Wyobraźmy sobie malarza, którego płótna wiszą dziś w największych muzeach świata, jak rozkłada na podłodze sportowej sali zwykłe prześcieradło, miesza farby przeznaczone do znakowania skrzyń i beczek — te same, którymi rybacy konserwują łodzie — i zaczyna malować Matkę Bożą.1 Tak właśnie powstał w Łebie obraz, jakiego Max Pechstein nie namalował ani razu więcej: jedyne dzieło o tematyce religijnej w całej jego twórczości. Płótno o wymiarach stu na dwieście centymetrów przedstawia Marię stojącą na kuli ziemskiej, zanurzonej w morskich falach. Pieniędzmi za ten obraz — zamówiony przez katolickich przesiedleńców, którzy w 1945 roku przybywali do opustoszałego, ewangelickiego miasta — artysta opłacił powrót swojej rodziny do Berlina.
Trudno o obraz bardziej pomorski. Powstał ze splotu rzeczy, które na tym wybrzeżu znaczą najwięcej: z morza, z rybackiej biedy, z odejścia jednych ludzi i przyjścia drugich. I powstał w mieście, które samo całe życie zmagało się z piaskiem i wodą — które morze zasypywało i które ludzie raz po raz musieli przenosić w inne miejsce. Żeby zrozumieć tę Madonnę, trzeba najpierw opowiedzieć dzieje samej Łeby.
✦ ✦ ✦Łeba — po kaszubsku Łeba, po niemiecku Leba — leży na Wybrzeżu Słowińskim, nad rzekami Łebą i Chełstem, między morzem a wędrującymi wydmami.2 Pierwotna osada rybacka stała na północny zachód od dzisiejszego miasta, od 1309 roku pod panowaniem krzyżackim. Ósmego lipca 1357 roku komtur Wilhelm von Baldersheim lokował Łebę na prawie lubeckim i wydzielił ówczesnemu proboszczowi ziemię na gospodarstwo — co potwierdza, że parafia istniała tu już wtedy. Miasto rosło na lewym, zachodnim brzegu rzeki. Ale jego sąsiadem był żywioł, który nie znosi sąsiedztwa.
Piętnastego września 1497 roku rozpętał się w okolicach Łeby potężny sztorm. Masy wody niosły tyle piasku, że zasypały ujście rzeki; napierający nurt wyżłobił sobie nowe koryto na wschód, a miasto zostało odcięte na lewym brzegu.2 Jedenastego stycznia 1558 roku przyszedł kolejny kataklizm — kilkudniowa nawałnica burzyła domy, wyrywała drzewa, podtopiła zabudowania i osadziła w zagłębieniach morski piasek. Łebianie odkopali wówczas miasto i pozostali w swoich domach. Ale trzeciego marca 1570 roku nadszedł sztorm, po którym nie było już co odkopywać. Zniszczył zabudowę Starej Łeby ostatecznie. Mieszkańcy podjęli decyzję, której nie podejmuje się lekko: rozebrali resztki własnych domów i przenieśli się na wyższe, prawe brzegi rzeki — tam, gdzie Łeba stoi do dziś.3 Z dawnego miasta wydmy z czasem pochłonęły niemal wszystko. Jedyną widoczną pamiątką po Starej Łebie pozostaje fragment ściany prezbiterium gotyckiego kościoła świętego Mikołaja, sterczący z piasku w okolicy dzisiejszej ulicy Turystycznej.
✦ ✦ ✦Reformacja dotarła tu wcześnie. Zdaniem większości historyków już w 1521 roku w Łebie przeważyli ewangelicy, a katolicką świątynię zamieniono na kościół luterański; katolicki kapłan opuścił miasto.4 Słupski historyk Zygmunt Szultka ma w tej sprawie zdanie odrębne — według niego nabożeństwa luterańskie dla łebian odprawiano najpierw w Główczycach, a na stałe w samej Łebie dopiero przed 1551 rokiem. Tak czy inaczej, z pobliskiego Nowęcina pochodził Martin Weiher — pierwszy ewangelicki biskup kamieński, który od 1533 roku studiował teologię na luterańskim uniwersytecie w Wittenberdze, posłany tam przez ojca. Reformacja na tym skrawku Pomorza nie była więc czymś przyniesionym z zewnątrz; wyrastała z miejscowych rodów i miejscowych dróg.
Kiedy stary kościół świętego Mikołaja chylił się ku upadkowi, w 1590 roku rozebrano go, a cegły posłużyły do wzniesienia nowej świątyni — budowę ukończono w 1592 roku z polecenia księcia pomorskiego Jana Fryderyka. Ten kościół służył ewangelikom dziewięćdziesiąt lat, aż w 1682 roku spłonął podczas pożaru miasta. W latach 1683–1684 na tym samym miejscu stanął kolejny, w dużej części sfinansowany przez Nicolausa Ernsta von Natzmera, właściciela dóbr w Nowęcinie, który ufundował także wyposażenie, wieżę i dzwony. Budową kierował Berthold Ramschen z Gdańska. To ten kościół — szerszy i wyższy od poprzednika, przykryty holenderską dachówką — stoi w Łebie do dziś.2
✦ ✦ ✦Wnętrze opowiadało o dawnym porządku świata bez słów. Podział miejsc siedzących zależał od zamożności: ławki trzeba było sobie wykupić, kobiety i mężczyźni siedzieli osobno, po prawej i lewej stronie osi kościoła, rodzina kolatora — patrona i fundatora świątyni — zasiadała w stallach przy ołtarzu, zamożni obywatele z przodu, a im dalej ku tyłowi, tym niższy był status majątkowy wiernych.2 Pewnemu ówczesnemu burmistrzowi, Georgowi Bunkemu, miejsca nie przydzielono w ogóle; ofiarował dziesięć talarów i otrzymał miejsce stojące na emporze. W takich drobiazgach widać całą dawną parafię — jej hierarchię, jej dumę, jej cichą sprawiedliwość.
Bo była to parafia dwujęzyczna, kaszubsko-niemiecka. Językiem liturgicznym był niemiecki i polski — to znaczy kaszubski; ostatnie nabożeństwo po kaszubsku odprawiono tu w 1850 roku.2 Przez wieki wyposażano świątynię tak, jak stać było rybackie miasto: w 1791 roku mieszkaniec Łeby nazwiskiem Mampe ufundował pierwsze organy; w 1858 roku łebski rzemieślnik Friedrich Lawrenz wykonał drewnianą chrzcielnicę; znad chrzcielnicy zwisał — i zwisa nadal — anioł chrzcielny z 1824 roku, który na złotej misie trzyma Pismo Święte, przy chrzcie zniża się i podaje dziecku białą szatkę, a przy ślubie przynosi nowożeńcom obrączki. W 1924 roku łebska parafia liczyła 2100 ewangelików, a związany z nią filialny zbór w Sarbsku — kolejnych 1600 luteran. Trzydziestego kwietnia 1933 roku obchodzono tu uroczyście 250-lecie kościoła.
✦ ✦ ✦Nad tę spokojną, morską codzienność nadciągnął jednak cień, który nie oszczędził i Łeby. W czasach nazistowskich duchownym przedłożono do podpisania oświadczenia, że nie będą działali na szkodę hitlerowskich „germanowierców”.2 Spośród około pięciuset duchownych w całych Niemczech, którzy odmówili poddania się tej formie nacisku, jednym był łebski proboszcz, ksiądz doktor Gerd Müller-Alpermann. Swoje nieposłuszeństwo wobec dyktatury przypłacił aresztowaniem. To jeden z tych momentów, w których mała pomorska parafia okazuje się częścią wielkiej, tragicznej historii wieku — i staje po właściwej stronie.
A potem przyszedł rok 1945 i wszystko się odwróciło. Niemiecki, ewangelicki świat Łeby się skończył; do miasta zaczęli napływać polscy, katoliccy przesiedleńcy. Tymczasowo zaadaptowali oni na kaplicę salę sportową — i to właśnie oni zwrócili się do mieszkającego wciąż w mieście artysty z prośbą, której nikt by się po nim nie spodziewał.
✦ ✦ ✦Max Pechstein (1881–1955) był jednym z czołowych niemieckich ekspresjonistów, członkiem słynnej drezdeńskiej grupy Die Brücke — „Most”.5 Z Łebą związał się na dobre: spędzał tu lata, malował tutejsze krajobrazy, rybaków, wydmy i morze, a okolice Łeby należą do najczęstszych motywów jego dojrzałej twórczości. Jego sztuka, jak cały niemiecki ekspresjonizm, została przez reżim hitlerowski napiętnowana jako „sztuka zwyrodniała”. I to właśnie ten artysta — malarz świecki, człowiek nowoczesnej, niepokornej awangardy — na zamówienie katolickich przybyszów namalował obraz Matki Bożej Orędowniczki.
Namalował go tak, jak pozwalały warunki rozbitego, powojennego miasta: na prześcieradle, farbami używanymi do znakowania skrzyń i beczek oraz do konserwacji łodzi.1 Maria stoi na kuli ziemskiej zanurzonej w morskich falach — to obraz na wskroś łebski, wyrosły z tego samego morza, które trzy razy zasypywało miasto piaskiem. Pieniędzmi za to dzieło Pechstein opłacił powrót rodziny do Berlina; sam obraz zawisł na północnej ścianie tymczasowej katolickiej kaplicy. W maju 1946 roku władze przekazały dawny ewangelicki kościół wspólnocie katolickiej, a dziewiętnastego maja poświęcono go Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny.2 Madonna Pechsteina wisi w nim do dziś, na ścianie po lewej stronie prezbiterium.
Jest w tym geście coś, co warto zapamiętać. Świątynię ewangelicką przejęli katolicy; protestancki, awangardowy malarz wykonał dla nich katolicki obraz maryjny; zapłatę za niego przeznaczył na powrót do domu, którego już nie było tak, jak go zostawił. Pod jednym dachem spotkały się tu dwa wyznania, dwa narody i dwie epoki — bez wrogości, w prostym ludzkim porozumieniu nad płótnem rozpostartym na podłodze sali gimnastycznej. Aby uhonorować ewangelickiego artystę, przed kościołem ustawiono później ławkę Pechsteina w kształcie malarskiej palety. Obok stoi obelisk ku pamięci parafian poległych w pierwszej wojnie światowej. A wewnątrz — barokowy ołtarz ocalały z poprzedniego kościoła, anioł chrzcielny z 1824 roku, chrzcielnica z 1858 i Madonna na prześcieradle. Historia Łeby nie znikła wraz z dawnymi mieszkańcami; została, jak ten obraz, namalowana na tym, co było pod ręką, i przetrwała.