Dziś Słonowice — niemiecki Groß Schlönwitz — to spokojna wieś w gminie Kobylnica, na południowy zachód od Słupska, licząca niewiele ponad stu mieszkańców.1 Stoi w niej stary, ceglany kościół, dawniej ewangelicki, dziś rzymskokatolicki; obok cmentarz, którego pierwotne założenie sięga XV wieku. Nic w tym krajobrazie nie zdradza, że pod koniec lat trzydziestych XX wieku ta uboga, rolnicza miejscowość stała się jednym z ośrodków chrześcijańskiego oporu wobec nazizmu — i że na tutejszej plebanii zatrzymywał się człowiek, którego nazwisko dziś znają teolodzy na całym świecie. Tym człowiekiem był ksiądz doktor Dietrich Bonhoeffer.
Aby zrozumieć, jak głos światowej teologii trafił do pomorskiej wsi, trzeba cofnąć się do walki, która w latach trzydziestych rozdarła niemiecki protestantyzm — i którą historia nazwała „walką Kościołów”.
✦ ✦ ✦Po dojściu Adolfa Hitlera do władzy w 1933 roku narodowy socjalizm dążył do podporządkowania sobie wszystkich instytucji życia społecznego — także Kościołów. Z protestantyzmem było jednak trudniej niż z innymi: nie miał on jednolitej, scentralizowanej struktury, którą można by przejąć jednym dekretem.2 Narzędziem nazyfikacji stał się ruch tak zwanych Niemieckich Chrześcijan (Deutsche Christen) — frakcja, która głosiła pochwałę rasizmu i antysemityzmu, chciała „oczyścić” chrześcijaństwo z jego żydowskich korzeni i żądała wprowadzenia do Kościoła „paragrafów aryjskich”, wykluczających z urzędu duchownych pochodzenia żydowskiego. Hitler ustanowił nawet urząd „biskupa Rzeszy” (Reichsbischof), powierzając go księdzu Ludwigowi Müllerowi.
Te działania były nie do pogodzenia z całą tradycją ewangelicką, i część duchownych oraz świeckich powiedziała im stanowcze „nie”. Z protestu wyrósł najpierw Ruch Młodoreformacyjny, a potem coś znacznie poważniejszego. W dniach od 29 do 31 maja 1934 roku w Barmen (dziś dzielnica Wuppertalu) zebrał się synod wyznaniowy, na którym powołano do życia Kościół Wyznający — niem. Bekennende Kirche — jako opozycję wobec upaństwowionego „Kościoła Rzeszy”.3 Jego doktrynalnym fundamentem stała się Deklaracja teologiczna z Barmen, której głównym autorem był szwajcarski teolog reformowany Karl Barth. Deklaracja odrzucała podporządkowanie Kościoła państwu i odmawiała uznania Hitlera za przywódcę, któremu winna jest posłuszeństwo wspólnota wierzących — bo jedynym Panem Kościoła jest Jezus Chrystus.
Wśród twórców i przywódców tej opozycji byli teolodzy luterańscy — między innymi ksiądz Martin Niemöller — oraz młody, niespełna trzydziestoletni duchowny, który zdążył już studiować w Tybindze, Berlinie i Nowym Jorku, obronić doktorat z eklezjologii i odbyć wikariaty w Barcelonie i Londynie: Dietrich Bonhoeffer.4
✦ ✦ ✦Kościół Wyznający potrzebował własnych duchownych — kształconych z dala od nazistowskiej kurateli. W 1935 roku Bonhoeffer założył i objął kierownictwo seminarium kaznodziejskiego w Finkenwalde, dzisiejszych Zdrojach na obrzeżach Szczecina.4 To tam powstała wspólnota, którą później opisał w głośnej książce „Życie wspólne” (Gemeinsames Leben) — dom modlitwy, studium Pisma i braterskiej dyscypliny, w którym przyszli pastorzy uczyli się wierności Ewangelii. Seminarium działało jednak na granicy prawa, a po wprowadzeniu przez władze kolejnych zakazów — całkowicie nielegalnie. Jesienią 1937 roku gestapo zamknęło Finkenwalde.
Bonhoeffer się nie poddał. Zaledwie kilka tygodni później wznowił pracę ze studentami w nowej, zakonspirowanej formie — tak zwanych wikariatów zbiorczych (Sammelvikariate).5 Pomysł był prosty i przebiegły zarazem: skoro nie wolno prowadzić seminarium, to kandydatów na duchownych przydziela się formalnie jako wikariuszy do konkretnych parafii, a nauka toczy się dyskretnie na plebanii. Z zewnątrz wyglądało to jak zwyczajna posługa parafialna; w istocie było ciągiem dalszym nielegalnej szkoły kaznodziejskiej. Pracę zorganizowano w dwóch ośrodkach Pomorza Tylnego: w Koszalinie oraz w Słonowicach, na terenie diecezji (superintendentury) sławieńskiej.
W Słonowicach studium nadzorował Eberhard Bethge — najbliższy przyjaciel Bonhoeffera, jego późniejszy biograf i wydawca słynnych więziennych listów „Opór i poddanie”. Pełnił rolę inspektora studiów, na miejscu, na co dzień. Bonhoeffer zaś dzielił tydzień między dwa ośrodki: pierwszą połowę zwykle spędzał w Koszalinie, drugą połowę i weekend — w Słonowicach, gdzie urządził bibliotekę i prowadził biuro.5 Z Koszalina do Słonowic było około sześćdziesięciu kilometrów; tę trasę pokonywał regularnie. Oficjalnie Bonhoeffer występował jako asystent miejscowego proboszcza — i właśnie ten pozór pozwalał całemu przedsięwzięciu trwać. Każdy z kursów gromadził do dziesięciu seminarzystów.
✦ ✦ ✦To, że nielegalne seminarium mogło działać w Słonowicach, było zasługą kilku odważnych ludzi — i jednego gościnnego proboszcza. Działalność wspierał superintendent sławieński ksiądz Eduard Block oraz ksiądz Paul Holtz, proboszcz ze Sławska. Głównym gospodarzem udostępnianych seminarzystom budynków był jednak ksiądz Erwin Schütz — początkowo wikariusz, później samodzielny proboszcz parafii w Słonowicach.6 To on oddał plebanię Bonhoefferowi i młodym teologom; gościł ich, dopóki — jak zanotowano — sam się nie ożenił.
Schütz był pod wieloma względami wzorcowym duchownym Kościoła Wyznającego: biblijnym w głoszeniu, gościnnym, troskliwym, odważnym. Bonhoeffer wielokrotnie słuchał jego kazań i chwalił ich solidne, oparte na Piśmie przesłanie; cenił też jego pracę katechetyczną z dziećmi i miłość do ludzi w każdym wieku.6 Według Wilda — za historykami z Europy i Stanów Zjednoczonych — to ciche, wiejskie miejsce „pokazało światu, jak Bóg może działać w dowolnym miejscu”: gościnny, spowiadający pastor głosił biblijne kazania, mała grupa słuchaczy uczyła się i służyła wspólnie, a tutejszy zbór wzrastał w wierze i liczebności, pomagając przy tym młodym kaznodziejom w nauce. Tak wyglądał chrześcijański opór w jego najskromniejszej, codziennej postaci — bez gestów i deklaracji, za to z wytrwałością.
✦ ✦ ✦Seminarium nie pozostało w Słonowicach na zawsze. Bonhoeffer prowadził tu zakonspirowaną naukę — udając asystenta proboszcza — od jesieni 1938 do wiosny 1939 roku; studiowały tam kolejno grupy wikariuszy.4 W tym czasie zorganizowano w rejonie sławieńskim pięć kursów semestralnych. Trzy odbyły się jeszcze w Słonowicach: kurs szósty (zimowy), siódmy (letni) i ósmy (zimowy). Dwa ostatnie — dziewiąty (letni) i dziesiąty (zimowy), na przełomie 1939 i 1940 roku — przeniesiono do Sigurdshof, czyli do leśniczówki w dzisiejszym Wyszkowie obok Tychowa, w posiadłości Ewalda von Kleista.7
Był to już czas wojny. Niemcy najechały Polskę 1 września 1939 roku; świat, w którym dyskretne seminarium mogło jeszcze udawać zwyczajną parafię, kurczył się z miesiąca na miesiąc. Dziesiąty kurs — ostatni w całej historii seminaryjnej pracy Bonhoeffera — przeżył surową zimę 1939/1940 w Sigurdshof: Bonhoeffer, Bethge i ośmiu kandydatów do służby kaznodziejskiej żyli i uczyli się razem.8 W połowie marca 1940 roku tajna policja państwowa przerwała ten kurs i zamknęła ośrodek. Tym samym dobiegło końca dzieło, które Bonhoeffer prowadził nieprzerwanie od Finkenwalde — przez Koszalin i Słonowice — aż po leśniczówkę pod Tychowem.
✦ ✦ ✦Dalsze losy bohaterów tej opowieści naznaczyła wojna i jej okrucieństwo. Ksiądz Erwin Schütz, gościnny proboszcz ze Słonowic, urodzony w 1907 roku syn wiejskiego nauczyciela, został wcielony do wojska. Zginął jako podoficer — feldfebel — pułku grenadierów na froncie wschodnim, pod Leningradem, 2 maja 1942 roku.6 Osierocił żonę Wiltrud, którą poślubił na przełomie lutego 1939 roku, oraz dwie maleńkie córki. W Słonowicach zastąpił go inny duchowny Kościoła Wyznającego, ksiądz Otto Range. Wielu seminarzystów ze Słonowic również nie przeżyło wojny.
Sam Dietrich Bonhoeffer poszedł drogą najtrudniejszą. Przeszedł od chrześcijańskiego pacyfizmu, z którym zetknął się w Nowym Jorku, do świadomego udziału w konspiracji — współpracował z organizatorami zamachu na Hitlera. Aresztowany, więziony, ostatecznie został stracony na osobisty rozkaz Hitlera w obozie koncentracyjnym we Flossenbürgu 9 kwietnia 1945 roku, na kilka tygodni przed końcem wojny.4 Urodził się 4 lutego 1906 roku we Wrocławiu; zginął w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Pozostawił po sobie książki, które do dziś kształtują chrześcijańską myśl — „Naśladowanie”, „Życie wspólne”, „Opór i poddanie” — oraz słowa pieśni „Von guten Mächten” („Ufnym, otoczony dobrą mocą”), napisanej w więzieniu, śpiewanej dziś w wielu Kościołach.
A Słonowice? Po 1945 roku kościół przejęli katolicy, ewangelicki zbór przestał istnieć, dawne nazwiska zatarły się na cmentarzu. Pozostała jednak pamięć — i ona każe spojrzeć na tę zwyczajną wieś inaczej. Bo było to miejsce, w którym garstka ludzi, w cieniu wszechobecnego strachu, uznała, że Bogu trzeba być posłusznym bardziej niż ludziom. Pomorze ma wiele takich cichych miejsc. To jedno z nich światu pokazało, jak wygląda wierność.