Są budowle, które zdradzają zamiar swoich fundatorów samym tylko ustawieniem na mapie. Kościół w Rokitach — dużej wsi czterdzieści pięć kilometrów na południowy wschód od Słupska, a dwadzieścia sześć na północny wschód od Bytowa — postawiono na skraju osady, przy drodze z Czarnej Dąbrówki do Gowidlina, na pograniczu dwóch światów.1 Z jednej strony rozciągał się protestancki, niemiecki powiat słupski; z drugiej zaczynała się katolicka, kaszubska ziemia. Kiedy w 1891 roku, podczas wizytacji generalnej parafii w Mikorowie, podjęto decyzję o stworzeniu tu osobnej placówki kościelnej, nie ukrywano, czemu ma ona służyć. Nowa parafia miała się stać — to słowa z ówczesnych dokumentów kościelnych — „bastionem przeciwko katolickiemu kaszubizmowi”.2
To zdanie trzeba przytoczyć uczciwie, ale i z dystansem. Było ono częścią polityki swojej epoki — pruskiej, a potem niemieckiej, polityki, która w katolicyzmie i w kaszubszczyźnie widziała zagrożenie dla narodowej i wyznaniowej jednolitości pogranicza. Dla Kaszubów oznaczało to nieustanny nacisk: germanizację szkoły, urzędu, ambony. Nie powtarzamy tego języka jako własnego — przeciwnie, dziś brzmi on jak świadectwo podziałów, które chrześcijaństwo powinno raczej leczyć niż utrwalać. Ale bez niego nie zrozumiemy ani Rokit, ani tego, co stało się z tutejszym kościołem później. Bo każda twierdza zakłada wroga — a kiedy front się przesuwa, twierdza zostaje po niewłaściwej stronie.
✦ ✦ ✦Najpierw jednak była zwykła, gorliwa praca duszpasterska. Od 1894 roku działał w okolicy nieformalny filiał parafii mikorowskiej, z osobnym wikariuszem oddelegowanym do opieki nad ewangelikami z Rokit, Koz i Oskowa.3 Pierwotnie siedzibę nowej parafii planowano w pobliskich Rokitkach, lecz w 1906 roku pomysł porzucono, gdy dwaj właściciele z Rokit zgodzili się oddać ziemię pod budowę za darmo. 1 stycznia 1907 roku podpisano dokument erygujący parafię; latem tego samego roku stanęła plebania z salą modlitw, postawiona za pieniądze Stowarzyszenia imienia króla Gustawa Adolfa — luterańskiej organizacji, która od XIX wieku wspierała zbory ewangelickie żyjące w diasporze, w otoczeniu innego wyznania. Kaplicę poświęcono już 29 listopada 1907 roku, a 1 kwietnia 1909 roku parafia rokicka została formalnie wydzielona z mikorowskiej. Pierwszym proboszczem został ksiądz Otto Sendler, dawny wikariusz tych okolic — człowiek, jak zanotowano, szczególnie zdolny, który w bardzo krótkim czasie zdobył miłość swoich parafian.
Sam kościół — ten, który stoi do dziś — wznoszono w latach 1911–1912. Kamień węgielny wmurowano 17 września 1911 roku w obecnym prezbiterium. Na budowę neogotyckiej świątyni z wysoką wieżą zwieńczoną spiczastym hełmem złożyły się sumy, które dobrze pokazują, jak poważnie traktowano to przedsięwzięcie: cesarz Wilhelm II przekazał 20 000 marek, a starosta powiatu słupskiego, doktor Walter von Brüning — 8 000.4 Budowę zakończono w 1912 roku i 20 grudnia kościół uroczyście poświęcono. We wnętrzu stanęły empory — organowa, zachodnia i wschodnia — wsparte na drewnianych słupach z bogato profilowanymi mieczami, a wyposażenie z czasów budowy obejmowało krucyfiks w prezbiterium, świeczniki w formie aniołów trzymających kolumnę, neogotycką chrzcielnicę, prospekt organowy i witraż. W 1924 roku statystyki kościelne wykazywały tu 1907 luteran; w 1932 — 1860. Na całą wieś z jednym katolikiem i czterema wyznawcami religii mojżeszowej w 1925 roku przypadała przytłaczająca, niemal stuprocentowa większość protestancka.5 Bastion zdawał się trwały.
✦ ✦ ✦1 listopada 1933 roku do Rokit przybył nowy duchowny — ksiądz Wilhelm Rieck.6 Najpierw pracował jako asystent kaznodziei, a od 1 stycznia 1934 roku został wybrany proboszczem. Było to już jednak inne Niemcy niż te, które fundowały tutejszą świątynię. Kilka miesięcy wcześniej władzę przejęli narodowi socjaliści, a w Kościele ewangelickim rozgorzał spór, który przejdzie do historii jako Kirchenkampf — walka o Kościół. Po jednej stronie stanęli tak zwani „niemieccy chrześcijanie”, którzy chcieli podporządkować Kościół ideologii rasowej i państwu Hitlera; po drugiej — Kościół Wyznający (Bekennende Kirche), broniący niezależności wiary i Pisma od nazistowskiego dyktatu.7 Także na Pomorzu Środkowym ścierały się wówczas, jak ujmują to źródła, wpływy zwolenników nazizmu i ich przeciwników — a do Kościoła Wyznającego należał w tej prowincji między innymi wybitny teolog Dietrich Bonhoeffer, który właśnie w Hinterpommern, w pobliskim Finkenwalde pod Szczecinem, prowadził seminarium zamknięte przez gestapo w 1937 roku.8
Po której stronie stanął proboszcz z Rokit, najlepiej mówią czyny, za które go ukarano. We wsi mieszkała żydowska rodzina o nazwisku Tabor. Ksiądz Rieck utrzymywał z nią — jak zapisano w aktach — stały kontakt. W epoce, gdy norymberskie ustawy rasowe wykluczały Żydów ze wspólnoty narodu, a sąsiedzi uczyli się odwracać wzrok, taki kontakt nie był sprawą prywatną. Był deklaracją. 29 czerwca 1939 roku Urząd Tajnej Policji Państwowej — gestapo — w Koszalinie wydał wobec księdza Riecka zakaz pobytu w czterech przygranicznych powiatach: bytowskim, lęborskim, miasteckim i słupskim.6 Uzasadnienie było wyłożone wprost: że jest krytyczny wobec państwa narodowosocjalistycznego i że utrzymuje stały kontakt z żydowską rodziną Tabor w Rokitach, co — jak pisano — miało wywoływać silne oburzenie wśród ludności. Tego oburzenia gestapo nie tyle stwierdzało, ile od wsi oczekiwało.
Wygnanie z pogranicza było dopiero początkiem. Machina kościelna, w znacznej części już uległa nowej władzy, dokończyła dzieła: postanowieniem Izby Dyscyplinarnej Konsystorza Ewangelickiego Prowincji Pomorskiej z dnia 8 sierpnia 1940 roku ksiądz Wilhelm Rieck został usunięty z urzędu.6 Tak skończyła się posługa duchownego, który w „bastionie” zbudowanym przeciw obcym okazał się obrońcą tych, których władza chciała wyrzucić poza nawias człowieczeństwa. Jego postawa wobec ludności żydowskiej i opór wobec nazistów — pisze autor cyklu, z którego czerpiemy tę historię — zasługują na szacunek i poważanie.6 Trudno o lepsze podsumowanie. Po Riecku przyszedł jeszcze, na ostatnie pięć lat istnienia niemieckiej parafii, ksiądz Kurt Hübner (1940–1945) — i na nim zamknęła się lista proboszczów, którą otwierał gorliwy Otto Sendler.
✦ ✦ ✦Koniec przyszedł szybko. 8 marca 1945 roku Groß Rakitt zajęły wojska sowieckie, a wkrótce po zakończeniu wojny wieś — wraz z całym Pomorzem Zachodnim — znalazła się pod polską administracją.1 Groß Rakitt przemianowano na Rokity. Dotychczasowych mieszkańców wypędzono: stu siedemdziesięciu sześciu osiedlono potem w Republice Federalnej Niemiec, pięćdziesięciu dziewięciu w NRD. Wraz z nimi odeszła ludność, dla której budowano tę świątynię. I oto front przesunął się ostatecznie: kościół wzniesiony jako luterańska twierdza przeciw katolickiej kaszubszczyźnie został 28 sierpnia 1945 roku przejęty przez katolików i poświęcony, a 1 czerwca 1951 roku erygowano przy nim parafię rzymskokatolicką.9 Mury, które miały bronić jednego wyznania, zaczęły służyć temu, przeciw któremu je stawiano.
A jednak ewangelicy z Rokit nie zniknęli od razu. Pozostała garstka tych, którzy nie odeszli, oraz nieliczni polscy luteranie — i to oni przez kilka dziesięcioleci podtrzymywali tu cichy, kurczący się zbór. Po wojnie kierował nim świecki kaznodzieja, lektor Karol Hartun (urodzony w 1897 roku), który gospodarował w pobliskim Bochowie i jeszcze przed wojną, od 1932 roku, miał uprawnienia ewangelisty.10 Odprawiał nabożeństwa domowe, między innymi w Siemirowicach, i prowadził pogrzeby — około trzydziestu rocznie. W 1954 roku Wydział do spraw Wyznań pozytywnie zaopiniował jego wniosek o przekazanie luteranom kaplicy w Rokitach, użytkowanej przez Kościół rzymskokatolicki. Kierowany przez Hartuna i Klausa Harmsa zbór tworzyło wówczas około stu ewangelików z okolic Rokit.
To była już jednak gospodarka schyłku. Liczby mówią same za siebie, jak gasnące świeczki na emporze: w 1962 roku „zbór niepolski” w Rokitach liczył pięćdziesięciu ewangelików; w 1967 — czterdziestu wyznawców z czterech miejscowości.11 23 czerwca 1971 roku władze PRL osobną decyzją zapewniły zborowi prawo do jednego nabożeństwa miesięcznie w poewangelickim kościele lub w sali modlitw na poewangelickiej plebanii. W 1975 roku nabożeństwa odprawiano dwa razy w miesiącu, a zbór obejmował czterdzieści osób, w tym dwoje dzieci. W 1983 roku ksiądz Rudolf Mrowiec wykazał już tylko dwudziestu siedmiu wiernych opłacających składki; na przełomie 1991 i 1992 roku ksiądz Mirosław Sikora — siedemnastu parafian. Opieka duszpasterska, którą po świeckich kaznodziejach przejęli w latach sześćdziesiątych ordynowani duchowni ze Słupska, trwała, lecz coraz mniejszemu gronu miała komu służyć.
✦ ✦ ✦Byłoby to opowieść wyłącznie o wygasaniu, gdyby nie ludzie, którzy aż do końca trzymali ten zbór przy życiu. W latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i na początku nowego wieku zborem, a od 1994 roku już tylko filiałem w Rokitach, kierował Ewald Rosin (1933–2011) — postać, w której skupia się cała godność tego małego, wiernego świata.12 Był członkiem Synodu Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej, przez trzy kadencje radnym gminnym, a od 1968 roku do początku XXI wieku kierował lokalną Ochotniczą Strażą Pożarną. W latach 1995 i 1996 rokicki zbór był współorganizatorem Ewangelickiego Święta Lata, które gromadziło po kilkuset ewangelików ze wschodniej części Pomorza — na chwilę garstka znów stawała się tłumem.
Dziś poewangelicki kościół w Rokitach służy katolikom, a obok stoi poewangelicka plebania z dawną salą modlitw. Historia, którą tu opowiedzieliśmy, nie ma w sobie nic z triumfu — w żadną stronę. Twierdza, którą postawiono przeciw kaszubskim sąsiadom, w godzinie próby wydała duchownego, który stanął po stronie prześladowanych Żydów i zapłacił za to urzędem. Wspólnota, którą budowano jako mur, rozpłynęła się w ciągu jednego pokolenia, a jej świątynia przeszła do tych, przeciw którym ją wznoszono. Pozostały dwa nazwiska, które warto zapamiętać razem: ksiądz Wilhelm Rieck, który wiedział, że bliźni jest ważniejszy od muru — i Ewald Rosin, który do ostatka pilnował, by w tym murze nie zgasło światło. Pomorze pełne jest takich kościołów, które zmieniły wyznanie. Niewiele z nich tak czytelnie pokazuje, że wiara nie jest twierdzą, lecz drogą — i że na tej drodze liczy się nie to, przeciw komu się stoi, ale przy kim.