Bierkowo — po niemiecku Birkow — leży w gminie Redzikowo, około sześciu kilometrów od centrum Słupska, przy dawnej drodze na Darłowo.1 Najstarszy zapis nazwy, Birckow, pochodzi z 1628 roku, ale wieś jest znacznie starsza: część chłopskich rodów mieszkała tu, jak głosiła miejscowa pamięć, od sześciuset, a nawet ośmiuset lat. Powtarzały się w niej te same nazwiska — Albrecht, Ratzke, Granzow, Voß, Neitzel, Schulz, Schmidt. W 1784 roku wieś liczyła dwadzieścia jeden domów, folwark i dwanaście gospodarstw chłopskich; około 1800 roku rozparcelowano tutejszy majątek królewski. Była to zwyczajna pomorska wieś rolnicza, zbudowana na planie ulicówki, z czterema spółdzielniami, mleczarnią, masarnią, młynami i kasą pożyczkowo-oszczędnościową. I była wsią ewangelicką — do 1945 roku prawie wszyscy jej mieszkańcy wyznawali luteranizm.
Trzeba opowiedzieć dzieje tej jednej wsi, bo na małej przestrzeni Bierkowa rok 1945 zapisał się ze szczególną ostrością. To, co tutaj zdarzyło się w ciągu kilkunastu miesięcy, było losem setek pomorskich wsi naraz — tyle że tu zachowały się daty, liczby i nazwiska. A pośrodku tego wszystkiego stoi kościół, który przetrwał koniec świata, jaki go zbudował.
✦ ✦ ✦Najpierw był kantorat. Na początku XIX wieku w środku wsi postawiono masywny dom z wieżą i dzwonem — kantorat ewangelicki, który po wybudowaniu właściwego kościoła służył już tylko jako szkoła.2 Przez długie dziesięciolecia to on był sercem religijnego życia Bierkowa, bo własną parafię filialną wieś otrzymała dopiero 6 sierpnia 1895 roku — przyporządkowaną do parafii ewangelickiej w Zębowie, w ówczesnym powiecie sławieńskim. Wcześniej wierni musieli na nabożeństwa chodzić siedem kilometrów, do kościoła parafialnego w Zębowie.
Decyzję o budowie własnej świątyni podjęto w 1906 roku, na posiedzeniu rady kościelnej, za zgodą patronów parafii zębowskiej — hrabiego Wilhelma von Zitzewitz z Sycewic oraz hrabiego Paula von Below z Redęcina.3 Budowę rozpoczęto wiosną 1909 roku, w miejscu dawnego stawu przed kantoratem. Kosztorys opiewał na czterdzieści tysięcy marek. Do pracy włączyli się sami mieszkańcy; cegłę dostarczyła cegielnia Ottona Kopkego z Gałęzinowa, a wieżę i dach pokryto reńską karpiówką. W 1910 roku wykańczano wnętrze — dobudowano empory, wstawiono ołtarz, ambonę i ławki dla około czterystu osób; ogrzewały je początkowo dwa piece. Organy zbudował Paul Voelkner z Bydgoszczy. Uroczyste poświęcenie odbyło się w 1911 roku pod przewodnictwem generalnego superintendenta Prowincji Pomorskiej, księdza doktora Johannesa Friedricha Wilhelma Büchsela ze Szczecina.4
Potem przyszła pierwsza wojna światowa i odcisnęła swój ślad nawet tu. Trzy nowe dzwony przetopiono na potrzeby wojenne; nowe, stalowe, zawieszono dopiero w latach dwudziestych. W 1921 roku w kościele zamontowano tablicę z nazwiskami trzydziestu sześciu mieszkańców wsi poległych na frontach, a przed świątynią stanął upamiętniający ich pomnik, zwieńczony figurą orła z brązu.5 Ostatnia przebudowa świątyni w czasach ewangelickich miała miejsce w 1924 roku. W roku 1940 parafia liczyła siedmiuset siedemdziesięciu dwóch wiernych. Świat wydawał się trwały.
✦ ✦ ✦Koniec przyszedł szybko i był brutalny. 7 marca 1945 roku rozpoczęła się ewakuacja mieszkańców w kierunku Gdańska.6 Kolumna uchodźców wyruszyła około południa. Zima była ciężka, droga zatłoczona, kolumna posuwała się tak wolno, że do zmierzchu pokonała zaledwie trzy kilometry. Ostrzał artyleryjski z kierunku Kobylnicy i Widzina zawrócił ludzi do domów. Wieś była już wtedy przepełniona — tłoczyło się w niej około dwóch tysięcy pięciuset uchodźców z okolic Sławna i Sycewic, uciekających przed nacierającymi wojskami radzieckimi.
Rankiem 8 marca do Bierkowa wkroczyły oddziały radzieckie, nadciągające od strony Bruskowa Wielkiego i Lasu Redęcińskiego. W trakcie zajmowania wsi żołnierze zastrzelili osiem osób, a burmistrza Wilhelma Ratzkego pobili. Dwa dni później rozlokowały się we wsi oddziały artylerii. To była już inna rzeczywistość — wieś przeszła z rąk do rąk, a jej mieszkańcy z gospodarzy stali się ludnością pokonaną, na łasce komendantury.
A jednak w tym samym czasie zdarzyło się coś, co warto odnotować, bo mówi o miejscu wiary nawet w takich miesiącach: komendantura radziecka wydała zgodę na odprawianie nabożeństw ewangelickich w miejscowym kościele.6 Co niedzielę celebrował je diakon Niehoff z Zębowa. W spustoszonej, przepełnionej uchodźcami wsi luterańskie nabożeństwo trwało dalej — w świątyni, której dni jako ewangelickiej były już policzone.
✦ ✦ ✦Wojna się skończyła, ale umieranie nie. W lipcu 1945 roku we wsi wybuchła epidemia tyfusu.6 Pod koniec sierpnia zmarł pobity wcześniej burmistrz Wilhelm Ratzke. 8 listopada 1945 roku rozpoczęły się deportacje ludności niemieckiej za Odrę — wysiedlenia, które ciągnęły się aż do listopada 1947 roku. Tak rozpadała się dawna wspólnota: ci, którzy przeżyli front, tyfus i pierwsze powojenne miesiące, byli teraz wyprawiani na zachód, a do opuszczonych gospodarstw przychodzili polscy osadnicy. Niemiecki, ewangelicki Birkow przestawał istnieć; zaczynało się polskie, katolickie Bierkowo.
Przejście nie obyło się bez kolejnej zbrodni. Wiosną 1946 roku jeden z osadników bez żadnego powodu zastrzelił dwudziestoletniego Wilfrieda Vigelahna.7 Podczas luterańskiego nabożeństwa w kościele w Zębowie diakon Niehoff potępił to zabójstwo z ambony — i za to został aresztowany na dwa miesiące, w czasie których wielokrotnie był brutalnie przesłuchiwany. 16 sierpnia 1946 roku wywieziono go do Niemiec jednym z pierwszych transportów deportacyjnych. Duchowny, który głosił nabożeństwa za zgodą zwycięzców i upomniał się o zamordowanego, sam podzielił los wysiedlonych. W tym jednym epizodzie zamyka się cała przemiana: kościół, władza, sumienie i wygnanie spotkały się w losie jednego diakona.
Bierkowo zapłaciło za wojnę wysoką cenę, którą da się policzyć. Podczas drugiej wojny światowej zginęło czterdziestu trzech mieszkańców wsi, czterdziestu siedmiu zaginęło, a trzydziestu sześciu poległo w szeregach armii niemieckiej.8 Do tego dochodzili zastrzeleni w marcu 1945 roku, zmarli na tyfus i ci, którzy nie przeżyli wysiedlenia. Mała wieś — i tak długa lista nazwisk.
✦ ✦ ✦Z Bierkowem związana jest jeszcze jedna postać, której biografia każe zatrzymać się i odważyć na ostrożność. Na tutejszym cmentarzu — a właściwie w pamięci wsi — zapisał się Willy Albrecht, urodzony 7 lipca 1907 roku w Bierkowie, zmarły 9 września 1996 roku w Bramsche w Dolnej Saksonii.9 Był niemieckim wojskowym, kapitanem rezerwy, dowódcą oddziału 734. Pułku w 104. Dywizji Strzelców. Według ustaleń Jana Wilda został on odznaczony — jako ostatni w historii, 9 maja 1945 roku — Krzyżem Rycerskim Wehrmachtu, za wyprowadzenie z okrążenia całej dywizji wojsk chorwackich, otoczonej przez oddziały Narodowej Armii Wyzwolenia Jugosławii Josipa Broza-Tity.
Tę informację trzeba podać tak, jak została zapisana w źródle — i z całą należną wstrzemięźliwością. Nie przywołujemy jej, by gloryfikować wojenne odznaczenia; przeciwnie, pojawia się ona pośród zbrodni, ucieczek i śmierci roku 1945 i tylko w tym kontekście ma sens. Co więcej, twierdzenie o „ostatnim w historii” Krzyżu Rycerskim jest wśród historyków sporne: nadanie odznaczenia w ostatnich dniach wojny nie znajduje potwierdzenia w niemieckim archiwum federalnym, a sprawa nigdy nie została rozpatrzona przez powojenne zrzeszenie kawalerów Krzyża Rycerskiego.9 Odnotowujemy więc tę postać jako część miejscowej pamięci o wsi i jej mieszkańcach — z wyraźnym zaznaczeniem, że samo odznaczenie i jego rzekoma wyjątkowość pozostają niepewne.
✦ ✦ ✦Co stało się z kościołem? Przetrwał. Świątynia, którą ewangelicy wznieśli własnymi rękami w 1911 roku, nie spłonęła ani nie została rozebrana — zmieniła wyznanie. Od 18 listopada 1945 roku, z krótką przerwą w 1947 roku, kościół w Bierkowie funkcjonuje jako świątynia rzymskokatolicka, filia parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Bruskowie Wielkim.10 Stał się domem modlitwy dla tych samych murów, ale innych ludzi i innego wyznania. Pomnik poległych w pierwszej wojnie światowej, który stał przed kościołem, służy dziś jako podstawa pod figurę Chrystusa; tablice z nazwiskami niemieckich poległych zostały otynkowane. Z dawnego wyposażenia przetrwały empory o płycinowej balustradzie z malowanymi girlandami, prospekt organowy Voelknera, ławki i kamienna chrzcielnica. Organy milczą prawdopodobnie od 1994 roku.
Niewiele dalej, na południe od dawnej zabudowy, przy drodze do Zębowa, leży cmentarz parafialny — założony w 1893 roku.11 Dziś jest czytelny już tylko dzięki rzeźbie terenu i żywotnikom, które niegdyś wyznaczały jego granice. Zachowały się kamienne postumenty nagrobków; najstarszy element to fragment żeliwnego krzyża upamiętniającego gospodarza Augusta Ratzkego, zmarłego 15 września 1899 roku — z tego samego rodu Ratzke, który mieszkał tu od stuleci i którego ostatni przedwojenny burmistrz umarł od pobicia w 1945 roku.
I tak zamyka się historia ewangelickiego Bierkowa. Wieś, w której prawie wszyscy byli luteranami, w której własną świątynię wzniesiono ze składek i własnej pracy, w ciągu jednego roku straciła swoich ludzi — jednych pod ostrzałem, innych na tyfus, jeszcze innych na wygnaniu. Kościół pozostał. Stoi do dziś, modlą się w nim katolicy, a zarosły cmentarz po drugiej stronie wsi przechowuje nazwiska tych, którzy go zbudowali. Pomorze nieraz tak traciło swoje wspólnoty — cicho, w ciągu kilku miesięcy, zostawiając po nich mury i kamienie. W Bierkowie zachowały się jeszcze daty. Warto je było przypomnieć.