O tej historii przez dziesięciolecia mówiono na Pomorzu półgłosem, bo nie mieściła się w prostym podziale na ofiary i sprawców. Najpierw przyszła śmierć, masowa i wymierzona w tych, którzy nadawali wspólnocie kształt. Potem przyszła lista, która podzieliła Pomorze na pokolenia mocniej niż same kule.
Jesienią 1939 roku, gdy front przesunął się na wschód, na Pomorzu Gdańskim rozpoczęła się akcja, którą historycy nazywają dziś zbrodnią pomorską — częścią szerszej Intelligenzaktion, planowego mordu na polskiej i kaszubskiej inteligencji.1 Mordowano celowo. Ginęli księża, nauczyciele, lekarze, urzędnicy i działacze społeczni — cała warstwa, która potrafiła organizować, uczyć i prowadzić. Sprawcami byli funkcjonariusze SS i oddziały policyjne, a także miejscowy Selbstschutz — samoobrona złożona z niemieckich sąsiadów, ludzi, którzy jeszcze niedawno mijali swoje ofiary na ulicy.
✦ ✦ ✦Z tą zbrodnią wiąże się kilka nazw miejsc kaźni. Piaśnica pod Wejherowem — pierwsze i największe miejsce kaźni na Wybrzeżu, gdzie egzekucje trwały od późnej jesieni 1939 roku po pierwsze miesiące 1940; liczbę ofiar historycy szacują na około 12 000 osób.2 Las Szpęgawski koło Starogardu Gdańskiego — gdzie zginęło, według ostrożnych szacunków, od 5 000 do 7 000 ludzi: inteligencja Kociewia i Kaszub, a także pacjenci szpitala psychiatrycznego w Kocborowie.3 I Mniszek pod Świeciem, gdzie w piaszczystych dołach nad Wisłą liczbę zamordowanych ocenia się na co najmniej kilka tysięcy, w pamięci zbiorowej utrwaloną na 8–10 tysięcy.2 Wszystkie te liczby pozostają szacunkami — Niemcy zacierali ślady, a część dokumentacji nigdy nie powstała albo została zniszczona. Pewne jest jedno: w ciągu kilku miesięcy Pomorze straciło znaczną część swojej elity.
Ginęli ludzie, których jedyną „winą” było to, że umieli czytać, pisać, leczyć i przewodzić. Zbrodnia była obliczona, a nie żywiołowa, i miała pozbawić wspólnotę przywódców.
✦ ✦ ✦A potem, w 1941 roku, pojawiła się Niemiecka Lista Narodowa — Deutsche Volksliste, w skrócie DVL.4 W zamyśle była narzędziem segregacji: dzieliła ludność na cztery kategorie, od „pełnowartościowych” Niemców po grupy uznane za „spolonizowane”, lecz nadające się do ponownego zniemczenia. Na Pomorzu Gdańskim Volkslista działała inaczej niż w Generalnym Gubernatorstwie. Gauleiter Albert Forster, rządzący okręgiem Gdańsk–Prusy Zachodnie, postawił na masowe i często przymusowe wpisywanie ludności — nie na dobrowolną deklarację, lecz na wypełnienie ankiety, na podstawie której urzędnik sam przypisywał człowieka do kategorii.4 Dużą część Kaszubów wpisano do grupy III. Odmowa podpisu mogła oznaczać wysiedlenie albo obóz koncentracyjny.
Tu zaczyna się dramat, którego trudno ocenić komuś, kto nigdy nie stanął przed takim wyborem. Wpis na Volkslistę najczęściej nie był zdradą, lecz przymusem, co jednak nie zdejmowało jego konsekwencji. Wpisani mężczyźni podlegali bowiem poborowi do Wehrmachtu. Ojciec, który podpisał, by ocalić rodzinę przed wysiedleniem, mógł kilka miesięcy później dostać mundur armii, która zamordowała jego sąsiadów.
✦ ✦ ✦Wielu Kaszubów i Pomorzan zrobiło wtedy jedyną rzecz, jaka im pozostała: czekali na okazję, by przejść na właściwą stronę. Gdy tylko nadarzał się moment — najczęściej na froncie zachodnim, we Francji czy we Włoszech — porzucali niemieckie mundury i zgłaszali się do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Spora ich część zasiliła 1. Dywizję Pancerną generała Stanisława Maczka, walcząc o tę samą Polskę, której elitę próbowano wymordować w Piaśnicy i Szpęgawsku.4 Ludzie wcieleni przymusem do armii okupanta stali się więc żołnierzami armii wyzwolicielskiej.
Po wojnie ta sama lista, która była przymusem, stała się piętnem. Sąsiedzi pamiętali, kto „podpisał”, a nowa władza nie zawsze chciała rozróżniać między kolaboracją a przetrwaniem. Dlatego na Pomorzu o Volksliście długo milczano — nie ze wstydu za czyn, lecz z bólu po wyborze, który nie był wyborem. Zbrodnia pomorska zabrała tym ludziom przywódców, a lista odebrała im prawo do prostej pamięci. To właśnie w tej niejednoznaczności — w ojcu, który podpisał, by ocalić dzieci, i w synu, który zdezerterował, by walczyć po swojej stronie — kryje się trudna prawda o Pomorzu pod okupacją.