Kto staje dziś na placu Mariackim w Słupsku, ma przed sobą jedną z najpotężniejszych budowli, jakie postawiono na środkowym Pomorzu — masywną, gotycką bryłę z czerwonej cegły, kryjącą trójnawową bazylikę, ze sklepieniem gwiaździstym w nawie głównej i prezbiterium oraz krzyżowo-żebrowym w nawach bocznych.1 Pięćdziesięciometrowa wieża odchylona jest od pionu o osiemdziesiąt dziewięć centymetrów — tyle, że widać to gołym okiem z ulicy Mikołajskiej. Pierwsza wzmianka o tutejszej parafii pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny pochodzi z dokumentu lokacyjnego z 1310 roku, który potwierdził Słupskowi prawa miejskie. Sama świątynia jest młodsza od tego dokumentu: wzniesiono ją w połowie XIV wieku, dla niemieckiej gminy miejskiej, a w roku 1500 rozbudowano. Istnieje hipoteza, że wcześniej stał tu kościół pod wezwaniem świętego Maurycego.
Trzeba tę historię opowiedzieć w całości, bo niewiele jest na Pomorzu miejsc, w których dzieje jednego kościoła tak wiernie odbijają dzieje całej krainy — od reformacji, przez pietyzm, po dwa totalitaryzmy XX wieku. Pod tym jednym dachem zostawiło ślad wszystko, co przez pięć stuleci przeszło przez Słupsk.
✦ ✦ ✦Reformację na terenie miasta datuje się nie na przybycie kaznodziei, lecz na rok 1517, kiedy doszło tu do poważnego sporu mieszczan z miejscowym duchowieństwem — i to w sprawie jak najbardziej przyziemnej: podatkowej.2 Ten bunt o pieniądze otworzył uszy słupszczan na nową naukę. Pierwsze kazania w duchu luterańskim padły z ambony Mariackiego już w 1521 roku, a głosił je ksiądz Tomasz Hecket, ówczesny proboszcz parafii. W 1525 roku tłum antykatolicko nastawionych słupszczan zniszczył wnętrze świątyni; po tym wydarzeniu, za zgodą książąt Gryfitów, ustanowiono przy kościele pierwszego ewangelickiego pastora — księdza Jakuba Hogensee.3 Przez ręce kolejnych kaznodziei — Petera Suawego, Laurentiusa Morgensterna, Jana Amandusa — luteranizm został w Słupsku przyjęty oddolnie, przez zdecydowaną większość mieszczan, zanim jeszcze stał się prawem.
Kiedy więc reformację wprowadzono oficjalnie na całym Pomorzu, Słupsk był już gotowy. Między 10 a 13 stycznia 1535 roku miasto stało się miejscem pierwszej wizytacji kościelnej, którą kierował ksiądz doktor Jan Bugenhagen — reformator Pomorza i Danii, najbliższy współpracownik Lutra, autor pomorskiej ordynacji kościelnej.4 Tu też umieszczono siedzibę jednej z trzech generalnych superintendentur Pomorza. Od 1535 roku aż do końca II wojny światowej kościół Mariacki należał już wyłącznie do ewangelików, a jego proboszcz był kolejno superintendentem generalnym, prepozytem synodu słupskiego i superintendentem diecezji Słupsk-Miasto. Międzywojenna parafia Mariacka liczyła około trzydziestu dwóch tysięcy osób skupionych w pięciu zborach — była to wielka, ludna wspólnota wielkomiejska.
✦ ✦ ✦Wiek osiemnasty obrodził w Słupsku ruchem, który odcisnął się na całym duchowym obliczu miasta — pietyzmem. To tutaj powstał najaktywniejszy na Pomorzu ośrodek tego nurtu, kładącego nacisk na osobistą pobożność, czytanie Pisma i praktykę miłosierdzia.5 Słupscy pietyści skupiali się wokół miejscowego prepozyta, księdza Johanna H. Sprogla, a wśród liderów ruchu w powiecie znaleźli się proboszczowie okolicznych wsi. Jednym z nich, duszpasterzem w Główczycach, był ksiądz Peter Schimansky — herrnhuta, należący do wspólnoty braci morawskich. Ze słupskim środowiskiem związany był też ksiądz profesor Franz Albert Schultz, superintendent generalny i pietysta, później rektor uniwersytetu w Królewcu i nauczyciel — co brzmi dziś zdumiewająco — samego Immanuela Kanta.6 Z tej samej tradycji wyrósł również ksiądz Christian Wilhelm Haken, proboszcz mariacki od 1771 roku, członek Akademii Nauk w Berlinie i dziejopis Słupska oraz Koszalina.
Świątynia gromadziła pod swoim dachem także i tych, którzy z amboną nie mieli wiele wspólnego. Pod jej posadzką pochowano Wilhelma Sebastiana von Bellinga (1719–1779) — pruskiego generała porucznika huzarów Fryderyka II Wielkiego, twórcę i dowódcę słupskiego regimentu huzarów, który zapoczątkował kawaleryjskie tradycje miasta. Znany był z głębokiej religijności, a miejsce jego spoczynku w ewangelickiej świątyni mówi wiele o tym, jak ściśle splatały się tu wiara, wojsko i mieszczański Słupsk.
✦ ✦ ✦A potem nadszedł wiek dwudziesty i jego dwa totalitaryzmy. W latach trzydziestych i czterdziestych na terenie środkowego Pomorza w Kościele ewangelickim ścierały się wpływy zwolenników nazizmu — tak zwanych „niemieckich chrześcijan” — i ich przeciwników.7 W oporze wobec narzuconych przez reżim biskupów działało wielu duchownych skupionych w Kościele Wyznającym (Bekennende Kirche), tym samym ruchu, z którego wyrósł ksiądz Dietrich Bonhoeffer. Jednym z nich był ostatni ewangelicki proboszcz Mariackiego — ksiądz Rudolf Spittel.
Urodził się 6 marca 1898 roku w Wejherowie.8 Maturę zdał w Gdańsku w 1917 roku, teologię ewangelicką studiował w Greifswaldzie, Berlinie i Marburgu. Ordynowano go w Słupsku 18 listopada 1923 roku, a od 21 września 1924 roku był czwartym proboszczem parafii Mariackiej — i pozostał nim aż do 15 kwietnia 1945 roku. Był człowiekiem czynu i Kościoła zarazem: w 1929 roku ogłosił broszurę o organach, organistach, chórach i koncertach w kościele Mariackim, a w latach 1932–1933, już jako członek Kościoła Wyznającego, założył w Orzechowie koło Ustki Ewangelicki Dom Wakacyjny dla młodzieży. W latach 1938–1939 ośrodek ten stał się miejscem „pielgrzymek” tysięcy młodych ewangelików z całego Pomorza — i właśnie dlatego celem ataków Gestapo oraz miejscowego Hitlerjugend.
Spittel nie chował się za kościelnym progiem. Publicznie protestował przeciwko reżimowi hitlerowskiemu, był obrońcą ofiar obozów koncentracyjnych i przeciwnikiem eutanazji — owego nazistowskiego programu zabijania chorych i niepełnosprawnych, który machina propagandy podawała jako „akt miłosierdzia”.9 26 stycznia 1942 roku za głoszone poglądy i krytykę propagandowego filmu „Oskarżam” — obrazu, którym reżim usprawiedliwiał właśnie eutanazję — trafił do więzienia. Parafianie odpowiedzieli czymś, na co w Trzeciej Rzeszy mało kto się ważył: zorganizowali demonstrację, domagając się uwolnienia swojego duszpasterza. To rzadki, poruszający obraz — ewangelicka wspólnota wielkomiejska upominająca się głośno o swojego księdza w samym środku wojny.
✦ ✦ ✦Koniec wojny nie przyniósł mu ratunku, lecz nowe więzienie. W kwietniu 1945 roku ksiądz Spittel został aresztowany przez władze radzieckie i osadzony kolejno w obozach dla Niemców w Toruniu i Grudziądzu.10 Zmarł 26 lipca 1945 roku na tyfus w obozie zwanym „Narwik” na terenie Gdańska — tam, gdzie niemal pół wieku wcześniej zdawał maturę. Tym samym ostatni ewangelicki proboszcz Mariackiego dzielił los, który po 1945 roku dotknął cały niemiecki, ewangelicki Słupsk: świat ten przestawał istnieć. Jego żona Lydia, którą poślubił 9 września 1926 roku, pozostała wdową po człowieku, który nie ugiął się ani przed jednym, ani przed drugim totalitaryzmem.
Sama świątynia również nie przetrwała tych miesięcy bez ran. W 1945 roku budynek został częściowo zniszczony przez żołnierzy Armii Czerwonej — wypaliło się wnętrze, runęła barokowa głowica wieży.11 W 1948 roku kościół odbudowano, ale już nie dla ewangelików — przejęła go parafia rzymskokatolicka, która gospodaruje w nim do dziś. To kolej rzeczy, jaka po wojnie spotkała setki pomorskich kościołów: wspólnota, która je wznosiła, odeszła wraz z przesuniętą granicą, a mury — same w sobie niczyje i wszystkich — przyjęły nowych gospodarzy i nowy język modlitwy. W tym nie ma krzywdy; jest ciągłość świętego miejsca, które dalej służy Bogu, choć innym obrządkiem.
Dlatego warto, wchodząc dziś do Mariackiego, zatrzymać się przy jego najcenniejszych zabytkach — szesnastowiecznej, późnogotyckiej grupie rzeźbiarskiej „Ukrzyżowanie”, przypisywanej Mistrzowi Pawłowi z Gdańska, i późnorenesansowej ambonie, którą w latach 1609–1630 wykonał słupski snycerz Paweł Waltersdorf.1 Tę ambonę zawieszono niegdyś pośrodku nawy po to, by luterański kaznodzieja był lepiej widoczny i słyszalny, a ławki aż do 1945 roku ustawione były — zgodnie z ewangelicką tradycją — frontem właśnie ku niej. Bo w kościele, w którym słowo postawiono w centrum, wszystko obracało się ku ambonie. Pięć wieków później ambona wciąż tam wisi — i wciąż przypomina o księdzu Spittlu, który z takiej właśnie mówił prawdę, gdy prawda kosztowała życie.