Pomorze · historie

Muzyczna stolica Bałtyku

W gdańskim kościele Mariackim XVII wieku spotkały się dwie wielkie szkoły muzyki europejskiej — surowy kontrapunkt z Amsterdamu i śpiewna maniera z Rzymu. Bałtyckie miasto stało się miejscem, w którym te tradycje rozbrzmiewały na jednym chórze.
Czas czytania ~5 min · źródła w przypisach

Żeby zrozumieć, dlaczego Gdańsk stał się jednym z najważniejszych ośrodków muzyki kościelnej nad Bałtykiem, trzeba zacząć od człowieka, który napisał o muzyce w nabożeństwie więcej niż niejeden teolog: od Marcina Lutra. Luter sam był muzykiem — grał, śpiewał, komponował. W jego reformie wspólny śpiew całego zboru i muzyka organowa nie były ozdobą nabożeństwa, lecz jego sercem. Wierni nie mieli już tylko słuchać, lecz śpiewać. To przekonanie, przeniesione do bogatego, mieszczańskiego, wielonarodowego Gdańska, stworzyło zapotrzebowanie na muzykę najwyższej próby, a za zapotrzebowaniem i pieniądzem przyszli do miasta mistrzowie.

Gdańsk XVII wieku był miastem, w którym mówiono wieloma językami. Mieszkali tu Niemcy i Polacy, Holendrzy, Szkoci i Skandynawowie — kupcy, marynarze i rzemieślnicy, których łączył port i interes. Takie miasto nie miało jednej tradycji muzycznej, bo nie miało jednej tradycji w ogóle. Było skrzyżowaniem dróg i dlatego mogło stać się miejscem, w którym dwie najsilniejsze szkoły ówczesnej Europy — niderlandzka i włoska — spotkały się nie w teorii, lecz w praktyce, na chórze jednego kościoła.

✦ ✦ ✦

Pierwszą z tych dróg przywiózł do Gdańska Paul Siefert. Urodzony tu w 1586 roku był rdzennym gdańszczaninem, ale jego muzyczny rodowód prowadził do Amsterdamu. W latach 1607–1609 uczył się u Jana Pieterszoona Sweelincka, największego organisty epoki, twórcy szkoły, z której wyszli niemal wszyscy znaczący organiści północnej Europy.1 Siefert wrócił z tej nauki z całym arsenałem niderlandzkiego kontrapunktu — uczonej, precyzyjnej sztuki prowadzenia wielu głosów naraz. Po epizodach w Królewcu i służbie jako organista dworski w Warszawie osiadł wreszcie tam, gdzie się urodził: jako główny organista kościoła Mariackiego, którym pozostał do końca życia w 1666 roku.

Droga do tej posady nie była prosta. Już wcześniej, gdy w 1611 roku zmarł organista Mariacki Cajus Schmiedtlein, Siefert bezskutecznie starał się o jego stanowisko.1 (Minęły lata, nim ostatecznie objął najważniejszy instrument w mieście — co o gdańskim środowisku muzycznym mówi tyle, że posad takich nie rozdawano lekko.) Kiedy jednak Siefert wreszcie zasiadł przy mariackich organach, do Gdańska dotarła już niderlandzka szkoła Sweelincka — w pełnym brzmieniu, z pierwszej ręki.

✦ ✦ ✦

Drugą drogę — tę z południa — otworzyła rodzina Försterów. Kaspar Förster starszy był od 1606 roku kantorem i bibliotekarzem Gimnazjum Akademickiego, a od 1627 roku kapelmistrzem kościoła Mariackiego.2 To on zbudował w mieście muzyczne zaplecze — ludzi, nuty, instytucję. Ale prawdziwy zwrot ku Włochom przyszedł wraz z jego synem. Kaspar Förster młodszy, urodzony w 1616 roku, wyruszył tam, dokąd w XVII wieku jeździło się po muzykę jak po święcenia — do Rzymu. Kształcił się u Giacoma Carissimiego, jednego z największych mistrzów włoskiego baroku, twórcy formy oratorium.2

Förster młodszy nie był jednak człowiekiem jednego miasta. Robił karierę na miarę całej Europy: był kapelmistrzem na dworze króla Danii Fryderyka III, krążył między dworami i kościołami, a w 1655 roku na krótko objął stanowisko kapelmistrza Mariackiego w rodzinnym Gdańsku.2 W jednym mieście, na przestrzeni jednego pokolenia, zeszły się więc obie wielkie szkoły epoki: Siefert przy organach z niderlandzkim kontrapunktem Sweelincka i Förster z włoską, dramatyczną manierą Carissimiego. Surowa geometria Północy i rozśpiewana emocja Południa rozbrzmiewały w tym samym kościele.

✦ ✦ ✦

To spotkanie nie było przypadkiem, lecz wynikało z tego, czym Gdańsk był z natury. Miasto kupieckie, otwarte i wielonarodowe przyciągało muzyków tak samo, jak przyciągało towary, bo miało odbiorców, pieniądz i luterański kult, w którym muzyka stała w centrum, a nie na marginesie. Organista w kościele Mariackim nie był sługą drugiej kategorii, lecz postacią publiczną, a posada miała taką rangę, że dwukrotnie zabiegał o nią ktoś tej miary co Siefert. W mieście, gdzie nabożeństwo żyło śpiewem zboru i głosem organów, mistrz muzyki znaczył wiele.

Dlatego Gdańsk można nazwać muzyczną stolicą Bałtyku nie z lokalnej dumy, lecz z powodu jego położenia: tutaj, na styku morza i lądu, kultur niemieckiej, polskiej, holenderskiej i włoskiej, spotykały się drogi, które gdzie indziej biegły osobno. Amsterdam Sweelincka i Rzym Carissimiego nie graniczyły ze sobą na żadnej mapie, a na chórze gdańskiego kościoła Mariackiego spotkały się za sprawą dwóch ludzi i jednego miasta portowego.

Reformacja na Pomorzu to także historia placów, na których rozstrzygała się przyszłość miasta.
Czternastu na Długim Targu →
← wszystkie odcinki cyklu „Pomorze: historie”

PrzypisySkąd to wiemy

  1. Paul Siefert (1586–1666), gdańszczanin, organista Mariacki; nauka u Sweelincka w Amsterdamie 1607–1609, epizody w Królewcu i jako organista dworski w Warszawie, bezskuteczne starania o posadę po zmarłym w 1611 r. Cajusie Schmiedtleinie — Wikipedia: Paul Siefert
  2. Kaspar Förster starszy (ok. 1574–1652), kantor i bibliotekarz Gimnazjum Akademickiego od 1606, kapelmistrz Mariacki od 1627; Kaspar Förster młodszy (1616–1673), uczeń Giacoma Carissimiego w Rzymie, kapelmistrz na dworze króla Danii Fryderyka III, od 1655 na krótko kapelmistrz Mariacki — Wikipedia (de): Kaspar Förster der Jüngere
  3. Wielonarodowy charakter Gdańska, centralna rola śpiewu zborowego i muzyki organowej w luteranizmie, muzykalność Marcina Lutra