Mikorowo — po niemiecku Mickrow — to stara wieś kaszubska, której imię pojawia się na kartach historii już w 1301 roku, gdy należała do rodziny von Schwave.1 Leży nad jeziorem, w okolicy dziś cichej i zalesionej, na południowy wschód od Słupska, w granicach gminy Czarna Dąbrówka. Przez następne stulecia przechodziła z rąk do rąk pomorskiej szlachty: w 1480 roku osiedlili się tu Grumbkowowie, którzy zapewne ufundowali kościół; potem byli Zitzewitzowie, Puttkamerowie, a w 1732 roku majątek nabył Christian Ernst von Münchow i wzniósł we wsi piękny pałac. Zwyczajne dzieje pomorskiej wsi szlacheckiej — gdyby nie to, że Mikorowo zapisało się w pamięci Pomorza jako jedno z najbardziej znanych miejsc oporu przeciw germanizacyjnej polityce pruskiej administracji kościelnej w XVIII wieku.
Trzeba tę historię opowiedzieć ostrożnie, bo dotyka rzeczy delikatnej — tożsamości i mowy ludzi, których już nie ma, a których pamięć zasługuje na rzetelność, nie na legendę. Spór o język w kościele nie był tu sporem narodowościowym w dzisiejszym znaczeniu. Był sporem o to, w jakiej mowie człowiek ma słyszeć kazanie, spowiadać się i śpiewać pieśni — czyli o najbardziej wewnętrzną część życia wiary. I właśnie dlatego budził tak gwałtowne emocje.
✦ ✦ ✦W XV wieku większość tutejszej szlachty uległa już zniemczeniu i mowy rodzimej używała tylko w rozmowach z poddanymi.1 Ale chłopi i drobna, liczna, a uboga szlachta kaszubska trwali przy swoim. Jak bardzo Mikorowo było kaszubskie jeszcze pod koniec XVIII wieku, mówi świadectwo niezależne od kronik parafialnych: w 1780 roku pastor i językoznawca Christian Wilhelm Haken sporządził raport o stanie mowy kaszubskiej w parafiach Pomorza Środkowego. Podzielił je na dwie grupy — te, w których pastor musi głosić po kaszubsku bezwarunkowo, bo połowa albo dwie trzecie ludności nie rozumie dostatecznie niemieckiego, oraz te, w których — jak to ujął — „mowa kaszubska wnet ustanie”. Mikorowo wymienił w tej drugiej grupie, obok Damna, Łupawy, Nożyna i Budowa.2 Raport jest zimny i urzędowy, ale właśnie dlatego cenny: potwierdza, że jeszcze w 1780 roku w mikorowskim kościele kaszubszczyzna była żywa, choć już zagrożona.
To w tym kontekście — kurczącej się, lecz wciąż bronionej mowy — rozegrał się dramat lat 1778–1779.
✦ ✦ ✦W tych latach miały w Mikorowie miejsce rozruchy związane z obsadzeniem we wsi niemieckojęzycznego proboszcza.1 Dla tutejszych ludzi oznaczało to, że odtąd Słowa Bożego mieliby słuchać w mowie, której wielu nie pojmowało dość dobrze, by się modlić. Bunt — jak podaje źródło — odbił się głośnym echem. Wieś zamieszkana była wówczas przez liczną, lecz biedną szlachtę kaszubską; jedyny duży majątek należał do rodziny von Massow. I to konsekwentna polityka właściciela tego majątku, wymierzona przeciw drobnej szlachcie kaszubskiej i poparta przez ówczesne władze słupskie, doprowadziła ostatecznie — już w połowie XIX wieku — do wyparcia języka kaszubskiego i całkowitej germanizacji wsi.1 Opór z lat siedemdziesiątych XVIII wieku był więc walką przegraną, ale niedaremną: odsunął koniec o dwa pokolenia.
Warto tu zachować ostrożność. Źródło parafialne mówi o „rozruchach” i „rebelii”, lecz nie podaje ich szczegółowego przebiegu ani liczby uczestników; nie zachował się — przynajmniej w dostępnym przekazie — protokół procesowy tych wydarzeń. Pewne jest, że spór dotyczył języka kazań i osoby narzuconego proboszcza, oraz że pozostawił trwały ślad w pamięci. Co do dramatyzmu i skali — należy mówić powściągliwie.
Ostatnie kazanie po kaszubsku wygłoszono w Mikorowie w 1793 roku.1 Padło ono za czasów proboszcza Samuela Gotthilfa Seebalda, duchownego rodem ze Słupska, wcześniej nauczyciela w domu rodziny von der Schulenburg.3 Po tej dacie z mikorowskiej ambony rozbrzmiewał już tylko niemiecki. To jeden z tych cichych, niezapisanych w wielkich kronikach momentów, w których jakaś mowa po raz ostatni służy modlitwie — i milknie.
✦ ✦ ✦Lista mikorowskich proboszczów ciągnie się od 1570 roku i kryje w sobie postacie, których losy same w sobie są opowieścią o Pomorzu.3 Pierwszym znanym z imienia był ksiądz Dawid Zelack (1570–1616). Po jego śmierci parafię objął ksiądz Jakob Klugig — w źródłach zapisywany też jako Klug lub Kloke (1617–1622). Opuścił on Mikorowo, by zostać duszpasterzem w Brzeźnie Lęborskim, i tam dosięgła go tragedia wojny trzydziestoletniej. W 1636 roku tamtejszy kościół został przemocą przywrócony katolicyzmowi przez żołnierzy cesarskich. O postawie pastora Klugiga zachował się przekaz: „Swojego kościoła i wiary mężnie bronił ks. J. Klugig, uległ jednak w końcu przed zbrojną przemocą, za co wkrótce zapłacił życiem”.4 Został zapewne ciężko poturbowany przez żołnierzy i zmarł od ran. To jeden z męczenników luterańskiego Pomorza okresu kontrreformacji — człowiek, który przez kilka lat głosił Słowo w Mikorowie, a poległ za wierność wyznaniu kilka wsi dalej.
Zupełnie inną — barwną i kłopotliwą — postacią był człowiek, który w tej historii pojawia się jako fałszywy kaznodzieja. Georg Stachel prawdopodobnie był studentem teologii, lecz podawał się za ordynowanego duchownego, którym nie był.3 Nie uzyskał akceptacji władz kościelnych — a mimo to przez około półtora roku faktycznie pełnił w Mikorowie obowiązki proboszcza i, jak podaje źródło, otrzymał nawet pewne zezwolenie na głoszenie kazań. Trudno dziś orzec, ile było w tym świadomego oszustwa, ile zaś skutku zwykłego braku duchownych na ubogiej, prowincjonalnej parafii, gdzie wieś potrzebowała kogoś przy ołtarzu. Rzecz znamienna jednak: dopiero gdy słupskie władze diecezjalne uporządkowały sytuację, parafię objął prawnie ustanowiony proboszcz, ksiądz Friedrich Veggerow (1715–1725). Epizod Stachla mówi sporo o realiach kościelnego życia na pomorskiej prowincji — o tym, jak cienka bywała granica między posługą a samozwaństwem, gdy nadzór był daleko, a wiernych trzeba było jakoś obsłużyć.
✦ ✦ ✦Sam kościół w Mikorowie ma rodowód sięgający 1491 roku, gdy po raz pierwszy go wzmiankowano.1 Tę najstarszą świątynię rozebrano w 1675 roku i odbudowano trzy lata później; obecny budynek — pozbawiona ozdób, szachulcowa budowla z wieżyczką — wzniesiono w 1815 roku. Z dawnego, ewangelickiego wyposażenia przetrwało niewiele. Najcenniejsza była ośmioboczna chrzcielnica, przykład XVI-wiecznej sztuki renesansowej, z misą z kutego mosiądzu przedstawiającą scenę Zwiastowania — w 1894 roku znalazła się w zbiorach Muzeum Pomorskiego Towarzystwa Historycznego i Archeologicznego w Szczecinie. Konstrukcję ołtarza połączonego z amboną przejęto z wcześniejszego kościoła; na cynowych żyrandolach widniały imiona fundatorów i rok 1619 — data, która prawdopodobnie znaczy ważne wydarzenie z życia parafii, być może konsekrację.
Wiele ze wspólnoty mikorowskiej można dziś zrekonstruować właśnie z ksiąg i archiwum parafialnego, które prowadzono z rzadko spotykaną pieczołowitością. Rejestr chrztów obejmował lata 1676–1945, rejestr ślubów zaczynał się w 1676, rejestr zmarłych w 1677, własną kronikę prowadzono regularnie od 1782 roku.5 Z tych zapisów wyłania się obraz wspólnoty rozległej: w 1925 roku w gminie Mickrow żyło 563 luteran — to 98,1 procent mieszkańców; obok nich jeden katolik i czworo Żydów. Pod opieką mikorowskiego proboszcza w 1931 roku pozostawało łącznie około 2700 luteran. Same księgi parafii uznaje się dziś za zniszczone lub zaginione — a to znaczy, że dla wielu rodzin ten urwany przekaz jest jedynym, co po nich zostało.
✦ ✦ ✦Do parafii mikorowskiej należały Kozy i Kozin — dwie sąsiednie miejscowości, których losy splatają się z dziejami Mikorowa.6 Kozy (niem. Kose) to sołecka wieś, wzmiankowana już jako Cosa w 1301 roku; nazwa jest dwuznaczna — może pochodzić od zwierzęcia albo od nazwiska „Koza”, a obecna postać ukształtowała się pod wpływem niemieckich zapisów. Pod koniec XVIII wieku rozwinęła się tu produkcja szkła: powstała huta i tartak, a dla robotników wzniesiono małe osiedle. W 1925 roku w gminie Kose mieszkało 831 ewangelików — 92,3 procent — oraz 59 katolików.
W samych Kozach kościoła nie było; miejscem nabożeństw ewangelickich mieszkańców był Kozin (niem. Cosemühl, dawniej Kosemühl), osada kaszubska zwana niegdyś Kozińskim Młynem.6 Stał tam prosty kościół szachulcowy, użytkowany od 1744 roku, oficjalnie otwarty 15 września 1746 roku — niektórzy historycy datują ukończenie budowy na 1748 rok. Jego fundatorem był miejscowy posiadacz ziemski Christian Ernst von Münchow, ten sam, który zbudował mikorowski pałac. Ciekawostka, którą podawano jeszcze na początku XX wieku: kozinski kościół miał jako jedyny w powiecie słupskim dach pokryty słomą. Co warte uwagi — parafianie Kozina inaczej niż mikorowscy wyznawali kalwinizm, więc wzniesienie luterańskiej świątyni nie musiało być dla nich pierwszą troską. Pod koniec XIX wieku w Kozinie osiedliła się też grupa katolików z okolic Kartuz; ze względu na postawę ewangelickiego właściciela ich niewielki kościół filialny — zbudowany w 1931 roku — stanął nie we wsi, lecz na śródleśnym wzgórzu, ponad trzy kilometry od osady.
✦ ✦ ✦Ostatni rozdział tej historii należy do człowieka, który w godzinie próby został przy swoich wiernych. Ostatnim ewangelickim proboszczem w Mikorowie był ksiądz Gustav Oehrn (1920–1945) — optant, uchodźca z Łotwy.7 Nie opuścił wiernych swojego kościoła podczas przełomowych wydarzeń marca 1945 roku. Gdy 8 marca we wsi pojawiły się wycofujące się w stronę Lęborka jednostki Wehrmachtu, miejscowe władze NSDAP zarządziły powszechną ewakuację. Do kolumny uciekinierów dołączył również pastor. Droga wiodła przez Kotuszewo, Unieszyno i Lębork ku granicy prowincji Prusy Zachodnie, w kierunku portu w Gdyni.
Przed jej przekroczeniem kolumnę dogoniły frontowe jednostki Armii Czerwonej, których dowódcy nakazali ewakuowanym natychmiastowy powrót do rodzinnych wsi. Po kilku dniach do Mikorowa wrócił też ksiądz Oehrn. Podobnie jak większość rdzennych mieszkańców opuścił je dopiero na przełomie lat 1945 i 1946.7 Tak skończyła się ewangelicka parafia w Mikorowie — nie jednym dramatycznym ciosem, lecz powolnym wygaśnięciem: wyjazdem ludzi, którzy przez wieki śpiewali tu po kaszubsku i po niemiecku. Do sierpnia 1945 roku nie było we wsi jeszcze osadników polskich; zaczęli napływać dopiero z początkiem 1946 roku — ludność z województw centralnych i południowych oraz repatrianci ze Wschodu.
Po wojnie świątynie przejął Kościół rzymskokatolicki. Dawny luterański kościół w Kozinie już dziś nie istnieje; mikorowska szachulcowa budowla z 1815 roku stoi nadal. A wokół, na trzech dawnych cmentarzach ewangelickich Mikorowa — jednym na stoku góry przy pałacu, drugim w południowej części wsi, trzecim przy drodze ku Kozom — oraz na nekropoliach w Kozach i Kozinie, w większości zaoranych, z usuniętymi nagrobkami, leżą ci, którzy bronili swojej mowy.8 Mikorowo nie obroniło kaszubszczyzny. Ale na dwa pokolenia ją zatrzymało — i o tym warto pamiętać.