Większość odcinków tego cyklu to historie utraty. Kościół, który spłonął; cmentarz, który zarósł; wieża, pod którą nie ma już komu się modlić. Pomorze po roku 1945 to kraina, z której dawni mieszkańcy odeszli, a ich świątynie albo runęły, albo przeszły w inne ręce, albo zamilkły. Tym razem opowiemy coś innego. Przy ulicy Słowackiego 40 w Słupsku stoi kościół, w którym — mimo wymiany ludności, mimo zmiany języka, mimo całej katastrofy stulecia — luterańskie nabożeństwo nigdy nie ustało. To jest opowieść o trwaniu.1
Żeby ją zrozumieć, trzeba cofnąć się do roku 1857. Reformacja przyszła do Słupska wcześnie i mocno: luteranizm przyjęto tu już w 1525 roku, miasto stało się siedzibą jednej z trzech generalnych superintendentur Pomorza, a w wieku XVIII rozkwitł w nim pietyzm — żarliwy nurt pobożności osobistej.2 W XIX wieku, kiedy pruskie państwo próbowało scalić luteran i kalwinów w jeden Kościół unijny, część wiernych nie zgodziła się porzucić czystej nauki luterańskiej. Ci, którzy odmówili, nazwani zostali staroluteranami — i to oni, w 1857 roku, usamodzielnili w Słupsku własną parafię.
✦ ✦ ✦Pierwszym proboszczem słupskich staroluteran został ksiądz Georg Friedrich Haag. W latach 1857–1859 zbór wzniósł sobie kościół Świętego Krzyża — jeden z pierwszych budynków neogotyckich w mieście, dzieło Karla Pape i Ludwiga Hundtessera. Kamień węgielny położono 11 listopada 1857 roku, w 374. rocznicę chrztu księdza Marcina Lutra; poświęcenie nastąpiło 28 sierpnia 1859 roku.1 Data kamienia węgielnego nie była przypadkowa — staroluteranie budowali kościół wierności, więc związali jego początek z dniem, w którym reformator wszedł przez chrzest w Kościół Chrystusowy.
Bryła wyszła nieco przysadzista: prostokątny korpus o wymiarach dwadzieścia dziewięć na czternaście metrów, dwuspadowy dach, niska wieża zwieńczona czterema skromnymi pinaklami. Mur z wypalanej cegły osadzono na kamiennych fundamentach — choć początkowo budowano ze zbyt tanich cegieł pustakowych, co skończyło się kilkoma zawaleniami. W neogotyckich oknach z maswerkami błysnęły witraże o prostych formach geometrycznych. Przez kolejne dekady kościół rósł i dojrzewał: w 1906 roku dobudowano zakrystię, między 1920 a 1932 rokiem mieścił się tu nawet zwierzchnik diecezji staroluterańskiej, superintendent ksiądz Alfred Reuter.1
✦ ✦ ✦A potem przyszedł rok 1944. Ostatnie staroluterańskie nabożeństwo w kościele Świętego Krzyża odprawiono w Boże Narodzenie 1944 roku — poprowadził je ksiądz Albrecht Stolle. Kilka tygodni później front dotarł na Pomorze, zaczęły się ucieczka i wysiedlenia, a w 1945 roku parafia staroluterańska przestała istnieć: jej wierni rozproszyli się po świecie, dawni mieszkańcy Słupska odeszli na zawsze.1 W tym momencie historia kościoła mogła się skończyć — tak jak skończyła się historia setek innych pomorskich świątyń. Pusty budynek, obcy nowym mieszkańcom, czekał na to, co zwykle czekało takie miejsca: rozbiórkę, magazyn, zapomnienie.
Stało się inaczej. Już w maju 1947 roku, na wniosek niewielkiej grupy nowych mieszkańców miasta — Polaków, ewangelików przybyłych z różnych stron — erygowano w Słupsku polskojęzyczną parafię ewangelicko-augsburską. W październiku tego samego roku władze miasta przekazały jej budynek kościoła Świętego Krzyża. Tak, w odstępie niespełna trzech lat, ten sam dach przykrył dwa zupełnie różne światy: niemiecki, staroluterański zbór, który właśnie odszedł, i polską wspólnotę ewangelicką, która właśnie powstawała. Mury się nie zmieniły. Zmienili się ludzie i język ich modlitwy — ale modlitwa była ta sama.1
✦ ✦ ✦Kim byli ci, którzy w 1947 roku wzięli na siebie założenie polskiej parafii? Wniosek o jej erygowanie złożyła grupa kierowana przez troje ludzi: Martę Emelianow, Olgę Falkowską i doktora Jana Posmykiewicza. Dwoje z nich zasługuje, by ich tu z osobna przywołać — bo w ich życiorysach jak w soczewce skupia się to, czym był polski Słupsk pierwszych powojennych lat: miastem ludzi, którzy wiele przeszli, a mimo to chcieli budować.
Marta Aluchna-Emelianow (1906–1991) była poetką. Studiowała filologię polską na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, debiutowała w 1929 roku na łamach almanachu młodych „Spod Arkad”, należała do wileńskiej grupy poetyckiej „Meduza”. W latach 1941–1944 prowadziła w Warszawie pracę konspiracyjną; aresztowana podczas Powstania Warszawskiego, trafiła na roboty do Niemiec. Do Słupska przyjechała w 1946 roku — i już rok później współorganizowała tu polską parafię ewangelicką. Wydała kilka tomów wierszy, między innymi Próbę liryki, Popiół i proch, Świta dzień. Dziś upamiętnia ją w Słupsku tablica i ulica jej imienia.3 Poetka, która ocalała z Powstania i z niemieckich robót, jednym z pierwszych odruchów w nowym mieście uczyniła odbudowę wspólnoty wiary.
Obok niej stanął doktor Jan Posmykiewicz (1904–1988), lekarz laryngolog. We wrześniu 1939 roku był oficerem artylerii, dostał się do niemieckiej niewoli, uciekł z niej i dotarł do Warszawy. Przez całą okupację działał w konspiracji Armii Krajowej jako szef służby zdrowia Kedywu, pod pseudonimem „Masław”. Po wojnie osiadł w Słupsku, gdzie przez trzydzieści lat tworzył i prowadził miejscową otolaryngologię. W 1947 roku został założycielem i wieloletnim kuratorem słupskiej parafii ewangelicko-augsburskiej. Ale w jego życiorysie jest rys jeszcze bliższy duchowi tego cyklu: był inicjatorem nabożeństw i opieki religijnej nad Słowińcami — autochtoniczną, słowiańską ludnością ewangelicką Pomorza, którą powojenna Polska często traktowała jak Niemców.4 Lekarz-konspirator pochylił się nad tymi, o których łatwo było zapomnieć: nad garstką prawosławiu i katolicyzmowi obcych, niemczyźnie nieswoich, polszczyźnie ledwie znanych słowiańskich luteran znad jezior Gardno i Łebsko. Pisał o nich też naukowo — jego artykuł nosił tytuł, który sam w sobie jest świadectwem: Ci, którzy przetrwali. Słowińcy na Pomorzu Zachodnim.
✦ ✦ ✦Polska parafia nie zamknęła jednak drzwi przed tymi, którzy zostali z dawnego, niemieckiego Słupska. Od 1977 roku w kościele Świętego Krzyża spotykał się także nieformalny zbór niemieckojęzyczny — tak zwany „niepolski”. W 1994 roku został prawnie uznany, a w 1997 roku formalnie przyłączony do polskojęzycznej parafii ewangelicko-augsburskiej.1 Pod jednym dachem zaczęto się modlić w dwóch językach. W mieście, które historia rozdarła wzdłuż linii narodowości, kościół Świętego Krzyża robił rzecz odwrotną — zszywał.
Najpełniej ucieleśniła to Isabel Eva Sellheim (1929–2018). Urodziła się w Słupsku — wtedy jeszcze niemieckim Stolp — jako córka miejscowego prawnika. Pod koniec wojny uciekła na zachód, w Niemczech ukończyła szkołę bibliotekarską, pracowała jako bibliotekarka, opracowała dzieje miast i genealogie wielu rodów. A w połowie lat dziewięćdziesiątych zrobiła rzecz niezwykłą: wróciła do Słupska — po to, by, jak pisał o niej autor tego cyklu, „przywracać pamięć o trudnej historii i szlachetnymi działaniami łączyć Niemców, Polaków i Żydów”. Przewodniczyła ziomkostwu słupszczan, była jurorką w konkursie obcojęzycznej poezji miłosnej. W 2009 roku Słupsk uczynił ją swoją Honorową Obywatelką.5 Kobieta, którą wojna wygnała z rodzinnego miasta, wróciła do niego nie po to, by rozliczać krzywdy, lecz by godzić — i znalazła drogę do kościoła, który w jej dzieciństwie zwano lokalnie „Polskim Kościołem Ewangelickim”.
✦ ✦ ✦Dzisiejsze wnętrze kościoła Świętego Krzyża nosi ślady całej tej historii — i całej tej troski. Odnowiona na początku XXI wieku jednoprzestrzenna sala przypomina pseudobazylikę: drewniane kolumny podtrzymują drewniany strop, dzieląc wnętrze na niby-nawy. Dębowy stół ołtarzowy z 1934 roku zdobi relief baranka; na styku nawy z prezbiterium stoi neogotycka ambona, a naprzeciw — chrzcielnica, którą Słupski Ośrodek Kultury zwrócił parafii w 2010 roku. Od 2011 roku wiszą tu neogotyckie Okna Pamięci ku czci dawnych duchownych, a nad przejściem do zakrystii — niewielka gipsowa figura księdza Marcina Lutra, która wcześniej, jeszcze przed wojną, zdobiła plebanię. Pod sufitem wisi model żaglowca, wykonany w 2005 roku przez księdza Gerharda Dallmanna z Greifswaldu — podziękowanie Bogu za opiekę i znak związków regionu z morzem.1
Sercem każdego luterańskiego kościoła są jednak organy — i organy Świętego Krzyża mają własną wędrowną biografię. Powstały jako 444. dzieło śląskiej firmy Schlag & Söhne, działającej w Świdnicy w latach 1869–1923 i słynnej na całe Niemcy.6 Pierwotnie grały w ewangelickim kościele w Golasowicach na Górnym Śląsku. Gdy w 2007 roku słupska parafia uznała, że odziedziczone wcześniej duże organy są dla jej kościoła za potężne, wymieniła je na te mniejsze, świdnickie — i zainstalowała na powiększonej drewnianej emporze od strony kruchty. Przebudowa była tak udana, że przyniosła parafii i wykonawcy nominację do ogólnopolskiego konkursu Modernizacja Roku 2007.1 Tak więc instrument zbudowany na Śląsku ponad sto lat wcześniej zaczął nowe życie nad Bałtykiem — jeszcze jedna rzecz ocalona, przeniesiona, dana drugiej szansie.
✦ ✦ ✦W 1990 roku kościół Świętego Krzyża uznano za zabytek. Przez pierwsze dwie dekady nowego stulecia parafia cierpliwie go odnawiała: wstawiła nowe okna z odtworzonymi witrażami, dwukrotnie wymieniła posadzkę, w 2011 roku sprawiła nowe ławki, w 2012 dobudowała przeszkloną zakrystię, a od 2018 roku do świątyni można wjechać na wózku inwalidzkim.1 To nie są inwestycje w pomnik przeszłości. To są inwestycje w żywy kościół.
I tu jest sedno tej opowieści. Kościół Świętego Krzyża pozostaje jedynym czynnym kościołem ewangelickim w Słupsku — siedzibą Parafii Ewangelicko-Augsburskiej, do której należą także kaplice w Lęborku i Gardnie Wielkiej, a w której każdej niedzieli o wpół do jedenastej odprawia się nabożeństwo w języku polskim.7 Pod tym jednym dachem przeszły kolejno: staroluterańska wierność XIX wieku, katastrofa roku 1945, polska wspólnota powojennych przesiedleńców, niemieckojęzyczny zbór wracających, słowińscy ewangelicy doktora Posmykiewicza, poetka ocalała z Powstania, Niemka wracająca, by godzić. Wszyscy oni modlili się tu po kolei, w różnych językach, w różnych czasach — a budynek trwał i trwa.
Inne odcinki tego cyklu opowiadają o tym, jak Pomorze traciło swoje świątynie. Ten jeden opowiada o świątyni, której Pomorze nie utraciło. Bo czasem — wcale nie tak często, ale jednak — ciągłość zwycięża zerwanie, a dom modlitwy okazuje się mocniejszy od historii, która go otacza. Kościół Świętego Krzyża w Słupsku stoi i służy. To wystarczający powód, żeby o nim opowiedzieć.