Na Pomorzu są miejsca, w których protestantyzm mówił po kaszubsku. Dziś może to dziwić — kaszubszczyznę kojarzymy z katolicką pobożnością Kościerzyny i Kartuz — ale na ziemi słupskiej, w pasie wsi rozsianych między jeziorem Łebsko a doliną rzeki Łeby, przez całe stulecia z luterańskich ambon padały kazania w mowie kaszubskiej.1 Trzy z tych wsi — Cecenowo, Pobłocie i Wolinia, dziś w gminie Główczyce — składają się na jedną opowieść: o gasnącym języku, o pastorze, który próbował go ocalić dla nauki, o szlacheckim rodzie, który zrósł się z tą ziemią, i o marcu 1945 roku.
Cecenowo, po niemiecku Zezenow, to wieś o starym rodowodzie — wymieniona po raz pierwszy już w 1229 roku.2 W dokumentach z połowy XIII wieku książę Świętopełk II przekazał ją klasztorowi w Żukowie; przez kolejne stulecia przechodziła z rąk do rąk, aż w 1795 roku kupił ją Kasper Wilhelm von Zitzewitz — nazwisko, które zrośnie się z tą ziemią aż po rok 1945. Pobłocie (Poblotz) leży kilka kilometrów na południe od Łebska; było dawnym folwarkiem, w XVII i XVIII wieku w rękach pomorskiej linii rodu von Hoym. Wolinia (Wollin) zaś należała co najmniej od 1457 roku do Puttkamerów — i to właśnie z Wolini wyszła postać o niemal legendarnej sile fizycznej: generał Georg-Dietrich von Puttkamer, który służył kolejno czterem armiom — brandenburskiej, duńskiej, rosyjskiej i najdłużej polskiej, dochodząc w niej do stopnia generała porucznika.3 O nim mówiono, że gołym kijem czy siekierą potrafił zabić wilka.
✦ ✦ ✦Najważniejszym wątkiem tej historii jest jednak język. W 1590 roku, podczas wizytacji kościelnej, postanowiono dołączyć mieszkańców Pobłocia — wcześniej należących do parafii w Główczycach — do zboru w Cecenowie.1 Tak powstała jedna z parafii, które źródła nazywały wprost „kaszubskimi”. W 1710 roku opisano parafię cecenowską jako najmniejszą wśród parafii kaszubskich powiatu słupskiego. Obok Główczyc Cecenowo stanowiło znaczący ośrodek religijny ewangelickich Kaszubów, co stawiało przed duchownymi niełatwe zadanie: trzeba było mówić do ludzi w ich własnym języku.
Nie zawsze szło to gładko. Kaszubi potrafili sprzeciwić się objęciu probostwa przez księdza Jana Jakuba Schimansky'ego — choć ten, jak się okazało, był życzliwy ludności polskojęzycznej.4 Proboszczowie wygłaszali tu zrozumiałe, popularne kazania po kaszubsku i je publikowali — także jako pomoc dla sąsiednich pastorów, którzy nie znali tak dobrze tej mowy. W cecenowskim archiwum parafialnym polskie zbiory kazań przechowywano aż do 1945 roku. Luterański Kościół na Pomorzu, w samym środku niemieckiego żywiołu, pielęgnował więc kazanie po kaszubsku jako narzędzie duszpasterskie, aby docierać do wiernych w języku, który rozumieli.
✦ ✦ ✦W tej parafii posługiwał ksiądz Gottlieb Leberecht Lorek, proboszcz ewangelicki w Cecenowie w latach 1806–1837.5 Urodzony w 1760 roku w Pasymiu na Mazurach, wykształcony w Królewcu, nauczyciel i rektor szkół miejskich, w Cecenowie był nie tylko wiejskim duszpasterzem — to on jako pierwszy opisał Kaszubów znad Łeby metodą naukową. Jego rozprawa „Zur Charakterisierung der Kaschuben am Leba-Strome” z 1821 roku to pierwsza naukowa charakterystyka ewangelickich Kaszubów nadłebskich, a opracowany przezeń „Słownik kaszubsko-niemiecko-polski” (1835, 1836) — jeden z najwcześniejszych zapisów tej mowy w ogóle.6 Lorek tłumaczył też czytanki z niemieckiego na kaszubski i układał kaszubskie kazania.
W jego spojrzeniu był jednak rys, na którym warto się zatrzymać. Lorek twierdził, że Kaszuba „nie posiada oryginalnych przysłów ani pieśni i dlatego nigdy nie śpiewa”.6 Sąd ten okazał się fałszywy — późniejsze zbiory pieśni i przysłów kaszubskich, gromadzone w XIX wieku, obaliły go całkowicie. Warto to powiedzieć uczciwie: Lorek był dzieckiem oświeceniowej epoki, która kultury ludowe mierzyła miarą wykształconego Niemca; nie dosłyszał tego, czego nie umiał usłyszeć. A jednak ten sam człowiek, który odmawiał Kaszubom własnej pieśni, zostawił po sobie pierwszy słownik ich mowy i pierwszy jej naukowy opis.
Czas działał jednak przeciw kaszubszczyźnie. Następca Lorka, ksiądz Emil Ziegler — także bardzo zaangażowany na rzecz Kaszubów, autor osobnej pracy o nich — jeszcze w 1842 roku odprawiał nabożeństwa kaszubskie co drugą niedzielę.7 Ale liczba ludności kaszubskojęzycznej topniała z roku na rok. W 1876 roku odprawiono w Cecenowie ostatnie nabożeństwo po kaszubsku. Mowa, której bronili z ambony, zamilkła w kościele, zanim jeszcze zanikła w domach — po jej kresie w liturgii została tylko data w kronice parafialnej.
✦ ✦ ✦Tymczasem nad Cecenowem panował ród von Zitzewitz, a jego najbarwniejszą postacią był Ernst Heinrich Christian Wilhelm von Zitzewitz (1838–1925), właściciel ziemski i polityk pruski.8 Odziedziczył Cecenowo po ojcu i osiadł w majątku liczącym tysiąc dwieście hektarów; uruchomił młyn parowy i gorzelnię, gospodarował wzorowo, był poważany w kręgach ziemiańskich i — co rzadkie — lubiany przez okoliczną ludność. Wykazał się odwagą na froncie wojny francusko-pruskiej, co przyniosło mu z czasem tytuł hrabiowski; przez dziesięciolecia zasiadał w pruskiej Izbie Panów. Ale w pamięci miejscowych zapisał się czymś innym: opanował język kaszubski. I właśnie za to przylgnął do niego przydomek „Król Kaszubski”.9
W tym przezwisku mieści się wiele z prawdy o tej ziemi. Niemiecki hrabia, pruski parlamentarzysta, pan na siedemnastu majątkach nauczył się ginącej mowy swoich poddanych — i to oni nadali mu tytuł w tej właśnie mowie, w dowód uznania, a nie z pańszczyźnianej uległości.
Ślad rodu został też w kościele. Świątynię w Cecenowie, wymurowaną w latach 1867–68 z cegły na granitowym fundamencie, w większości wyposażyła rodzina von Zitzewitz — od organów firmy Grüneberg ze Szczecina z 1875 roku po żeliwne dzwony z 1923.10 Chrzcielnicę z 1870 roku ufundował Otto von Krockow na pamiątkę szczęśliwego powrotu z wojny. Patronat nad parafią — aż do końca — sprawował właściciel folwarku, ostatnio Wilhelm Siegfried von Zitzewitz.
✦ ✦ ✦A potem przyszedł marzec 1945 roku. Dziewiątego dnia tego miesiąca do Cecenowa wkroczyli żołnierze radzieccy.11 Miejscowość była broniona przez oddziały Volkssturmu ściągnięte ze Słupska i Ustki — formacje ostatniego rzutu, złożone z mężczyzn za starych lub za młodych do regularnego wojska. Obrona trwała kilkanaście godzin. Gdy upadła, wszystkich obrońców, którzy dostali się do niewoli, rozstrzelano. Było ich osiemdziesięciu.11
Liczbę tę podaję za źródłem i z całą powagą, na jaką zasługuje. Wedle relacji przytoczonej przez Jana Wilda osiemdziesięciu schwytanych obrońców Cecenowa zostało rozstrzelanych po kapitulacji wsi 9 marca 1945 roku. Szczegółowych okoliczności tej egzekucji niezależne źródła naukowe potwierdzają skąpo; przedstawiam ją zatem jako fakt za relacją parafialną, nie przesądzając tego, czego dokumenty nie rozstrzygają. Do tego dochodziły inne straty: spośród mieszkańców Cecenowa na frontach wojny zginęło dwudziestu siedmiu, sześciu cywilów zamordowano, pięćdziesiąt czworo zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Sąsiednią Wolinię zajęto bez walki — a i tam wkroczeniu towarzyszyły grabieże, znęcanie się i gwałty.12
Reszta dopełniła się szybko. Już w pierwszym transporcie wysiedlono pastora Alexandra von Derschau. Ostatni właściciel majątku, Wilhelm Siegfried von Zitzewitz, wyprawił rodzinę do Berlina jeszcze w sierpniu 1945, sam jednak pozostał na zajętych włościach — i opuścił je dopiero we wrześniu 1947 roku, w trakcie przymusowego wysiedlenia.13 Niemiecka ludność odeszła za Odrę; na jej miejsce przyszli polscy osadnicy. Ród von Zitzewitz, związany z tą ziemią od 1795 roku, zniknął z niej po stu pięćdziesięciu latach.
✦ ✦ ✦Co zostało? Kościół w Cecenowie stoi nadal — dziś jako świątynia rzymskokatolicka; po 1945 roku rozebrano w nim jedynie empory boczne, zachowując organową.10 Z Wolini zniknął kościół ewangelicki bez śladu — „po starym kościele nie ma śladów”, notuje opis wsi. Cmentarze poewangelickie trwają w różnym stanie: przykościelny w Cecenowie ogołocono z pochówków, ale od strony prezbiterium w 2005 roku postawiono pomnik w kształcie krzyża z otwartą księgą u podstawy, upamiętniający dawnych mieszkańców.14 W Wolini zachowało się sporo nagrobków z lat trzydziestych i czterdziestych, a wśród nich kilka drewnianych krzyży z 1945 roku.
Słownik księdza Lorka przetrwał. Mowa, którą próbował on uchwycić na piśmie, a która w 1876 roku zamilkła na cecenowskiej ambonie, żyje dziś dalej, choć już nie tutaj, nie w tych trzech wsiach pod Łebą. Lorek nie usłyszał kaszubskiej pieśni, której istnienia się wyparł, zostawił jednak słownik, dzięki któremu ta mowa nie przepadła bez śladu. Dziedzictwo tej ziemi — jej język, kościoły i ludzi — ocalili po części ci, po których najmniej by się tego spodziewano: oświeceniowy pastor z Mazur i niemiecki hrabia, którego lud nazwał królem we własnej mowie.