Granica diecezji biegła rzeką. Parafie na lewym brzegu Łeby należały do pomorskiej diecezji kamieńskiej, te na prawym — do biskupstwa włocławskiego.1 Obaj biskupi mieli strzec tej ziemi dla Kościoła rzymskiego. Rzecz w tym, że w pokoleniu Reformacji żaden z nich się do tego nie nadawał — a kilku wręcz pomogło nowej nauce, choć każdy na swój sposób.
Zacznijmy od strony kamieńskiej, bo tu paradoks jest najostrzejszy. Bartłomiej Suawe (niem. Bartholomäus Suave) już od początku lat trzydziestych XVI wieku sprzyjał Lutrowi.2 Zajmując wysokie miejsce w pomorskiej administracji kościelnej i państwowej, był głównym organizatorem sejmu w Trzebiatowie (1534), który wprowadził luteranizm jako religię panującą w Pomorzu Zachodnim. W 1545 roku kapituła wybrała go biskupem kamieńskim — luterańskiego reformatora na katolickiej stolicy. Pod naciskiem dworu cesarskiego, dążącego do rekatolicyzacji księstwa, musiał w 1549 roku ustąpić z urzędu. Według monografii Schultza Suawe objął następnie świecki urząd starosty (Hauptmanna) Bytowa; tej ostatniej informacji nie udało się tu potwierdzić niezależnie i podaję ją za źródłem.
Jego następcą został Marcin Weiher (Martin Weiher) — urodzony w 1512 roku syn Mikołaja Weihera, starosty słupskiego, kształcony w Wittenberdze, Ingolstadcie i Bolonii.2 Był biskupem kamieńskim w latach 1549–1556 (z papieskim zatwierdzeniem w 1551 roku). Katolicy nazywali go ostatnim biskupem, ewangelicy — „biskupem luterańskim”. Formalnie się nie odłączył, uznawał powagę papieską i pozostał nieżonaty; według źródeł łebskich pragnął zachować katolicki charakter rodzinnej Łeby, która należała wprost do jego okręgu. Stał jednak w swojej diecezji samotnie i — jak trzeźwo zapisano — „nie mógł i nie chciał” przeszkodzić temu, by obrządek katolicki został całkowicie wyparty; sam żył w otoczeniu na wskroś luterańskim. Po jego śmierci biskupstwo kamieńskie stało się najpierw apanażem książąt z tytułem biskupa, potem zaś po prostu książęcą domeną. Stolica biskupia rozpłynęła się w luterańskim państwie książąt.
✦ ✦ ✦Po stronie włocławskiej historia jest inna, ale finał ten sam. Biskup Łukasz Górka (1538–1542), człowiek łagodny, nie podejmował wrogich kroków.1 Gdy przyjechał obejrzeć swoje pomorskie posiadłości, zastał wszystko już w rozkładzie — a kiedy zażądał zwrotu kościoła, dwie szlachcianki, panie von Wussow i von Wobeser, odpowiedziały mu, jak zapisano, „natrętną ironią”. Jest w tej scenie cały bilans epoki: biskup dopominający się o swoją świątynię i dwie kobiety, które kwitują to żartem.
Następcy nie poprawili sprawy. Jan Drohojowski (u Schultza „Drojewski”), biskup kujawski od 1551 roku, był jawnym sympatykiem reformy.3 Otaczał się na swoim dworze zwolennikami protestantyzmu, w 1555 roku nuncjusz papieski Lippomano przedstawił przeciw niemu piętnaście zarzutów, a w podróżach potajemnie spotykał się z działaczami Reformacji — między innymi z Maciejem Flaciusem. Współrodacy nazywali go semihaereticus — „półheretykiem” — i tylko z nazwy uważali za katolika. Zmarł w 1557 roku. Po nim przyszedł Mikołaj Wolski, który Reformacją nie zajmował się wcale — ale jedynie dlatego, że był pasterzem jeszcze mniej odpowiednim: namiętny myśliwy, oddawał się łowom nawet w święta, ku zgorszeniu swoich diecezjan.4 I to właśnie on w 1566 roku sprzedał trzy biskupie wsie — Charbrowo, Łebieniec i Osieki — rezygnując tym samym z resztek obecności biskupstwa na tej ziemi.
✦ ✦ ✦Biskupi gotowi walczyć przyszli dopiero wtedy, gdy walczyć było już prawie nie o co.4 Stanisław Karnkowski (biskup włocławski 1567–1581), zwany „drugim założycielem diecezji”, oraz jego następca Hieronim Rozrażewski (1581–1600) rozpoczęli prawdziwą Kontrreformację: sprowadzanie nienagannych duchownych, regularne kazania, katechizm, dyscyplinę kościelną, odzyskiwanie zagarniętego majątku i dochodów Kościoła. W Prusach Królewskich, zwłaszcza w mniejszych miastach, odnieśli wiele — ale na ziemi lęborskiej sukcesu prawie nie było. Gdy w 1577 roku notariusz i administrator Karnkowskiego, Kossobucki, przyjechał odzyskać osiem rzekomo wciąż katolickich kościołów, w rzeczywistości katolickie były tylko dwa. Wizytatora Rozrażewskiego w ogóle nie dopuszczono. Próba odzyskania kościoła w Gniewinie, a potem w Salinie, podjęta przez klasztornego urzędnika Bystrama, rozbiła się o czujność dziedziczki von Weiher i okolicznej protestanckiej szlachty. Po cichu, bez zgody władcy krajowego, Rozrażewski przyłączył dekanat bytowski — dotąd należący do diecezji kamieńskiej — do dekanatu lęborskiego.
Tak biskupi przegrali ziemię. Nie w bitwie, lecz w ciągu jednego pokolenia, w którym ludzie postawieni, by strzec starej wiary, kolejno: przyjmowali nową, żenili się, polowali, sprzedawali swoje wsie albo zjawiali się o pokolenie za późno. Gdy wreszcie biskup był gotów do walki, lud był już od dawna luterański, kościoły znajdowały się w rękach patronów, a biskupiego wizytatora można było zawrócić od progu. Trzeba było dopiero roku 1637 — i polskiego króla, nie biskupa — by kościoły, choć już nie ludzi, na krótko przywrócić Rzymowi.