Bytowianie poznali naukę księdza doktora Marcina Lutra wcześnie — i nie z drugiej ręki. Małe miasto na pograniczu Kaszub i Pomorza utrzymywało żywe kontakty z Gdańskiem i Słupskiem, dwoma znaczącymi ośrodkami reformacji w tej części Europy, więc nowe idee dotarły tu niemal od razu.1 Kurt Meyer, dziejopis bytowskiego ewangelicyzmu, wymienia księdza Gürgena Polzina jako luterańskiego pastora Bytowa już około 1530 roku. Postępy reformacji przyspieszył rok 1549, kiedy — według niektórych źródeł — starostą bytowskim został Bartłomiej Suawe, pierwszy ewangelicki biskup kamieński. Informację o objęciu przez Suawego świeckiego urzędu starosty Bytowa podaje część literatury (za monografią Schultza), nie udało się jej jednak potwierdzić niezależnie — należy ją traktować ostrożnie. W 1551 roku zaprzestano płacić dziesięcinę Kościołowi katolickiemu, a na wzgórzu za miastem wzniesiono pierwszy ewangelicki kościół. Sześć lat później, w 1557 roku, ewangelicka rada miejska przejęła główną farę miasta — gotycki kościół świętej Katarzyny — i tam oficjalnie zalegalizowano nabożeństwa luterańskie.
Reformacja w Bytowie nie była więc gwałtownym przewrotem narzuconym z góry, lecz procesem, który dojrzewał w mieszczańskich głowach przez całe pokolenie. Ale spokój okazał się pozorny. Już u progu nowej epoki rozgorzał spór, który zaważy na całych dziejach bytowskiego zboru — spór o to, kto ma prawo wskazywać miastu jego pastora.
✦ ✦ ✦Bytów leżał w ziemi lęborsko-bytowskiej, na styku władztwa pomorskich książąt z dynastii Gryfitów i Korony Polskiej, której ten obszar był lennem. Z tego pogranicznego położenia wziął się konflikt: Gryfici uważali, że to oni mają obsadzać probostwo, a rada miejska upierała się, że prawo powoływania ewangelickiego proboszcza należy do niej.1 Spór ciągnął się latami i — co dla tej historii znamienne — rozstrzygnął go nie kościelny synod ani książęcy dekret, lecz król Zygmunt August. W 1570 roku monarcha polski orzekł na korzyść władz miejskich. Mieszczanie Bytowa sami mieli odtąd wybierać sobie duszpasterza.
Lista tych duszpasterzy ciągnie się przez ponad cztery wieki — od księży Johanna Kluge i Joela Poltzina, przez Szymona Krofeya, Laurentiusa Fischera, Jacoba Hewelkego, aż po Heinricha von Baera i Johannesa Alberta Hoheisela, ostatnich pastorów posługujących do roku 1945.1 Pierwsza ewangelicka wizytacja kościelna odbyła się w Bytowie w 1560 roku; wizytacje miały zinwentaryzować majątek kościelny i uporządkować sprawy finansowe. W ślad za ordynacją kościelną Jana Bugenhagena z 1535 roku zaczęły też powstawać i reorganizować się szkoły — i jednej z nich Bytów zawdzięcza swoje miejsce w dziejach kultury całych Kaszub.
✦ ✦ ✦Nauczycielem bytowskiej szkoły, pisarzem miejskim i wreszcie luterańskim proboszczem był ksiądz Szymon Krofey — Kaszub, syn wolnego sołtysa z pobliskiego Dąbia, urodzony około 1545 roku.2 Studiował w Wittenberdze i Królewcu, w 1569 roku został diakonem, a w latach 1579–1590 stał na czele bytowskiej parafii. Luteranizm głosił prawo każdego człowieka do samodzielnego czytania Pisma Świętego — ale prawo to pozostawało martwą literą, dopóki wierni nie mieli Biblii i ksiąg nabożnych w języku, który rozumieli. Dla słowiańskiej, kaszubskiej ludności Pomorza takich ksiąg nie było. Krofey postanowił to zmienić.
Przetłumaczył na język polski „Mały katechizm” Marcina Lutra, a w 1586 roku wydał w Gdańsku, w drukarni Jakuba Rhodego, kancjonał — zbiór dziewięćdziesięciu sześciu pieśni przełożonych z niemieckiego, do których dodał pieśni polskie, modlitwy i jedenaście psalmów.2 Karta tytułowa nosiła słowa: „Duchowne piesnie D. Marcina Luthera y ynszich naboznich męzow. Z niemieckiego w Sławięsky ięzik wilozone Przes Szymana Krofea sługe słowa Bozego W Bytowie”. To pozornie skromne wydawnictwo dla wiejskich zborów jest dziś uznawane za najstarszy zachowany druk w języku kaszubskim — pierwociny całego kaszubskiego piśmiennictwa.3 Jedyny ocalały egzemplarz odnaleziono w 1896 roku na plebanii w Smołdzinie pod Słupskiem; dziś przechowuje go biblioteka uniwersytecka w Greifswaldzie. Z bytowskiej szkółki przy kościele na wzgórzu wyszło zatem coś, co przetrwało swojego autora o cztery stulecia: dowód, że mowa kaszubska jest godna druku i modlitwy.
Krofey nie był w tym dziele osamotniony. Za pierwociny literatury kaszubskiej uważa się przekłady z niemieckiego dokonane przez pomorskich duchownych luterańskich — obok Krofeya wymienia się księdza Michała Mostnika.1 Polszczyzna trzymała się w bytowskim zborze długo: Biblia w języku polskim mogła tu zagościć po 1632 roku, gdy ukazała się „Biblia Gdańska”, a wcześniej, od 1606 roku, posługiwano się gdańskim wydaniem Nowego Testamentu. Polskojęzyczne kazania rozbrzmiewały w kościele na Górce i w okolicznych kaplicach jeszcze przez dwa stulecia, słabnąc dopiero pod naciskiem napoleońskich wojen i antypolskiej atmosfery XIX wieku, aż ostatecznie umilkły w 1859 roku.
✦ ✦ ✦Najtrudniejszy rozdział bytowskich dziejów przypada na pierwszą połowę wieku XVII. W latach 1637–1657 podejmowano tu próby przymusowej rekatolicyzacji, której narzędziem był doktor Mateusz Jan Judycki.1 Rada miejska i mieszczanie stawili opór, lecz nacisk okazał się silniejszy od ich woli. Nabożeństw luterańskich w farze świętej Katarzyny zaprzestano około końca 1642 roku — prawdopodobnie po zbrojnej interwencji wojewody chełmińskiego. To jeden z tych momentów, w których trzeba zachować historyczną uczciwość i nie obciążać przeszłości miarą dzisiejszych pojęć: użycie siły w sporach wyznaniowych było tragedią epoki, w której granica między wiarą a polityką niemal nie istniała, a obie strony — katolicka i protestancka — sięgały po przymus, gdy tylko miały po temu władzę. Konfesyjne wojny XVII wieku raniły całą Europę; Bytów był ich małym, lokalnym odbiciem.
Przymusowa rekatolicyzacja przyniosła Kościołowi luterańskiemu straty w majątku, lecz — co warto odnotować — nie odebrała mu wiernych.1 Pozbawieni fary mieszczanie odprawiali nabożeństwa w Bramie Słupskiej i wybudowali oratorium na piętrze ratusza, a w rękach ewangelickich pozostał kościół na Górce. Od 1658 roku zaczął się okres odbudowy struktur — powoływania nowych pastorów, organizowania na nowo zborów. W 1662 roku utworzono w Bytowie osobny ewangelicki podkonsystorz dla starostwa lęborsko-bytowskiego. Z czasem parafia rozrosła się tak dalece, że po I wojnie światowej podzielono ją na zbory: zachodni przy kościele świętego Jerzego, wschodni przy kościele Elżbiety oraz wiejski wokół kościoła Gustawa Adolfa w Niezabyszewie. W roku 1939 sam tylko zbór zachodni liczył 5729 parafian, a wschodni 5459 — Bytów był wówczas miastem na wskroś ewangelickim.
✦ ✦ ✦Trzy świątynie znaczyły topografię tego ewangelickiego miasta. Najstarszą był gotycki kościół świętej Katarzyny z pierwszej połowy XIV wieku — świątynią luterańską od co najmniej 1557 roku.1 W ciągu wieków wielokrotnie go niszczono i odbudowywano; po spustoszeniach wojny północnej odbudowano go w 1716 roku jako jednonawowy, z wieżą i barokowym wyposażeniem. Spłonął w 1945 roku. W 1964 roku zrekonstruowano jego wieżę, która dziś, pod nazwą Gotyckiej Wieży świętej Katarzyny, jest oddziałem Muzeum Zachodniokaszubskiego.
Drugą był neoromański kościół Elżbiety, wzniesiony w latach 1847–1854 według projektu Friedricha Augusta Stülera, na wzór berlińskiego kościoła apostoła Mateusza — trójnawowa hala z wysoką, kwadratową wieżą zwieńczoną stożkowym hełmem.1 Aż do 1945 roku służył jako ewangelicki kościół imienia Elżbiety (niem. Elisabethkirche); po wojnie przejęli go katolicy, którzy — i tu kryje się drobny paradoks tej ziemi — zmienili jego wezwanie na świętej Katarzyny, przenosząc niejako patronkę spalonej fary pod nowy dach. Na uwagę zasługują jego empory, organy z 1854 roku i dwa dzwony z lat 1820–1821, ufundowane przez króla Fryderyka Wilhelma III.
Trzecią — i dla naszej opowieści najważniejszą — był kościół Jerzego na Górce, popularnie zwany „kościołem na Górce” (niem. Bergkirche). Stał na wzgórzu, w miejscu drewnianej kaplicy prywatnej z około 1470 roku, ufundowanej przez burmistrza Nikolausa Blome i jego żonę Gertrudę.1 Ewangelicy postawili tu swój kościół już w 1551 roku, a po zniszczeniach huraganu odbudowali go w latach 1675–1685 jako murowaną świątynię o charakterystycznym, czterospadowym dachu z gontu i małą wieżyczką pośrodku. W okresie kontrreformacji prawo do tej świątyni było — jak zapisał dziejopis — „skutecznie bronione”, dzięki czemu nieprzerwanie należała do ewangelików. Nazywano ją też Kościołem Kaszubskim, bo to tu rozbrzmiewały kazania w języku polskim, a wśród głoszących je diakonów był sam Szymon Krofey.
✦ ✦ ✦Rok 1945 odwrócił cały dotychczasowy porządek. Zakończenie wojny przyniosło diametralną zmianę wyznaniowego krajobrazu Bytowa: dominujący liczebnie ewangelicy opuścili ziemię bytowską albo zostali z niej przymusowo wysiedleni.4 Tych, którzy pozostali, traktowano jako „zniemczonych autochtonów” — z zakazem zakładania szkół z niemieckim językiem nauczania i odprawiania nabożeństw po niemiecku. Wokół niewielkiej, kurczącej się garstki wiernych rozpoczęła się powojenna szamotanina o duszę i o mury opuszczonych świątyń.
Sytuację wykorzystał Kościół Metodystyczny, posyłając na Pomorze swoich pastorów.4 Przekonywali oni autochtonów, że ich Kościół bliższy jest dawnemu pomorskiemu Kościołowi unijnemu niż wybitnie luterański Kościół ewangelicko-augsburski; w swojej pracy upodobnili się zresztą do ewangelickiego obyczaju — obchodzili Komunię Świętą i przyrzeczenie konfirmacyjne podobnie, posługiwali się katechizmami Lutra, a duchowni nosili ewangelickie stroje liturgiczne. Mimo to metodystyczna sieć parafialna nigdy nie osiągnęła na Pomorzu takich rozmiarów jak na Mazurach — między innymi dlatego, że zdecydowanie luterańska świadomość tutejszych ewangelików okazała się trudna do przełamania. W Bytowie powstał jednak ośrodek metodystyczny, który skupił początkowo około osiemdziesięciu wiernych, głównie narodowości niemieckiej. Oddano im w użytkowanie kościół Jerzego na Górce.
✦ ✦ ✦Dalsze losy świątyni na wzgórzu są smutną kroniką wyludniania i niszczenia. W latach pięćdziesiątych kościół był notorycznie dewastowany — wandale wybijali szyby. Starając się go ratować, metodystyczny pastor wystąpił o uznanie go za zabytek, co nastąpiło 19 marca 1960 roku.4 Wtedy metodyści postanowili wprowadzić się na stałe i w latach 1964–1965 przeprowadzili remont. Na nic to się jednak zdało: kolejne fale emigracji do Niemiec Zachodnich, zwłaszcza po 1970 roku, sprawiły, że zbór się wyludniał — w 1972 roku liczbę wiernych w całym powiecie szacowano już tylko na dziesięć osób. Świątynia popadała w ruinę, wykradano z niej rzeźby, wyłamywano drzwi. Ocalałe elementy wyposażenia — ławę kolatorską z wizerunkami trzech ewangelistów, chrzcielnicę z XVIII wieku, epitafia z lat 1685 i 1728 — przeniesiono jako depozyt do muzeum w Bytowie.
W końcu, gdy budynek groził zawaleniem, metodyści sprzedali go 18 października 1982 roku Kurii Biskupiej w Koszalinie, a ta przekazała kościółek grekokatolikom.4 I tak świątynia, którą ewangelicy wznieśli w XVI wieku i w której Krofey głosił kaszubskie kazania, otrzymała nowych gospodarzy — ukraińskich grekokatolików, przesiedlonych na Pomorze po akcji „Wisła” w 1947 roku. Po gruntownej przebudowie z lat osiemdziesiątych dawny Bergkirche stał się cerkwią greckokatolicką świętego Jerzego, z ikonostasem i kopułą w stylu bizantyńskim, poświęconą 28 października 1989 roku.5 Dziś służy parafii obrządku wschodniego przy ulicy kardynała Josyfa Slipego — innemu wyznaniu, innym ludziom, ale wciąż jako dom modlitwy.
✦ ✦ ✦Pamięć o ewangelickim Bytowie nie zaginęła — i co istotne, jej przywracanie odbywało się w duchu pojednania. W czerwcu 1992 roku na dawnym kościele Jerzego, już w rękach grekokatolików, odsłonięto pamiątkową tablicę poświęconą wybitnemu duszpasterzowi bytowskiemu, księdzu Szymonowi Krofeyowi.4 Dwa lata później, 9 lipca 1994 roku, na dawnym cmentarzu ewangelickim przy ulicy Miłej odsłonięto — z udziałem administratora słupskiej parafii ewangelicko-augsburskiej — dwujęzyczny pomnik „Pamięci zmarłym z ziemi bytowskiej”. A 30 kwietnia 2019 roku na innym dawnym cmentarzu ewangelickim, przy kościele na Górce, odbyło się ekumeniczne spotkanie z udziałem proboszcza parafii w Słupsku, podczas którego poświęcono lapidarium i figurę świętego Jerzego.
Pastorzy tego późnego, ginącego zboru byli tułaczami: dojeżdżali ze Słupska albo z daleka, posługiwali garstce wiernych w wynajętych salach i cmentarnych kaplicach, odprowadzając do grobu kolejnych, którzy nie wyjechali. W latach 1979–1992 działała w Bytowie Stacja Kaznodziejska Polskiego Zboru Ewangelickiego ze Słupska, a w pierwszej dekadzie XXI wieku miasto bywało jedną z siedzib diasporalnej grupy Kościoła Ewangelicko-Reformowanego „Bytów – Gdańsk – Sopot”. Dziś nieliczni ewangelicy z Bytowa, Jasienia, Niezabyszewa i okolic należą do słupskiej parafii ewangelicko-augsburskiej.4
Pozostały po tym wszystkim trzy świątynie i jedna góra. Fara świętej Katarzyny — dziś muzealna wieża. Kościół Elżbiety — dziś katolicka świątynia pod wezwaniem tej samej Katarzyny, która spłonęła w farze. I kościół na Górce — dziś greckokatolicka cerkiew świętego Jerzego, w której zamiast luterańskich chorałów rozbrzmiewa wschodni śpiew. Można w tym widzieć kres ewangelickiego Bytowa. Ale można i inaczej: że te mury, raz poświęcone modlitwie, modlitwie pozostały wierne, choć zmieniły się usta, które ją wznoszą. A nad nimi wszystkimi czuwa pamięć o kaszubskim pastorze, który czterysta lat temu uznał, że Bóg zechce słuchać także mowy prostych ludzi z bytowskich wsi — i dał im na to pierwszą drukowaną książkę.