roku.2 Dom był więc mieszany wyznaniowo, jak wiele domów ówczesnej pomorskiej szlachty, a dzieci dzieliły się między konfesje rodziców. Eberhard i jego siostra Maria poszli za matką: oboje zostali gorliwymi ewangelikami. To rozejście wyznaniowe w jednej rodzinie — ojciec katolik, syn luteranin — wiele tłumaczy w dalszych dziejach.
✦ ✦ ✦Najpierw jednak była kariera, i to kariera świetna. Eberhard ukończył gimnazjum w Wejherowie, potem w Berlinie, zdał maturę w 1866 roku, a 19 sierpnia 1869 roku obronił w Heidelbergu doktorat z prawa.2 Gdy wybuchła wojna prusko-francuska, służył w kawalerii — najpierw w 2. Pomorskim Pułku Ułanów, potem w berlińskim pułku jazdy — i wziął udział w dwóch najkrwawszych bitwach tej wojny: pod Gravelotte i Saint-Privat 18 sierpnia 1870 roku oraz pod Sedanem na przełomie sierpnia i września. Awansowany na porucznika, stał potem garnizonem pod Paryżem w czasie Komuny, by w czerwcu 1871 roku wrócić do Berlina i przejść do rezerwy.2 Wrócił na Kaszuby jako weteran, doktor prawa i — po śmierci ojca w 1876 roku — dziedzic.
Spadek był pokaźny: trzy duże majątki — Barłomino, Paraszyno i Jeżewo — łącznie kilka tysięcy hektarów, do tego ziemia w Strzebielinie, rozległe lasy, tartaki, gorzelnia w Jeżewie i cegielnia w Barłominie.2 Lasy stały się jego pasją i głównym źródłem dochodu. Eberhard wyrósł na uznanego w całych Prusach znawcę leśnictwa: zbudował cztery leśniczówki, gościł u siebie miłośników przyrody z całych Niemiec, zasiadł w cesarskiej radzie ochrony przyrody, podejmował profesorów z Królewca. Był wiceprzewodniczącym sejmiku powiatu wejherowskiego, kawalerem joannickim, odznaczony Orderem Orła Czerwonego czwartej klasy, nosił tytuł szambelana. Janusz nazywa go „jednym z najwybitniejszych przedstawicieli kaszubskiej szlachty” pogranicza wejherowsko-lęborskiego przełomu XIX i XX wieku.2
✦ ✦ ✦Człowiek u szczytu pozycji — bogaty, utytułowany, wykształcony — postanowił w 1895 roku zrobić rzecz, której na kaszubskiej wsi nie robił prawie nikt: zbudować z własnej kieszeni ewangelicki kościół. Złożyło się na to kilka powodów. Eberhard był wierzącym luteraninem i chciał mieć świątynię swojego wyznania blisko domu.1 Do tego dochodziła odziedziczona po ojcu niechęć do księży z pobliskiego Smażyna i pragnienie ewangelickiej obecności niezależnej od tamtej parafii.2 Nie bez znaczenia była wreszcie chęć podkreślenia własnej pozycji społecznej i politycznej.1
Sprawy ruszyły szybko. 13 czerwca 1895 roku Eberhard przekazał parafii ewangelickiej w Bolszewie grunt pod kościół w Luzinie, a 12 sierpnia tego samego roku złożył wniosek o pozwolenie na budowę do prezydenta rejencji gdańskiej von Holwedego.2 Cegłę dostarczył z własnej cegielni w Barłominie; berlińska Rada Kościelna dorzuciła tysiąc marek zapomogi.2 Do 17 grudnia 1896 roku stał już surowy mur, wykończenie wnętrza zaplanowano na lato, a w 1897 roku kościół poświęcono.2 Eberhard dołączył tym samym do bardzo wąskiego grona prywatnych fundatorów ewangelickich świątyń w Prusach Zachodnich — obok rodu Keyserlingków z Wejherowa i von Krokowów z Krokowej.2
O położeniu tego kościoła trzeba powiedzieć osobno. Eberhard nie wybrał miejsca na uboczu, lecz Kùkówkę — najwyższe wzniesienie Luzina, niespełna czterysta metrów od katolickiej fary, tak że obie świątynie stały naprzeciw siebie.1 W niedzielne poranki ich dzwony biły naraz, co wieś odbierała jako wyraz sporu, nie wspólnej modlitwy. Kùkówka wskazywała przy tym kierunek, w którym Luzino miało się rozrastać — wzdłuż nowej linii kolejowej Szczecin–Gdańsk.1 Kościół ewangelicki stał więc na granicy między dawną, katolicką wsią a nowym, kolejowym światem.
✦ ✦ ✦Ta świątynia nigdy nie była parafialna sama z siebie — należała do parafii ewangelickiej w Bolszewie i obsługiwał ją tamtejszy pastor.2 Wspólnota ewangelicka Luzina pozostawała mała: garstka urzędników kolejowych, leśników, służby dworskiej i napływowych Niemców wśród kaszubskich katolików. Eberhard wspierał ją po swojemu — w 1902 roku przekształcił szkołę w Barłominie z katolickiej na ewangelicką, co odbiło się głośnym echem.2
Z tymi działaniami wiąże się cień, który padł na późniejszą pamięć o fundatorze. Polska prasa — zarówno zaborowa, jak emigracyjna — ostro krytykowała Eberharda: za budowę kościoła w Luzinie, za zniemczenie szkoły, za zakładanie niemieckiego stowarzyszenia szlachty na Pomorzu, za to, że „zapomniał polskich przodków”, choć na rodzinnych grobach w Strzepczu widniały polskie napisy.2 Książka Kazimierza Kościńskiego Kaszubi giną z 1905 roku zaliczyła go jednoznacznie do Niemców — i taki obraz utrwalił się na dziesięciolecia.2 Historyk dziś ostrożniej waży: germanizacja była wśród kaszubsko-pomorskiej szlachty modą epoki, a Żelewscy — jak Krokowowie, Przebendowscy czy Somnitzowie — byli przede wszystkim kaszubską szlachtą, której postawa odbijała państwo, w którym żyli, nie zaś świadomym wyborem między polskością a niemieckością.3 Ocena ról narodowych tej generacji pozostaje wśród badaczy przedmiotem dyskusji.
✦ ✦ ✦Eberhard von Zelewski zmarł 10 marca 1904 roku, dziewięć dni po pięćdziesiątych siódmych urodzinach, i spoczął w rodzinnym grobowcu w Barłominie, obok rodziców.2 Z żoną, Marią Herminą von Somnitz, poślubioną 6 kwietnia 1877 roku, miał cztery córki.2 Majątki rozeszły się po jego śmierci: Jeżewo wróciło do von Somnitzów, Paraszyno odziedziczyła córka Anna Maria i utrzymała je do 1945 roku, a Barłomino — po śmierci wdowy w 1907 roku — przeszło w ręce barona von Fuchs-Nordhoffa.2 Przebudowany przez Eberharda w stylu neogotyckim pałac w Barłominie, z francuskim parkiem i kaskadą stawów, spłonął w 1945 roku.2
Sam kościół na wzgórzu służył ewangelickiej wspólnocie Luzina aż do roku 1945 — do chwili, gdy niemiecki, ewangelicki świat tych ziem przestał istnieć, a na Kaszuby wróciła Polska.1 Wtedy świątynia, jak setki innych poewangelickich kościołów Pomorza, straciła swoją wspólnotę, nie została jednak zburzona. Z czasem budynek zamieniono w bibliotekę — i dziś mieści się w nim Gminna Biblioteka Publiczna imienia Leona Roppla, z wystawami malarstwa, rzeźby i najstarszymi wykopaliskami z okolic Luzina.4 To w tej bibliotece, w murach kościoła zbudowanego przez Eberharda, powstało zresztą najrzetelniejsze dziś opracowanie o jego życiu — pióra Andrzeja Janusza, który z kaszubskiego szlachcica zdjął etykietę i przywrócił mu złożoność.2
Kaszubski szlachcic, ochrzczony w katolickim kościele Luzina, zbudował naprzeciw niego kościół ewangelicki — z wiary, z dumy i z dawnej rodzinnej urazy. Jego dzwony biły przez pół wieku obok katolickich, dzieląc wieś. Dziś nie biją już żadne; pod dachem dawnej świątyni stoją regały z książkami. Spór, który ten budynek miał uosabiać, dawno rozstrzygnęła historia, a pozostała pamięć o człowieku, który był jednocześnie Kaszubą, Prusakiem, katolikiem z chrztu i luteraninem z wyboru — w dziejach Pomorza rzadko prostym.