Z wielkimi gdańskimi kościołami protestanckimi jest pewien kłopot, o którym rzadko się mówi. Bazylika Mariacka, kościół św. Jana, św. Katarzyny, św. Bartłomieja — wszystkie te potężne ceglane świątynie, w których przez czterysta lat śpiewano luterańskie chorały, nie zostały zbudowane przez protestantów. Powstały wcześniej, w średniowieczu, dla katolickich mieszczan, mnichów i kanoników. Reformacja po prostu je przejęła. Gdy więc szukamy w Gdańsku pierwszego kościoła wzniesionego od zera, na czysto, jako protestancki — musimy opuścić paradne Główne Miasto i wyjść na przedmieście. Na Zaroślak.
Zaroślak — po niemiecku Petershagen — leżał poza murami, u stóp Biskupiej Górki, wzdłuż Kanału Raduni.1 Było to przedmieście rzemieślnicze i ubogie, daleko od bogactwa Długiego Targu. Mieszkali tu ludzie, którzy do najbliższej świątyni mieli kawał drogi — przez bramy, przez most, w deszczu i mrozie. A byli już w większości luteranami, bo Gdańsk od dawna był miastem protestanckim. Brakowało im jednego: własnego kościoła, blisko domu.
✦ ✦ ✦Sprawę wziął w swoje ręce Elias Hirschfeld — kaznodzieja z pobliskiej Oruni.1 Z jego inicjatywy w latach 1633–1635 na Zaroślaku stanęła pierwsza świątynia: skromna, jednonawowa, o konstrukcji ryglowej — czyli szachulcowej, z drewnianego szkieletu wypełnionego cegłą i gliną — zwieńczona wieżą.1 Postawił ją budowniczy Rajnold de Clerck. Ustawiono ją równolegle do Kanału Raduni, dłuższym bokiem wzdłuż wody. Nie była okazała. Ale była pierwsza. (Źródła określają ją wprost jako pierwszy w Gdańsku kościół zbudowany od początku na potrzeby wspólnoty protestanckiej, a nie przejęty od katolików.)
I tu kryje się cała waga tej historii. Bo wzniesienie kościoła od podstaw to coś zupełnie innego niż zajęcie istniejącego. To deklaracja, że nowa wiara nie jest już lokatorem w cudzych murach, lecz gospodarzem na własnej ziemi. Drewniany kościółek nad kanałem był dla gdańskich luteranów pierwszym domem, który zbudowali wyłącznie dla siebie — od fundamentu po krzyż na wieży.
✦ ✦ ✦Niestety, ten pierwszy dom nie przetrwał długo. Gdy w połowie XVII wieku nad Gdańskiem zawisła groźba wojny ze Szwecją, miasto zaczęło przebudowywać i wzmacniać swoje fortyfikacje. Nowa linia wałów obronnych przecięła teren dawnego Petershagen, a większość mieszkańców przeniosła się w obręb murów. W 1656 roku, w ramach przygotowań obronnych, drewnianą świątynię rozebrano — jej wyposażenie trafiło do innych kościołów.2 Pierwszy zbudowany od podstaw kościół protestanckiego Gdańska zniknął po zaledwie dwóch dekadach.
Ale pamięć o nim — i potrzeba mieszkańców — okazały się trwalsze niż szachulcowe ściany. Pokolenie później gdańszczanie postanowili odbudować świątynię, tym razem solidniej. W latach 1695–1697 na Zaroślaku Wewnętrznym, tuż nad Kanałem Raduni u stóp Biskupiej Górki, stanął nowy kościół — Salvatorkirche, kościół Zbawiciela.2
✦ ✦ ✦Budowę poprowadził Barthel Ranisch (1648–1701) — postać niezwykła: architekt, murator miejski, a przy tym historyk architektury i senior cechu murarzy gdańskich.2 (Projekt przypisuje się niekiedy Peterowi Willerowi.) Nowy kościół wciąż był jednonawowy i wciąż ryglowy, ale otynkowany, o cechach barokowych, z murowaną wieżą. Mierzył blisko 43 metry długości i niespełna 13 szerokości.2 Ta druga, dojrzalsza Salvatorkirche miała przetrwać znacznie dłużej — przez kolejne dwa i pół stulecia.
Niełatwe to były stulecia. Kościół był uszkadzany podczas oblężeń miasta w latach 1734, 1807 i 1813, odnawiany w 1742 i gruntownie w 1826, gdy dodano mu neogotyckie akcenty.2 Przetrwał wojny napoleońskie, zabory, pierwszą wojnę światową i Wolne Miasto. Aż przyszedł rok 1945 — i wraz z nim koniec niemieckiego, ewangelickiego Gdańska. W walkach o miasto świątynię zniszczono niemal doszczętnie.
✦ ✦ ✦Z kościoła Zbawiciela ostał się tylko dolny fragment wieży, sięgający drugiej kondygnacji.2 W 1965 roku zabezpieczono go jako trwałą ruinę — i tak stoi do dziś, samotny kikut nad ruchliwą dziś arterią, mijany przez tysiące ludzi, którzy nie wiedzą, na co patrzą. W 1998 roku teren odzyskała parafia ewangelicko-augsburska.1
Łatwo przejść obok obojętnie. A przecież ta wieża to nie jest po prostu kolejna wojenna ruina. To resztka pierwszego miejsca, w którym gdańscy protestanci powiedzieli: nie chcemy już cudzych murów, zbudujemy własne. Wszystkie inne wielkie kościoły luterańskiego Gdańska były spadkiem po katolikach. Ten jeden — na ubogim przedmieściu, nad kanałem, dwukrotnie postawiony i dwukrotnie utracony — był naprawdę ich. Pierwszy zbudowany od podstaw. I dlatego, choć został z niego ledwie kikut, warto przy nim na chwilę przystanąć.