Są dynastie, które przemijają i nie zostawiają po sobie nic prócz dat w kronikach. I są takie, które wrastają w krajobraz tak głęboko, że trwają w nim długo po tym, jak wymarł ostatni z rodu. Gryfici — po łacinie Gryfici, czasem Gryficami zwani — należeli do tych drugich. Ta słowiańska dynastia rządziła Pomorzem Zachodnim i Gdańskim od XII wieku, a jej panowanie zgasło dopiero w 1637 roku, wraz ze śmiercią bezdzietnego Bogusława XIV.1 Pół tysiąclecia jednego rodu na jednej ziemi. A potem — cisza, którą Kaszubi zapełnili legendą o zatopionym skarbie.
Zacznijmy jednak od faktu, który stoi murem. W 1186 roku książę Sambor I ufundował opactwo cystersów w Oliwie — zakon, który przez stulecia miał karczować lasy, osuszać mokradła i spisywać dzieje całego Pomorza.2 (Uwaga na pułapkę: fundatorem Oliwy był Sambor I, nie Sambor II. Ten drugi, książę z XIII wieku, był późniejszym dobroczyńcą opactwa — ale nie jego założycielem.) Klasztor oliwski stał się czymś więcej niż domem modlitwy: był kancelarią pamięci, miejscem, w którym Gryfici zapisywali siebie w historii.
✦ ✦ ✦Tytuł, którym posługiwali się ci książęta, mówi wszystko o tym, kim się czuli. W dokumentach pisali o sobie „dux Slavorum et Cassubie" — książę Słowian i Kaszub.3 Sama nazwa „Kaszuby", po łacinie Cassubia, krąży po średniowiecznych pergaminach od dawna; pojawia się między innymi w bulli papieskiej z 1238 roku.3 Gryfici nie byli więc obcymi panami narzuconymi słowiańskiej ziemi. Byli z niej, mówili jej językiem władzy, nosili jej imię w swoim tytule. Pomorze miało wtedy własnych książąt, własną dynastię i własną nazwę — i to wszystko jednocześnie.
Linia gdańska tego rodu dała Pomorzu dwóch władców, których warto zapamiętać. Świętopełk II (ok. 1195–1266), zręczny i twardy, oraz jego syn Mściwoj II (zm. 1294), który postawił krok o ogromnym ciężarze. W 1282 roku Mściwoj zawarł z Przemysłem II układ w Kępnie, na mocy którego Pomorze Gdańskie miało po jego śmierci przejść pod władzę Przemysła.4 Był to ruch ku zjednoczeniu z Polską — cichy traktat dwóch ludzi, który mógł przekierować bieg dziejów całej dzielnicy. Historia, jak to ona, poszła potem własnymi, krętymi drogami. Ale w Kępnie zapadła decyzja, której echo niesie się przez wieki.
✦ ✦ ✦I tu kończy się pewny grunt kronik, a zaczyna miękka ziemia legendy. W kaszubskiej tradycji ludowej książę Sambor żyje jako władca na wpół mityczny — pan z zamierzchłych czasów, którego skarb miał spocząć ukryty na dnie jednego z jezior. Nie szukajcie tego skarbu w żadnym dokumencie oliwskim; on nie należy do archiwum, lecz do wyobraźni. A jednak ten zatopiony skarb okazał się trwalszy niż niejeden zapisany fakt. Motyw „zatopionego skarbu" Aleksander Majkowski uczynił osią mitologiczną swojej powieści „Remus" — wielkiej kaszubskiej opowieści o ziemi, która utraciła swoich książąt, lecz nie utraciła pamięci o nich.
Tak właśnie pracuje pamięć ludu bez państwa. Gdy gaśnie dynastia i nie ma już dworu, który by spisywał jej chwałę, władca nie znika — on schodzi pod wodę. Sambor z legendy nie jest fałszem; jest prawdą innego rodzaju. Mówi o tym, że Kaszubi nie zapomnieli, iż kiedyś mieli własnych książąt. Że pół tysiąclecia Gryfitów nie przeszło bez śladu, lecz osiadło na dnie jezior — jak skarb, którego nikt nigdy nie wyłowił, bo nie jest ze złota, tylko z pamięci.
✦ ✦ ✦Jest jeszcze jeden ślad tej dynastii — duchowy, a dla dziejów Pomorza może najtrwalszy. 13 grudnia 1534 roku na sejmiku w Trzebiatowie książęta z rodu Gryfitów, Barnim IX i Filip I, ogłosili przyjęcie luteranizmu jako religii państwowej całego Pomorza Zachodniego — wbrew oporowi biskupa i większości stanów.5 Porządek kościelny dla nowego, ewangelickiego Pomorza spisał Jan Bugenhagen, najbliższy współpracownik Marcina Lutra i reformator Północy.6 Od tej chwili Gryfici byli już dynastią luterańską; ostatni z rodu, Bogusław XIV (zm. 1637), umierał jako władca ewangelickiego księstwa. Słowiański skarb z kaszubskiej legendy i reformacyjne dziedzictwo Pomorza spotkały się więc w jednym rodzie — i tu domyka się łuk od pogańsko-słowiańskich początków po ewangelicką wiarę, która przetrwała panów tej ziemi.
Gryfici wygaśli w 1637 roku, a Pomorze, które zbudowali, rozpłynęło się potem w wojnach, podziałach i obcych traktatach. Po opactwie w Oliwie zostały mury i archiwa. Po układzie kępińskim — zapis w kronice i pytanie, co by było, gdyby. A po samym Samborze — jezioro, w którym wedle ludu spoczął jego skarb. Trzy ślady tej samej dynastii: jeden z kamienia, jeden z pergaminu, jeden z baśni. I może właśnie ten ostatni przetrwa najdłużej — bo dokumenty można spalić, mury rozebrać, a legendy o zatopionym księciu woda przechowa na samym dnie, cierpliwie, aż ktoś zechce ją znów opowiedzieć.