Na Równinie Słupskiej, nad rzeką o urwistych, „łupanych” brzegach — bo właśnie stąd, od łupania, wywodzi się jej nazwa — leży Łupawa: dawny Lupow, wieś o ulicowym układzie, znana ze źródeł od roku 1282.1 Przez stulecia przechodziła z rąk do rąk pomorskich rodów — cystersów z Kołbacza, Święców, Zitzewitzów, wreszcie Grumbkowów i Puttkamerów. Kościół stał tu już w XIII wieku; obecny, murowany, halowy, z wieżą i ryglowymi przybudówkami, postawiono w latach 1767–1772, a dolna część jego wieży pamięta jeszcze gotyckie założenie, które spłonęło w czasie wojny trzydziestoletniej.2 To była zamożna, ludna parafia: jeszcze w 1940 roku skupiała wraz z filiałem w Żochowie ponad cztery tysiące wiernych, a patronat sprawowała rodzina von Puttkamer.3
Świat ten skończył się w 1945 roku. 8 marca do Łupawy weszły wojska radzieckie. Część mieszkańców na rozkaz władz ruszyła wcześniej w kierunku Gdyni, część ukryła się w lesie; nad mostem, gdzie ustawiła się niemiecka artyleria, doszło do walk, w których zginęło około pięćdziesięciu osób.4 Niemiecka, ewangelicka Łupawa przestała istnieć, ale zbór nie zgasł od razu. Ktoś przy nim został.
✦ ✦ ✦Tym kimś był Paul August Manzek, którego losy wiele mówią o powojennych dziejach pomorskiego ewangelicyzmu. Urodził się 16 sierpnia 1906 roku w Szczypkowicach, w rodzinie Jochasza i Emilii z domu Fröbel.5 W dzieciństwie przeszedł zapalenie stawu biodrowego; została mu po nim jedna noga krótsza i trwałe kalectwo. Nie wyszedł na ambonę drogą seminarium ani uczelni. Skończył ośmioklasową szkołę, wyuczył się krawiectwa i prowadził w Łupawie własny warsztat. Do wojny był organistą i kantorem w pobliskim Dobieszewie — człowiekiem Kościoła, owszem, ale świeckim: muzykiem, rzemieślnikiem, nie duchownym.
Wojna i jej koniec zmieniły wszystko. Ostatni niemiecki proboszcz Dobieszewa, ksiądz Gotthold Lutschewitz, odszedł — i ktoś musiał podjąć to, co po nim zostało. Manzek tę służbę przejął — z konieczności i z wierności wobec ludzi, którzy zostali, i wobec zboru, który bez niego szybko by się rozsypał. Faktycznie objął opiekę duszpasterską nad dwiema parafiami — w Dobieszewie i w Łupawie.5
✦ ✦ ✦To, co Manzek robił przez kolejne lata, w normalnych czasach należałoby wyłącznie do ordynowanego księdza. Działając z upoważnienia władz Kościoła ewangelickiego — i niemieckiego, i polskiego — dokonywał chrztów, prowadził naukę i udzielał konfirmacji, błogosławił śluby, grzebał zmarłych.5 Jego sytuacja nie była w powojennym Kościele ewangelickim wyjątkiem absolutnym: po roku 1945 brakowało duchownych dosłownie wszędzie — większość niemieckich pastorów zginęła, dostała się do niewoli albo wyjechała — i to właśnie świeccy działacze, lektorzy i kaznodzieje przejmowali troskę o rozproszone zbory, podtrzymując życie parafii tam, gdzie nie było już księdza.6 W oficjalnych wykazach parafii Manzek figuruje wprost: „lektor, kaznodzieja świecki”, opiekun zboru w latach 1945–1958.7
Kazań nie pisał sam — i nie ukrywał tego. Otrzymywał je z dwóch stron żelaznej kurtyny: od profesora Kruski z berlińskiego Kirchendienst Ost, instytucji powołanej do duszpasterskiej opieki nad niemieckimi ewangelikami pozostałymi na wschodzie, a także z konsystorza w Greifswaldzie.5 Wychodził do ludzi w stroju liturgicznym — w tak zwanym Lutherrock, czarnej todze Lutra. Świecki krawiec w szacie duchownego, czytający kazania przysyłane z Berlina i Greifswaldu, chrzczący dzieci z błogosławieństwem dwóch zwaśnionych państw i dwóch Kościołów — to obraz dobrze oddający położenie ewangelickiej diaspory na powojennym Pomorzu.
✦ ✦ ✦Zbór, który Manzek trzymał, był już cieniem dawnej parafii — ale wciąż żywym. W 1954 roku łupawska parafia ewangelicka liczyła ośmiuset wiernych i współużytkowała kościół z parafią rzymskokatolicką; rok później składki opłacało siedmiuset siedemdziesięciu wyznawców.8 Ostatnia oficjalna statystyka kościelna, według stanu na 31 grudnia 1957 roku, wykazała stu dziewięćdziesięciu pięciu wiernych w samej Łupawie i trzystu czterdziestu dwóch w połączonym z nią Dobieszewie.8 Aż do 1958 roku zbór prowadził całkiem normalne życie: odprawiano nabożeństwa, udzielano Komunii Świętej, odbywały się chrzty, śluby i pogrzeby, prowadzono lekcje religii i naukę konfirmacyjną — co roku konfirmowano około piętnastu młodych ludzi. Działał dwudziesto-, trzydziestoosobowy chór parafialny, który cotygodniowe próby odbywał w mieszkaniu Manzka.
Wymowny jest rozkład nabożeństw. Ewangelickie zaczynały się w Łupawie o godzinie dziesiątej, katolickie msze — o ósmej rano i po południu.8 Te dwie wspólnoty dzieliły jeden kościół, dzieląc między siebie godziny. W czasach, gdy o ekumenizmie mało kto jeszcze mówił, w Łupawie praktykowano go z dnia na dzień — z konieczności, ale i bez wrogości.
✦ ✦ ✦Osobny rys tej historii jest sąsiedzki. W 1951 roku Manzek przeprowadził się do mieszkania w Łupawie — tuż obok duchownego katolickiego, drzwi w drzwi.5 Krawiec-lektor protestanckiego zboru i ksiądz katolickiej parafii dzielili jeden kościół i jedną miedzę w pierwszych, najtrudniejszych latach powojennej Polski, gdy granice wyznań bywały granicami nieufności. W gasnącej pomorskiej wsi mieszkali po sąsiedzku i pod jednym dachem sprawowali swoje obrzędy — każdy o swojej porze, w zgodzie. Była to zwyczajna ludzka przyzwoitość dwóch ludzi, których wspólny wygnańczy los łączył mocniej, niż dzieliły podziały sprzed czterystu lat.
Manzek nie był zresztą człowiekiem, który zamykał się we własnym zborze. W 1947 roku przygarnął, a w 1950 oficjalnie adoptował dwóch osieroconych chłopców o nazwisku Zoschke.5 Niepełnosprawny krawiec bez własnego majątku wziął na siebie cudze sieroty.
✦ ✦ ✦Trzymał ten zbór trzynaście lat. W 1958 roku, gdy resztki niemieckiej ludności ewangelickiej wyjeżdżały na zachód, wyjechał i Paul Manzek — do Republiki Federalnej Niemiec.5 Także tam pozostał wierny temu, co robił nad Łupawą. W nowej ojczyźnie opiekował się ludźmi niepełnosprawnymi — sam człowiek o jednej krótszej nodze — i utrzymywał kontakt z dawnymi parafianami rozsianymi po świecie: rozsyłał im listy z rozważaniami biblijnymi. Do końca życia. Zmarł 11 czerwca 1992 roku w Lilienthal pod Bremą, w wieku osiemdziesięciu pięciu lat.
Z dawnego zboru zostały kamienie. Łupawski kościół, dziś rzymskokatolicki, zachował renesansową ławę kolatorską, chrzcielnicę z 1865 roku i barokową ambonę z ołtarza ambonowego ufundowanego w 1750 roku przez Philippa Otta von Grumbkow.2 W sąsiednim Żochowie stoi murowany, neogotycki kościół z 1913 roku — niegdyś filiał Łupawy — a w pobliskim Darżynie mały ceglany kościółek z 1915 roku, przejęty przez katolików w 1947 roku pod wezwaniem świętego Józefa.9 Na przykościelnym cmentarzu w Łupawie pochowano między innymi ewangelików zastrzelonych przez żołnierzy radzieckich w marcu 1945 roku.4 Same mury, daty, herby fundatorów.
Pozostało jednak nie tylko to. Gdy odeszli pastorzy z tytułami i wykształceniem, gdy rozpadło się wszystko, co dawało parafii oparcie, zbór w Łupawie trwał jeszcze trzynaście lat — dzięki krawcowi, który nie był księdzem, czytał cudze kazania i chodził o kuli. To jego ludzie zapamiętali; do niego pisali, gdy już dawno go z nimi nie było. W dziejach Kościoła zostają zwykle ci, którzy mieli urzędy i pieczęcie; w Łupawie został w pamięci prosty człowiek, który nie odszedł, kiedy odejść było najłatwiej.