Bruskowo Wielkie i Swołowo to dwie sąsiednie wsie pod Słupskiem, niegdyś jedna parafia ewangelicka, dziś jedna parafia rzymskokatolicka. Parafia ewangelicka w Bruskowie Wielkim należała do synodu (diecezji) Słupsk Miasto, skupiała mieszkańców Bruskowa Małego i Wielkiego oraz Wierzbięcina, a w Swołowie miała swój filiał, obejmujący opieką duszpasterską samo Swołowo i część Krzemienicy.1 Prawo patronatu — w tym prawo powoływania proboszcza — przysługiwało tu kolejno władzom państwowym: pomorskim, pruskim, wreszcie niemieckim. To z pozoru drobny szczegół, ale właśnie on tłumaczy, dlaczego losy obu świątyń splotły się z losami państwa, które nimi rządziło.
Zacznijmy od Swołowa, bo jest starsze i dziś bardziej znane. Wieś bywa nazywana „stolicą krainy w kratę”: stoją tu jedne z najpiękniejszych na Pomorzu zagród szachulcowych, czarno-białe, kratownicowe domy, które ściągają fotografów i malarzy.2 Pośrodku tej osobliwej, owalnej wsi, rozłożonej wokół płynącego środkiem strumienia, stoi niewielki kościół. Pierwsze wzmianki o Swołowie sięgają początku XIII wieku, gdy wieś nadano joannitom — zakonowi rycerskiemu szpitalników świętego Jana, rezydującemu w pobliskim Sławnie — i pozostawała ona ich własnością przez blisko dwieście lat.3 To właśnie joannici wznieśli tutejszą świątynię.
✦ ✦ ✦Kościół filialny w Swołowie, z zachowanymi do dziś elementami gotyckimi, pochodzi z przełomu XIV i XV wieku. Ten ceglany obiekt posadowiono na kamiennym fundamencie. Od strony zachodniej wznosi się wieża z czworobocznym hełmem, zwieńczonym kulą i chorągiewką z datą 1618. W wieży wiszą dwa dzwony pochodzące ze znanych pomorskich warsztatów ludwisarskich: jeden z 1764 roku, z odlewni Johanna Meyera z Kołobrzegu, drugi z 1788 roku — J. M. Meyera ze Szczecinka.1 Świątynia nie pozostała przez wieki niezmieniona. Pomiędzy rokiem 1867 a 1893 została rozbudowana: rozebrano wówczas gotycką ścianę szczytową i ryglowe przybudówki przy ścianie południowej, nawę przedłużono w kierunku wschodnim o około trzy metry i poszerzono ku południowi, postawiono nową ścianę szczytową z absydą w stylu neogotyckim. W powiększonej części nawy zbudowano empory oparte na słupach stojących w miejscu dawnej ściany, zmieniono kształt dachu, okna przebudowano na ostrołukowe, a ściany pokryto tynkiem. Tak gotycki kościół joannitów otrzymał w XIX wieku neogotycką szatę — co potwierdzają i niezależne opisy zabytku.3
Wokół kościoła, otoczonego kolistym murem z kamieni, przez wieki rozciągał się ewangelicki cmentarz. Do roku 1945 wszyscy mieszkańcy wsi byli ewangelikami. A jednak w swołowskim kościele przetrwało jego najstarsze, ewangelickie wnętrze: czternastowieczne empory i drewniany prospekt organowy oraz sześcioboczna chrzcielnica ze zdobieniami w formie kwiatów, ze sceną chrztu w Jordanie i łacińskim napisem Hic filius meus dilectus — „To jest mój Syn umiłowany”.1 Dziś jest to kościół filialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przynależny do parafii rzymskokatolickiej w Bruskowie Wielkim.
✦ ✦ ✦Drugi z kościołów — w Bruskowie Wielkim — jest znacznie młodszy, a jego historia inaczej rozkłada akcenty: tutaj ciągłość miejsca przerywa nagłe zerwanie. Wzmianki o pierwszym, historycznie potwierdzonym, drewnianym kościele pochodzą z roku 1490. Obecna świątynia — neoromański kościół parafialny — została wybudowana przez ewangelików w 1863 roku na miejscu starego.1 Ma jednonawowy korpus z węższym, zamkniętym trójbocznie prezbiterium i dobudówkami mieszczącymi dwie zakrystie; wieża, postawiona od południowego zachodu w narożniku nawy, nakryta jest ceglanym hełmem i wyróżnia się indywidualnym rozwiązaniem architektonicznym. Walory budowli podnosi staranna, urozmaicona stolarka drzwiowa z motywem maswerku, a wyposażenie wnętrza — empory i opracowane z dbałością ławki — nawiązuje do form romańskich, tworząc wraz z architekturą jednorodną, oryginalną całość.
To był kościół na wskroś ewangelicki, i to wsi niemal w całości ewangelickiej: jeszcze do 1945 roku luteranie stanowili tu 97,9 procent mieszkańców, a w 1940 roku parafia skupiała 1238 pełnoprawnych zborowników.1 W wieży kościelnej wisiały dwa dzwony. Jeden — z herbem Zakonu Krzyżackiego i wizerunkiem twarzy Jezusa Chrystusa. Drugi — z roku 1594. To z jego losami wiąże się dalsza część tej opowieści.
✦ ✦ ✦Po roku 1945 niemiecka, ewangelicka ludność Bruskowa opuściła swoje strony — wysiedlona, uciekająca, wyrzucona przez wojnę, jak miliony mieszkańców dawnych wschodnich prowincji. Dzwon z 1594 roku trafił po wojnie do Friesenheim w Nadrenii Północnej-Westfalii, tam, gdzie zamieszkało wielu przedwojennych parafian z Bruskowa.1 Wspólnota, która straciła wieś, zabrała ze sobą głos swojego kościoła, by w nowym miejscu nadal go słyszeć.
Cennym obiektem dawnego kościoła był także witraż okienny z herbem i opisem ewangelickiego biskupa kamieńskiego, księcia Ernsta Bogusława von Croy.1 To postać nieprzypadkowa. Ernst Bogusław von Croy (1620–1684) był luterańskim administratorem biskupstwa kamieńskiego i ostatnim — po kądzieli — potomkiem rodu Gryfitów, książąt, którzy rządzili Pomorzem przez kilka stuleci.4 Jego herb w oknie wiejskiego kościoła przypominał, że luteranizm nie był na tej ziemi czymś obcym, lecz wyznaniem samych książąt pomorskich.
Po II wojnie światowej kościół w Bruskowie Wielkim przejęli katolicy; nosi dziś wezwanie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.1 Wnętrze utraciło już empory — charakterystyczne dla świątyń budowanych przez protestantów, dające miejsce całej gminie wokół ambony i ołtarza. W miejscu dawnego cmentarza ewangelickiego powstało natomiast lapidarium, na którym zgromadzono pozostałości starych nagrobków — kamienny ślad po tych, którzy tu przez pokolenia żyli, modlili się i zostali pochowani.
✦ ✦ ✦Z tą parafią wiąże się jeszcze jedna postać. W Bruskowie Wielkim urodził się 17 marca 1675 roku Peter Laurentius Wockenfuss — niemiecki kantor i kompozytor doby baroku, który w swojej muzyce łączył zwroty z Biblii z pieśniami kościelnymi.5 Był synem tutejszego luterańskiego proboszcza, księdza Christiana Wockenfussa; po śmierci ojca, od szóstego roku życia, wychowywał go szwagier, ksiądz Johann Rüdiger. Wockenfuss ukończył szkołę miejską w Słupsku, studia odbył w Ratyzbonie, a od 1708 roku aż do śmierci w 1721 roku był głównym kantorem kościoła świętego Mikołaja w Kilonii — co potwierdzają także niezależne źródła muzykologiczne.5 Z plebanii w pomorskiej wsi wyszedł więc kantor jednego z ważniejszych kościołów ówczesnej Rzeszy.
Listę ewangelickich proboszczów parafii w Bruskowie Wielkim — obejmującej również filiał w Swołowie — da się odtworzyć dość dokładnie: byli to kolejno księża Joachim Schwichtenberg, Johann Hoppe, Johann Pauli, Christian Wockenfuss (ojciec kantora), Johann Rüdiger, Peter Friedrich Bilang, David Dimpel, Georg Albrecht Göttel, Johann Friedrich Schall, Florian David Hamilton, Georg Heinrich Pitsch, Siegismund Immanuel Christian Jensen, Franz Eduard Theodor Blaurock, Ernst Hermann Fuchs, Hermann Ludwig Albert Ristow i Heinrich Runkel.1 Te nazwiska — niemieckie, łacińskie, jedno nawet szkockie z brzmienia (Hamilton) — to galeria duszpasterzy, którzy przez stulecia służyli słowem dwóm wiejskim kościołom.
✦ ✦ ✦Ta historia nie kończy się jednak na zerwaniu. Na jednym z dawnych cmentarzy swołowskich od kilku lat organizowane są spotkania ekumeniczne z udziałem proboszczów: rzymskokatolickiego z Bruskowa Wielkiego i ewangelicko-augsburskiego ze Słupska.1 Tam, gdzie wojna i powojenne przesiedlenia rozdzieliły dziedzictwo, dwaj duchowni różnych Kościołów spotykają się dziś nad grobami dawnych mieszkańców na wspólnej modlitwie.
Bruskowo i Swołowo pokazują dwie drogi pomorskiego dziedzictwa. W Swołowie zachowała się ciągłość rzeczy: gotyckie empory joannitów, drewniany prospekt organowy i chrzcielnica z napisem o umiłowanym Synu przetrwały pod jednym dachem, choć dach zmienił wyznanie. W Bruskowie doszło do zerwania i wędrówki: dzwon w Nadrenii, witraż gryfickiego biskupa, lapidarium z resztek nagrobków, parafianie rozproszeni po obcej ziemi. Obie wsie są częścią prawdy o tej krainie. Świątynie służą dziś katolickim sąsiadom, ale warto wiedzieć, czyje ręce kładły te cegły, czyje głosy śpiewały pod tymi emporami i dokąd, odchodząc, zabrali ze sobą swój dzwon.