Kto dziś w Słupsku wchodzi do Miejskiej Biblioteki Publicznej imienia Marii Dąbrowskiej, staje — choć rzadko o tym wie — w najstarszym budynku kościelnym miasta i w pierwszym, z którego ambony padło kazanie w duchu luterańskim.1 Pierwsza wzmianka o kościele świętego Mikołaja pojawia się w roku 1269. Była to wtedy drewniana świątynia o statusie kościoła prywatnego, a patron — święty Mikołaj, opiekun kupców — i charakter uposażenia wskazują, że gromadziła wokół siebie środowisko kupiecko-rzemieślnicze: ludzi portu, wagi i targu. Obok, po północnej stronie, oddzielony wąską uliczką, stał klasztor; budynki były podpiwniczone, postawione na kamiennym fundamencie. Początek tej historii był więc skromny — drewniany kościółek na handlowym przedmieściu pomorskiego miasta.
Warto ją opowiedzieć, bo niewiele jest miejsc, w których dzieje jednego budynku tak wiernie odbijają dzieje całej krainy. Niemal wszystko, co przeszło przez Pomorze w ciągu siedmiu stuleci — Reformacja, wojny, zabór rosyjski, sekularyzacja i katastrofa roku 1945 — zostawiło ślad pod tym jednym dachem.
✦ ✦ ✦Przełom przyszedł wiosną 1521 roku. Do Słupska przybył wtedy ksiądz Chrystian Ketelhot — mnich z klasztoru norbertanów (premonstratensów) w Białobokach, uczeń Jana Bugenhagena — i został przydzielony właśnie do kościoła świętego Mikołaja.2 To on był pierwszym kaznodzieją, który głosił w Słupsku kazania w duchu nauki Lutra. Nie głosił ich długo w spokoju: udało mu się jeszcze pozyskać dla Reformacji księdza Tomasza Hecketa, proboszcza tutejszej parafii mariackiej, ale jesienią 1522 roku obaj musieli opuścić miasto. Ketelhot ruszył na Pomorze Przednie i został reformatorem oraz luterańskim proboszczem w Stralsundzie, a potem superintendentem tamtejszego okręgu. Z małego, drewnianego kościoła kupców wyszedł więc człowiek, który niósł Reformację dalej wzdłuż bałtyckiego wybrzeża.
Ziarno, które Ketelhot rzucił, padło na grunt już wcześniej poruszony. Początków Reformacji w Słupsku szuka się bowiem nie w przybyciu kaznodziei, lecz już w roku 1517, kiedy doszło tu do poważnego sporu mieszczan z miejscowym duchowieństwem — i to w sprawie jak najbardziej przyziemnej: podatkowej. Był to jednak dopiero symboliczny początek napięć; formalnie Reformację wprowadzono w całym księstwie pomorskim uchwałą sejmu w Trzebiatowie (13 grudnia 1534), a jej realizacją stała się ordynacja kościelna i wizytacja Bugenhagena w roku 1535.3 Ten spór o pieniądze przygotował grunt pod nową naukę. Przez ręce kolejnych kaznodziei — Hecketa, Suawego, Morgensterna, Amandusa — aż po superintendenta Jakuba Hogensee, luteranizm został w Słupsku przyjęty oddolnie, przez zdecydowaną większość mieszczan, zanim jeszcze stał się prawem. Kiedy więc Gryfici oficjalnie wprowadzili Reformację na całym Pomorzu, Słupsk był już gotowy: między 10 a 13 stycznia 1535 roku miasto stało się miejscem pierwszej wizytacji kościelnej, którą osobiście kierował ksiądz doktor Jan Bugenhagen — reformator Pomorza i Danii, najbliższy współpracownik Lutra, autor pierwszej historii tej krainy i tłumacz Biblii na dialekt dolnosaksoński.4 Tu też ustanowiono jedną z trzech generalnych superintendentur Pomorza. Mały kościół świętego Mikołaja stał u początków tych wydarzeń.
✦ ✦ ✦Reformacja nie zburzyła klasztoru obok kościoła, lecz go przemieniła. Działalność zakonną przekształcono w ewangelicki konwent: Fundację Szlachetnych Panien, dom dla ośmiu kobiet z rodzin szlacheckich i jednej ze stanu mieszczańskiego.1 To była instytucja na swój sposób nowoczesna — przystań dla niezamężnych kobiet, które prowadziły tu własne, samodzielne życie: uczyły gry na fortepianie i języków obcych, doglądały ogrodu, opiekowały się domem starców przy dzisiejszej ulicy Morcinka. Fundacja przetrwała przy tym kościele aż do roku 1945 — przez ponad cztery stulecia. Modlitwa, nauka i troska o słabszych mieściły się tu pod jednym dachem; tak wyglądało codzienne, spokojne życie ewangelickiego Słupska.
To spokojne trwanie przerywały jednak katastrofy. W 1665 roku kościół i klasztor spłonęły. Klasztor odbudowano do 1679 roku, lecz zniszczoną świątynię na razie tylko przykryto dachem. Dopiero w 1737 roku odrestaurowano ją staraniem pułkownika Stedinga — i to nie po to, by znów była zwykłym kościołem, lecz garnizonowym, dla wojska. Służyła mu zaledwie trzy lata.
✦ ✦ ✦Potem nastąpiło pasmo wcieleń, jakich nieczęsto doświadcza jeden budynek. W roku 1760, w czasie wojny siedmioletniej, stacjonujące w Słupsku wojska rosyjskie przekształciły kościół świętego Mikołaja w cerkiew prawosławną. Gdy Rosjanie odeszli, świątynia kupców i luteranów, a chwilowo dom prawosławnego kultu, popadła w pospolitą służbę: była magazynem, potem remizą strażacką, powoli osuwając się w ruinę. Około 1770 roku rada miejska przeznaczyła zniszczony gmach na potrzeby oświaty — i tu, paradoksalnie, budynek odzyskał sens. Od 1772 roku mieściła się w nim szkoła z internatem dla ubogich uczniów; aby ją pomieścić, wnętrze dawnego kościoła podzielono na trzy kondygnacje. W 1819 roku przebudowano go pod szkołę elementarną, w 1834 ruszyła w jego murach pierwsza w Słupsku żeńska szkoła średnia, a od 1926 roku — szkoła specjalna.1 Budynek przestał być świątynią, ale przez kolejne stulecia wciąż służył nauczaniu.
Z tym ostatnim wcieleniem — szkołą specjalną — wiąże się postać, która dobrze oddaje wielokulturowość dawnego Słupska. Franz Frenzel (1867–1946) był pedagogiem kształcenia specjalnego światowej sławy: organizatorem i dyrektorem słupskiej szkoły specjalnej, autorem podręczników, nagrodzonym za swoje prace na Wystawie Światowej w St. Louis w 1904 roku.5 A przy tym był muzykiem — uzdolnionym organistą, który kierował chórami miasta i kościoła zamkowego. Jeden szczegół mówi o przedwojennym Słupsku sporo: w latach trzydziestych XX wieku Franz Frenzel grał na organach nie tylko w kościele ewangelickim, ale i w słupskiej synagodze. Ten sam organista służył więc dwóm domom modlitwy — chrześcijańskiemu i żydowskiemu — w mieście, które wkrótce miało zostać przez nazizm wyniszczone.
✦ ✦ ✦Wojna dosięgła też kościoła świętego Mikołaja. W marcu 1945 roku, w ostatnich tygodniach walk, najstarsza świątynia Słupska spłonęła całkowicie.1 Wraz z nią odchodził świat, który ją wypełniał: niemiecki, ewangelicki Słupsk ustępował miejsca Słupskowi polskiemu i powojennemu. Budynek długo stał jako wypalona skorupa. Odbudowę rozpoczęto dopiero w 1965 roku, a 10 września 1971 dokonano uroczystego otwarcia Miejskiej Biblioteki Publicznej, której nadano imię Marii Dąbrowskiej.
Tak domyka się ten siedmiowiekowy ciąg. Drewniana kaplica kupców stała się murowanym kościołem, potem pierwszą luterańską amboną Pomorza, konwentem szlachcianek, cerkwią, magazynem i szkołą, wreszcie wypaloną ruiną — by odrodzić się jako dom książek. Można w tym widzieć ciąg przypadków, kolejne ręce, które przejmowały opuszczony gmach. Można też zauważyć, że ten budynek przez całą swoją zmienną historię pozostawał oddany słowu — najpierw Słowu Bożemu głoszonemu przez Ketelhota, potem słowu drukowanemu na bibliotecznych półkach. Pomorze nieraz traciło swoje świątynie; ta jedna wciąż komuś służy.