Kto dziś przyjeżdża do Warcina pod Kępicami, trafia najpierw na pałac — okazałą siedzibę, którą w 1867 roku kupił Otto von Bismarck i która do końca wojny pozostawała w rękach jego rodu, by po 1945 roku stać się szkołą leśną.1 Ale obok pałacu, na terenie Zespołu Szkół Leśnych, stoi dziś budowla, której jeszcze kilkanaście lat temu w Warcinie w ogóle nie było. To drewniany, szachulcowy kościółek — jeden z najcenniejszych zabytków całej gminy Kępice. Przyjechał tu z innej wsi. Przyjechał rozebrany na części i złożony z powrotem, belka po belce. A zanim to się stało, był o włos od tego, by przepaść na zawsze.
Trzeba tę historię opowiedzieć od początku, bo niewiele jest na Pomorzu zabytków, które tak dosłownie zawisły między zagładą a ocaleniem. To opowieść o świątyni, która przestała mieć swoją wieś — i o ludziach, którzy postanowili dać jej nową.
✦ ✦ ✦Ciecholub to wieś w gminie Kępice, wzmiankowana w dokumentach od XV wieku.2 Jej dziejami rządziły wielkie rody pomorskie: właścicielami folwarku byli niegdyś Peter Krummel ze Sławna i von Zitzewitzowie, a w 1907 roku majątek kupił Franz von Zitzewitz, mieszkający w pobliskim Pustowie. Po nim dobra odziedziczyła jego jedyna córka Hanneliese, żona grafa von Brocke ze Stargardu koło Reska, która władała nimi aż do 1945 roku. Pierwsza wzmianka o budowie kościoła we wsi pochodzi z 1565 roku; w obecnym kształcie świątynię wzniesiono w 1799 roku, a wieżę i zakrystię dobudowano dopiero w 1911. Budowla stała poza obrębem wsi, na skarpie po wschodniej stronie drogi prowadzącej do Miastka, a od wschodu przylegał do niej cmentarz.
Był to obiekt skromny, ale piękny w swojej rzemieślniczej prostocie. Kościół miał konstrukcję szkieletową — szachulcową, czyli taką, w której drewniany ruszt z belek wypełnia się gliną lub cegłą; strop belkowo-deskowy i dach krokwiowo-jętkowy kryty pojedynczą dachówką karpiówką. Wzniesiono go na planie prostokąta, jako budowlę jednonawową bez wyodrębnionego prezbiterium, z emporą — czyli wewnętrznym balkonem dla wiernych — w części zachodniej, a przed ołtarzem umieszczono murowaną kryptę.2 W czasach niemieckich Ciecholub należał jako filiał do parafii w Osowie; tam też był parafialny kościół, do którego administracyjnie przypisana była i pobliska kaplica w Warcinie.
✦ ✦ ✦Do 1976 roku kościółek nieprzerwanie służył miejscowemu zborowi ewangelickiemu — nabożeństwa odprawiano w nim po niemiecku, a we wsi aż do drugiej połowy lat pięćdziesiątych działała także szkoła z niemieckim językiem wykładowym.2 To trwanie po roku 1945 nie było oczywiste. Niemiecka ludność ewangelicka w większości odeszła, a tych, którzy zostali, było coraz mniej. Jeszcze w połowie lat pięćdziesiątych Ciecholub był filią liczącego osiemset dziewięćdziesięciu wiernych zboru w Osowie; do połowy lat sześćdziesiątych liczba wiernych przychodzących na nabożeństwa do kościółka oscylowała wokół osiemdziesięciu osób. W październiku 1975 roku na terenie całego powiatu miasteckiego działały już tylko dwa zbory — Ciecholub z trzydziestoma wiernymi i Wołcza z czterdziestoma. Wspólnota gasła.
W tej historii trwania jest postać, której nie wolno pominąć. Od 1945 do 1957 roku obsługą duszpasterską na tym terenie zajmował się Max Totzke (1890–1970) — świecki kaznodzieja i lektor, po wojnie robotnik rolny zamieszkały w Osowie, duszpasterz niemieckojęzycznych ewangelików w Osowie, Ciecholubie, Miastku i w powiecie sławieńskim.3 Nie był duchownym i nie pobierał za to wynagrodzenia. Jak wszyscy musiał pracować w dni powszednie, a niedzielny poranek poświęcał na nabożeństwa, popołudnie zaś na lekcje konfirmacyjne. Zachowała się relacja Elinor Mix z domu Witt, która pracowała wówczas jako nauczycielka w niemieckiej szkole: Totzke nie był najzdrowszy, ale zawsze bardzo wesoły, żadne zadanie nie było dla niego zbyt trudne, a bez specjalnego przygotowania i bez wysiłku głosowego wygłaszał porywające kazania. „W swoich wystąpieniach był bardzo skromny, ale wszyscy wychodzili z nabożeństwa wzmocnieni i pocieszeni” — wspominała.3 To on przez dwanaście powojennych lat trzymał przy życiu wspólnotę, której świat dawno się skończył.
✦ ✦ ✦Po Totzkem nabożeństwa odprawiali już tylko duchowni dojeżdżający ze Słupska. W 1976 roku zaprzestano ich całkowicie — i nie z powodu braku wiernych, lecz dlatego, że kościoła nie dało się już dłużej chronić. Powodem były częste włamania, liczne kradzieże, w tym nawet ławek kościelnych, oraz plądrowanie podziemi; akty wandalizmu dotykały i otaczającego świątynię cmentarza.2 Już wcześniej, między 1971 a 1976 rokiem, wyposażenie kościoła przeniesiono i złożono jako depozyt w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku — w sumie dwadzieścia pięć obiektów inwentarzowych. Wśród nich znalazły się rzeczy najwyższej klasy: piękna empora muzyczna z trzeciej ćwierci XVII wieku, płaskorzeźby „Ostatnia Wieczerza” i „Ukrzyżowanie”, chrzcielnica z XVIII wieku, mosiężny świecznik, miedzioryty, elementy ołtarza głównego. Po wojnie część wyposażenia została zresztą nielegalnie przejęta i trafiła do kościoła rzymskokatolickiego w Miastku.2
Trzeba w tym miejscu cofnąć się o kilka lat. 29 czerwca 1971 roku, na mocy ustawy z 23 czerwca 1971 roku o przejściu na osoby prawne Kościoła Rzymskokatolickiego oraz innych Kościołów i związków wyznaniowych własności niektórych nieruchomości na Ziemiach Zachodnich i Północnych, kościół w Ciecholubie stał się własnością Konsystorza Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego — niemieckie zbory bowiem nie posiadały osobowości prawnej.2 Założenie księgi wieczystej nastąpiło dopiero w 1994 roku, a 25 maja 1995 roku kościół został notarialnie i nieodpłatnie podarowany gminie Kępice. To gmina przekazała go w lipcu 2001 roku Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku — z myślą, że po demontażu i rekonstrukcji świątynia stanie w Czystej koło Gardny Wielkiej, gdzie tworzono filię Muzeum Wsi Słowińskiej z Kluk. Koszt odtworzenia szacowano wówczas na około milion złotych.
✦ ✦ ✦Ostatecznie jednak zwyciężył inny pomysł — zdecydowano o odbudowie kościoła na terenie Warcina.2 I tu zaczyna się najbardziej niezwykły rozdział tej historii. Świątyni nie odtworzono jako kopii ani makiety. Ją po prostu przeniesiono: zrujnowany kościół rozebrano na części, oznaczono jego elementy i — belka po belce, deska po desce — złożono z powrotem na nowym miejscu, na terenie Zespołu Szkół Leśnych.4 Operacja udała się dzięki wsparciu środków europejskich; w 2012 roku zabytek, który jeszcze kilka lat wcześniej był ruiną na łasce złodziei, stał na nowym fundamencie jak nowy. Dla porządku trzeba zaznaczyć, że datowanie samej budowli bywa podawane rozmaicie — źródło parafialne mówi o kościele XVII-wiecznym w odniesieniu do pierwszej wzmianki z 1565 roku, choć obecny kształt świątyni pochodzi z 1799 roku.
Rekonsekracja kościoła na terenie Zespołu Szkół Leśnych w Warcinie odbyła się 17 sierpnia 2012 roku. Aktu poświęcenia dokonał biskup Marcin Hintz, zwierzchnik Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, w obecności duchownych ewangelickich, greckokatolickiego i rzymskokatolickiego.24 Ten ekumeniczny obraz — luterański biskup święcący ocalony zabytek, otoczony przez księży trzech wyznań — był sam w sobie wymownym podsumowaniem tej historii. Warcino zresztą już wcześniej stało się ważnym miejscem na mapie pomorskiego ewangelicyzmu: od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych odbywały się tu pikniki parafialne, obozy młodzieżowe, synody diecezjalne i dożynki, a w październiku 2013 roku — ogólnopolski Synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.2
✦ ✦ ✦Człowiekiem, który spina tę opowieść klamrą, jest Piotr Mańka (1949–2014) — leśnik, nauczyciel i ewangelicki działacz religijny, którego dom mieszkalny w Warcinie powstał z dawnej kaplicy przypałacowej, wzniesionej około 1860 roku i po przebudowie włączonej w obręb budynku.5 Mańka przeszedł drogę nieoczywistą. Wykształcony jako magister inżynier leśnictwa na Akademii Rolniczej w Poznaniu, przez lata związany z leśnictwem i edukacją, w 1983 roku został nauczycielem etyki, przedmiotów zawodowych i języka niemieckiego w Zespole Szkół Leśnych w Warcinie, a w roku 2000 jego dyrektorem. W 1997 roku dokonał konwersji na ewangelicyzm i odtąd aż do śmierci był członkiem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Słupsku, członkiem Synodu Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej, a w latach 2012–2014 kuratorem diecezjalnym.5
To nie przypadek, że ocalony kościół stanął właśnie na terenie szkoły, którą Mańka kierował. W 2014 roku otrzymał Nagrodę imienia księdza Leopolda Otto za ratowanie ewangelickiego dziedzictwa na Pomorzu — i trudno o trafniejsze uhonorowanie.5 Zmarł po ciężkiej chorobie tego samego roku; uroczystości pogrzebowe odbyły się w kościele szkolnym w Warcinie — tym samym, ocalonym z Ciecholuba — w kościele Świętego Krzyża w Słupsku i na cmentarzu komunalnym w Kępicach.
I tak zamyka się ten łuk. Świątynia wsi, której wspólnota wygasła; kościół splądrowany i opuszczony, niemal stracony; a potem przewieziony kilkanaście kilometrów, rozebrany i postawiony na nowo, by w 2012 roku usłyszeć słowa poświęcenia. Pomorze straciło setki swoich ewangelickich kościołów — rozebranych, przerobionych, spalonych, zapomnianych. Ten jeden nie zginął, bo znaleźli się ludzie, którzy uznali, że nie wolno mu na to pozwolić. Belka po belce, ręka po ręce — dawne ocalili dla tych, którzy przyjdą po nich.