Duninowo — po niemiecku Dünnow — to dziś niewielka wieś w gminie Ustka, przy drodze wojewódzkiej numer 203, między Ustką a Słupskiem.1 Przepływa przez nią strumień Karwina, który zaraz za wsią zmienia nazwę na Pogorzeliczka. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1355, kiedy wieś była częścią dóbr lennych rodziny von Krummel; w latach 1610–1843 właścicielami majątku byli von Belowowie. Stoi tu kościół, którego najstarsza wzmianka sięga 1374 roku, a istnienie parafii poświadcza zapis z 1493 roku; obecną świątynię wzniesiono prawdopodobnie w XV wieku, a w latach 1875–1877 rozbudowano — od południa poszerzono o aneks, od północy dobudowano zakrystię. Zwyczajna pomorska wieś. A jednak właśnie tu, w XIX i na początku XX wieku, splotły się trzy historie, z których każda mówi coś osobnego o tym, jak różną twarz miał ewangelicyzm na tej ziemi.
Bo pobożność nie jest jedna. Można jej szukać w surowym oddzieleniu się od świata; można w wielkim, otwartym święcie, na które idzie się pieszo wiele kilometrów; można wreszcie w cichej, cierpliwej robocie rąk, które budują instrument mający przez dziesięciolecia prowadzić śpiew całego zboru. Duninowo miało je wszystkie trzy — i warto je opowiedzieć po kolei.
✦ ✦ ✦Zacznijmy od tych najsurowszych. W latach dwudziestych XIX wieku na Pomorzu Środkowym narodził się ruch przebudzeniowy skupiony wokół trzech braci — Gustawa, Heinricha i Karla von Belowów, właścicieli tutejszych majątków.2 To, co się wokół nich zaczęło, historycy nazywają dziś ruchem Belowów (Belowsche Bewegung): późnopietystycznym przebudzeniem, które przez pomorskie dwory rozeszło się szeroko wśród zwykłych ludzi. W kręgu oddziaływania braci znalazła się spora grupa mieszkańców regionu słupskiego, a aktywnością wyróżniali się mieszkańcy samego Duninowa — stolarz Karl Wilhelm Wolff, Georg Duske, cieśla Joachim Mielke i szewc Marin Heidemann. W pobliskich Zaleskich przewodzili separatystom Joachim i Georg Thommowie. Byli to ludzie konkretnych zawodów i konkretnych przekonań.
Hasłem ruchu były słowa: „Szukaj Jezusa i Jego Światła, wszystko inne jest Ci zbędne”. I traktowano je dosłownie. Przebudzeni zerwali z pijaństwem, paleniem tytoniu i grą w karty; stali się — jak zapisano — uczynni i serdeczni. Zarazem byli zdecydowanymi wrogami tańców, przedstawień teatralnych i wszelkich zabaw. Dziewczynkom zakazywali bawić się lalkami, chłopcom — na przykład — ślizgania się na łyżwach. W każdą niedzielę i święto odprawiali po trzy nabożeństwa. Nie ufali uczonej teologii: byli przeciwnikami specjalistycznych studiów teologicznych i ordynacji na duchownego, krytykowali pastorów za wywyższanie się ponad zbór, a wybierając własnych kaznodziejów, patrzyli nie na dyplom, lecz na głęboką wiarę i wzorowe życie. Wykształcenie teologiczne nie miało dla nich znaczenia.
W 1834 roku do ruchu separatystycznego w Duninowie przyznawały się oficjalnie dwadzieścia dwie rodziny. Rok później ksiądz Friedrich Lasius doprowadził do zjednoczenia ruchu braci Belowów ze środowiskiem stolarza Karla Wolffa i kowala Michaela Volla w ramach staroluteranizmu — tego nurtu, który po wprowadzeniu pruskiej unii kościelnej w 1817 roku nie chciał się jej podporządkować i z czasem wyodrębnił w osobny Kościół.3 Związek nie trwał długo. W 1850 roku zwolennicy Heinricha von Belowa i Karla Wolffa odłączyli się od staroluterańskiej centrali kościelnej we Wrocławiu i ustalili własny porządek dla około tysiąca czterystu do tysiąca pięciuset wyznawców, występujących odtąd pod oficjalną nazwą Ewangelicko-Luterańskiej Separowanej Gminy Kościelnej. Faktycznym przywódcą ruchu do swojej śmierci w 1855 roku był Heinrich von Below; po nim kierownictwo całej wspólnoty przejął stolarz Karl Wolff.
Najdobitniejszym świadectwem tej surowości była walka o szkołę. Separatyści nie chcieli posyłać dzieci do oficjalnej, gminnej szkoły ewangelickiej — i ponosili za to kary. Mimo to, od stycznia 1843 roku aż do 1 maja 1867 roku, działała w Duninowie prywatna szkoła elementarna, do której uczęszczały wyłącznie dzieci separatystów. A ojcowie owych dzieci, choć opłacali własną szkołę, nadal musieli dokładać się do utrzymania szkoły wiejskiej. Płacili więc podwójnie — byle nie ustąpić w sprawie, którą uważali za sumienie. Pierwszym nauczycielem przebudzonych był sam Carl Wilhelm Wolff; potem prowadził ją Theodor Christian Lindstaedt. Szkołę ostatecznie zamknięto — z powodu bardzo niskiego poziomu nauczania i rażących braków organizacyjnych. Surowość wiary nie zawsze szła w parze z jakością nauki; bywa, że oddzielenie się od świata kosztuje najwięcej tych, którzy mieli się dopiero uczyć.
Jak liczna była ta grupa? Spis z 31 grudnia 1871 roku notuje na terenie parafii 3047 ewangelików, 25 luteran separatystów, siedmiu Żydów i dwóch katolików — z zastrzeżeniem, że spośród „oficjalnych” ewangelików wielu było czynnych w ruchu separatystycznym.1 Pod koniec 1927 roku na obszarze parafii mieszkało 3200 ewangelików i 24 staroluteran. Garstka w liczbach, a przecież zostawiła po sobie jeden z wyrazistszych śladów pomorskiej religijności.
✦ ✦ ✦Druga historia jest pod każdym względem przeciwieństwem pierwszej: zamiast oddzielenia — otwarcie, zamiast garstki — tłumy. W dziewiętnastowiecznym przebudzeniu na Pomorzu ogromną rolę odegrał impuls pobożnościowy wywodzący się od księży Moritza Goerckego i Gustava Friedricha Ludwiga Knaka.4 Ten nurt — w odróżnieniu od separatystów — nie był spektakularny w formie, bo rozwijał się wewnątrz Kościoła krajowego i odrzucał wszelkie separatyzmy. Głosił konieczność powrotu do prostego życia, zgodnego z zasadami wiary chrześcijańskiej, ale nie chciał z Kościoła wychodzić. Szczególną rolę odgrywały w nim działania misyjne.
Gustav Knak urodził się 12 lipca 1806 roku w Berlinie, w rodzinie komisarza do spraw sprawiedliwości. Studiował teologię w Berlinie, przez kilka lat uczył religii, a od 1850 roku był proboszczem berlińskiej parafii betlejemskiej, założonej niegdyś przez Braci Czeskich.4 Największą sławę zapewniły mu jednak pieśni. Napisał ich kilkadziesiąt — znaleźć je można we wszystkich liczących się śpiewnikach ewangelickich, także polskich; w Śpiewniku Ewangelickim figuruje jego pieśń pod numerem 121 („Jedno mieć”). Z jego zwrotek — jak ujmuje to autor cyklu — promieniuje wiara w Boga i Jego miłosierdzie. Był też niestrudzonym organizatorem ruchu misyjnego: szkoleni przez niego misjonarze działali wśród ludności rodzimej w Afryce i wśród Chińczyków w Azji, on sam zaś skupiał się na misji wśród Żydów mieszkających w Berlinie. Co ważne — i co warto podkreślić, bo łatwo go pomylić z przebudzeniowymi sekciarzami — Knak ściśle trzymał się luterańskiego wyznania i przeciwstawiał się tendencjom sekciarskim w ruchu przebudzeniowym.4
Z Duninowem związał go los rodzinny: jego córka Marie wyszła za mąż za księdza Karla Preußa, ewangelickiego proboszcza w Duninowie, również zaangażowanego w dzieło Misji Wewnętrznej.5 I to właśnie tutaj, wspólnie, teść i zięć organizowali wielkie święta misyjne. Na te uroczystości — pieszo i konno — docierały z odległych miejscowości Pomorza wielotysięczne tłumy wiernych. Zbierali się pod gołym niebem, przed specjalnie budowanym na tę okazję ołtarzem i amboną. Wyobraźmy to sobie: pomorska wieś, łąka, drewniany ołtarz wystawiony na świeżym powietrzu i wokół niego tysiące ludzi, którzy przyszli z daleka, by słuchać Słowa i śpiewać. To był zupełnie inny obraz pobożności niż trzy ciasne, surowe nabożeństwa separatystów za zamkniętymi drzwiami prywatnej szkoły. Ta sama wieś, te same lata — a dwa tak różne sposoby bycia chrześcijaninem.
Gustav Knak zmarł 17 lipca 1878 roku — i zmarł właśnie w Duninowie, na atak serca.4 Wieś, w której organizował swoje wielkie święta, stała się miejscem jego śmierci.
✦ ✦ ✦Trzecia historia nie jest o słowie, lecz o dźwięku — i o tym, kto go dla całego Pomorza wytwarzał. W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku działała w Duninowie ceniona wytwórnia instrumentów organowych, którą założył Christian Friedrich Völkner.6 Urodził się on w Duninowie w 1831 roku, sztuki budowy organów uczył się w zakładach Buchholza w Berlinie, a w 1859 roku wrócił do rodzinnej wsi. Pierwsze organy zbudował w kościele w Charnowie. Po wojnie niemiecko-francuskiej 1870–1871 we wschodniej części Pomorza gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na organy — dzięki rządowej pomocy wiele parafii mogło wymienić swoje stare, często niesprawne instrumenty na nowe. Do duninowskiej firmy napływało więc coraz więcej zleceń.
I był to prawdziwy, rosnący zakład. Starannie wykonane, dobrze brzmiące instrumenty Völknera zdobyły sławę nie tylko na Pomorzu. W 1876 roku wybudowano większy budynek fabryczny, rok później zakupiono pierwsze maszyny, a liczba zatrudnionych wciąż rosła. W 1888 roku wytworzono setne organy. Około 1900 roku Christian Friedrich przekazał firmę synowi, Paulowi. Łącznie — jak liczą badacze budownictwa organowego — warsztat Völknerów wykonał do roku 1900 około stu siedemdziesięciu nowych instrumentów i remontów, głównie na Pomorzu Tylnym.6 Organy Völknera można dziś spotkać między innymi w kościołach w Ustce (1888), Modźanowie, Zagórzycy (1903), Damnie, w słupskim kościele Najświętszego Serca Jezusowego (1905), w Sierakowie Słupskim, Szczecinku i w samym Duninowie (1878) — a także w wielu krajach Europy i w Afryce.
Christian Friedrich Völkner zmarł 31 lipca 1905 roku w Duninowie, tam, gdzie się urodził.6 A niespełna pół roku później przyszła katastrofa: w nocy z 17 na 18 stycznia 1906 roku zakład padł ofiarą podpalenia.6 Dzieło życia spłonęło. Nowa fabryka — już pod kierownictwem Paula — została wybudowana w Bydgoszczy; zatrudniała około pięćdziesięciu pracowników i w ciągu roku wytwarzała przeciętnie trzydzieści nowoczesnych, pneumatycznych organów kościelnych. Po pierwszej wojnie światowej zakład znalazł się w granicach Polski — i wtedy nastąpił koniec jego działalności. Tak skończyła się historia, która zaczęła się od jednego człowieka wracającego z Berlina do rodzinnej wsi, by budować instrumenty grające chwałę Bogu.
✦ ✦ ✦Co zatem zostało w Duninowie do dziś? Sam kościół — średniowieczny, murowany z cegły i otynkowany, na fundamentach z kamieni polnych, z węższą kwadratową wieżą od zachodu i czteroboczne zamkniętym prezbiterium.1 Wewnątrz zachowało się wyposażenie z czasów ewangelickich: dzwon, płyta nagrobna Jerzego Crummeliusa z 1615 roku, ambona z XVII wieku, ołtarze, chrzcielnica, ławy, empory, prospekt organowy i witraże z drugiej połowy XIX wieku. Wokół świątyni rozciąga się stary cmentarz przykościelny o nieregularnym, owalnym planie, otoczony starodrzewem i ogrodzeniem z dekoracyjnych żelaznych krat z XIX wieku; w jego południowo-wschodnim narożniku, na wysokim kamiennym cokole, stoi krzyż z niemiecką inskrypcją ku czci poległych w pierwszej wojnie światowej, zamkniętą słowami Ewangelii Jana: „Nikt nie ma większej miłości nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich” (J 15,13).
Trzy historie, jedna wieś. Surowi separatyści, którzy zakazali dzieciom lalek i łyżew, a sami stawiali sobie szkołę i płacili podwójnie za prawo do osobności. Misjonarz, który zamiast oddzielać — gromadził, i pod gołym niebem zbierał tysiące. Organmistrz, który całemu Pomorzu dał głos do śpiewu, póki ogień nie strawił jego fabryki. Każda z tych dróg była ewangelicka; każda była pomorska; i żadna nie powtarza drugiej. To właśnie dlatego warto pochylić się nad taką jedną wsią pod Ustką — bo w niej, jak w soczewce, widać, że dawne Pomorze nigdy nie wierzyło na jeden sposób.