Przy dawnej Schlagestrasse — dziś ulicy Słowiańskiej — w Słupsku stoi mały kościół, którego wejście umieszczono przodem do chodnika.1 Nad drzwiami ma drobne zadaszenie o lekko pochyłej, schodkowej formie, które, jak pisze kronikarz parafialny, przypomina głowę chrabąszcza. To Kościół Chrystusa: świątynia ewangelicko-metodystyczna, wzniesiona w roku 1925 i poświęcona 29 listopada tegoż roku. Mieściła sto osiemdziesiąt miejsc siedzących. Wybudowali ją słupscy metodyści — z pomocą baptystów — i już w tym jednym zdaniu kryje się rys, który zdefiniuje całą dalszą historię tego miejsca: na Pomorzu Środkowym mniejszościowe Kościoły protestanckie nieraz musiały sobie wzajemnie pomagać, dzielić mury i wspierać się nawzajem, bo żaden z nich nie był tu duży.
Trzeba tę historię opowiedzieć, bo niewiele jest budynków, w których powojenne losy całego regionu odbijają się tak wyraźnie. Kto metodyzm zna tylko ze słyszenia, łatwo go pomyli z luteranizmem. A różnica jest istotna — i bez niej nie da się zrozumieć tego, co działo się tu po 1945 roku.
✦ ✦ ✦Metodyzm narodził się w XVIII wieku w łonie Kościoła anglikańskiego, jako ruch odnowy duchowej zapoczątkowany przez księdza Jana Wesleya (1703–1791), duchownego anglikańskiego i wykładowcę Oksfordu, oraz jego brata Karola.2 Wesley nie zamierzał zakładać nowego Kościoła — chciał ożywić wiarę przez nacisk na osobiste nawrócenie, świętość życia i pewność zbawienia. Z czasem ruch usamodzielnił się i rozszedł po świecie. Na ziemie polskie metodyzm w zorganizowanej formie dotarł po pierwszej wojnie światowej, choć niemieckojęzyczne zbory metodystyczne istniały na tych terenach już w XIX wieku. To właśnie z takiego, jeszcze niemieckiego korzenia wyrasta historia Słupska.
Początki były skromne i cierpliwe. W latach 1892–1894 pastor Hugon Günther z Białogardu objeżdżał okolice Słupska, szukając gruntu pod zbór metodystyczny.1 Pod koniec XIX wieku z inicjatywy pewnej metodystki z Koszalina, która przeprowadziła się do Ustki, zaczęły się tam odbywać nabożeństwa — pierwsze poprowadził 11 listopada 1898 roku ksiądz Jürgen Rasmussen. Zbór w Słupsku powstał w 1894 roku, w Ustce w 1898; razem tworzyły jeden okręg zborowy Słupsk–Ustka, należący do Episkopalnego Kościoła Metodystycznego. Pierwsza sala modlitw słupskiego zboru mieściła się przy Goldstrasse 14, dzisiejszej ulicy Zamenhofa. Największy rozkwit przyszedł u schyłku lat dwudziestych: w 1928 roku okręg liczył już siedem placówek, sześć szkółek niedzielnych z około dwustu pięćdziesięciorgiem dzieci, dwa koła młodzieżowe, cztery chóry. Wtedy też, wiosną 1925 roku, zapadła decyzja o budowie własnego kościoła w Słupsku — i tak powstał Kościół Chrystusa.
✦ ✦ ✦A potem przyszedł marzec 1945 roku. Front zbliżał się do Słupska, miasto przechodziło z rąk do rąk, a wraz z nim los jego mieszkańców. W te dni grozy w budynku Kościoła Chrystusa schroniło się kilkanaście niemieckich kobiet.1 Kronika parafialna zapisuje rzecz krótko i bez patosu: ukrycie się w murach świątyni uchroniło je przed okrucieństwem żołnierzy radzieckich. To jedno zdanie waży więcej niż się wydaje. W chwili gdy świat tych kobiet — niemiecki, ewangelicki Słupsk — rozpadał się ostatecznie, mały metodystyczny kościół stał się dla nich tym, czym kościół bywał od wieków: miejscem azylu. Niedługo potem zaczęła się zupełnie nowa, polska i powojenna epoka tego budynku.
Ta epoka oznaczała ogromne przesunięcie ludzi i wyznań. Niemcy odeszli albo zostali wysiedleni; przyszli osadnicy z głębi Polski, w większości katolicy. Na Pomorzu pozostała jednak ludność rodzima — autochtoni: Słowińcy i Kaszubi z okolic jeziora Gardno i Łeby, w znacznej części o ewangelickich korzeniach. To o nich, o ich dusze i kościoły, rozegrała się powojenna gra wyznaniowa, której Kościół Chrystusa był jednym z punktów.
✦ ✦ ✦Polski Kościół Ewangelicko-Augsburski — luterański — wyszedł z wojny dotkliwie osłabiony.3 Brakowało księży: duchowni optujący za niemieckością musieli opuścić Polskę, a polscy zostali zdziesiątkowani przez okupanta. W tę lukę wszedł sprawnie Kościół Metodystyczny, który już w 1945 roku uzyskał podstawę prawną dla swej działalności i rozesłał pastorów na Mazury oraz na Pomorze. Metodyści docierali do autochtonów z argumentem, że ich Kościół jest bliższy dawnemu pruskiemu Kościołowi unijnemu niż Kościół Ewangelicko-Augsburski, który zawsze podkreślał swój wybitnie luterański charakter. W pracy duszpasterskiej upodabniali się przy tym do zwyczajów ewangelickich — w sposobie sprawowania Komunii Świętej, w obrzędzie konfirmacji — a nawet posługiwali się katechizmami Marcina Lutra.
Na Pomorzu Środkowym i Zachodnim ta misja nie osiągnęła jednak rozmiarów porównywalnych z mazurskimi.4 Tam, na Mazurach, metodyści w szczytowym roku 1952 zgromadzili około dziewięciu tysięcy wiernych — głównie spośród tak zwanych gromadkarzy, ewangelickich autochtonów, którzy w czasach zaboru, w obawie przed germanizacją, odsunęli się od niemieckich pastorów. Na Pomorzu liczby były skromniejsze: w 1952 roku tutejsze parafie metodystyczne skupiały około dwustu pięćdziesięciu wyznawców. Zaważyła na tym, jak ujmuje to źródło parafialne, „zdecydowanie luterańska świadomość ewangelików w pomorskim Kościele unijnym”. Gdzie indziej spór bywał ostrzejszy. Władze państwowe — patrzące na obie wspólnoty przez pryzmat „repolonizacji” — z czasem doszły do wniosku, że rywalizacja Kościołów raczej szkodzi ich planom, i postanowiły wspierać większy Kościół Ewangelicko-Augsburski.4 Tę optykę władz potwierdzają opracowania naukowe; źródło parafialne mówi raczej o naturalnym odpływie wiernych i o aktywizacji luteran.
✦ ✦ ✦Bo na Pomorzu Środkowym to luteranie z czasem wzięli górę — nie tyle przez nawracanie, ile przez przejmowanie obsługi zborów. Już w 1947 roku w Słupsku założono parafię ewangelicko-augsburską, a metodyści dysponowali w latach 1948–1949 kolejno trzema kaplicami uzyskanymi od władz.5 W 1947 roku powstała parafia w Bytowie, głównie z autochtonów; tego samego roku podjęto pracę misyjną wśród ludności słowińskiej, między innymi w Gardnie Wielkiej i Klukach. Ale od 1952 roku stan posiadania metodyzmu w regionie zaczął się kurczyć — przez wyjazdy do Niemiec i przez odchodzenie wiernych do innych wyznań, najczęściej w związku z małżeństwami mieszanymi. W latach sześćdziesiątych nastąpił odpływ autochtonów ze zborów słupskiego i bytowskiego; metodyści wycofali się, zostawiając te placówki pod jurysdykcją luteran. Od 1964 roku zbór bytowski praktycznie przejęli ewangelicy augsburscy.
Wycofanie się jednego Kościoła oznaczało zawsze pytanie: co dalej z murami? I tu zaczyna się najbardziej zdumiewająca część tej opowieści — pasmo zmian właścicieli świątyń, jakiego nieczęsto doświadcza jeden region. Sam słupski Kościół Chrystusa metodyści udostępnili baptystom i adwentystom, tak że od 1971 roku stał się współwłasnością trzech różnych Kościołów.5 W Koszalinie metodystyczna świątynia w dwóch trzecich przeszła na własność Kościoła Zielonoświątkowego. Zabytkowy kościół w Bytowie, użytkowany przez metodystów, sprzedano parafii greckokatolickiej. Trzy te przykłady — adwentyści i baptyści pod jednym dachem, zielonoświątkowcy w drugim, grekokatolicy w trzecim — mówią o powojennym Pomorzu więcej niż niejeden traktat: oto kraina, w której opuszczone ewangelickie mury przejmowały po kolei wspólnoty o najróżniejszych tradycjach, każda niosąc tu własną wiarę.
✦ ✦ ✦Byłoby jednak niesprawiedliwie zamknąć tę historię obrazem samej rywalizacji. Bo równolegle do sporów o mury rosła tu rzecz przeciwna — bliska, codzienna współpraca. Opiekę duszpasterską nad środkowopomorskimi metodystami sprawował przez niemal trzydzieści lat (1957–1986) ksiądz Mieczysław Ostrowski, ceniony w regionie działacz ekumeniczny, długoletni przewodniczący koszalińsko-słupskiego oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej.6 Jego zbory aktywnie włączały się w regionalny ruch ekumeniczny, organizując cykliczne nabożeństwa o jedność chrześcijan. Współpraca metodystów z luteranami układała się dobrze: metodyści uczestniczyli w nabożeństwach ekumenicznych miejscowych parafii luterańskich, a od 1994 roku oba Kościoły pozostają w pełnej wspólnocie ołtarza i ambony — w pełnej, jak mówi się w ekumenii, interkomunii.
Tak właśnie zamyka się ten niewielki rozdział pomorskich dziejów. Mały kościół przy dawnej Schlagestrasse, który metodyści wznieśli wspólnie z baptystami, w marcu 1945 roku dał schronienie kilkunastu kobietom, a potem — wraz z całym regionem — przeszedł przez powojenne przetasowanie wyznań: misję wśród Słowińców i Kaszubów, cichą rywalizację z luteranami, odpływ wiernych, przekazywanie świątyń adwentystom, baptystom, zielonoświątkowcom i grekokatolikom. Dziś w Kościele Chrystusa odbywają się niedzielne nabożeństwa ewangelicko-metodystyczne, a w soboty na spotkaniach modlitewnych gromadzą się słupscy adwentyści.1 Pod jednym dachem, po dziesięcioleciach sporów i ustępstw, modlą się obok siebie wyznawcy różnych tradycji. Pomorze nieraz traciło swoje świątynie i przekazywało je z rąk do rąk. Ta jedna nigdy nie przestała być domem modlitwy.