Kiedy w 1999 roku grupa porządkująca kościół w Damnie weszła nad zakrystię, nie szukała niczego szczególnego. A jednak w stropie odkryto schowek, a w nim — sporych rozmiarów, bogato dekorowaną tablicę miedzianą.1 Nie było to epitafium nagrobne. Była to tablica pamiątkowa małżonków: Ewalda von Puttkamera i Weroniki Marii z domu von Below. Pośrodku widnieją herby obu rodów, a wokół nich kartusz z cytatem z Pisma; na małych tarczach upamiętniono potomstwo — po lewej imiona czterech synów, po prawej pięciu córek. Tablica, dziś odnowiona przez konserwatorów, wisi w nawie po prawej stronie, tuż przed prezbiterium. Wraca do niej dopiero teraz, po blisko trzech wiekach milczenia.
Bo milczenie było zamierzone. W kościele Tablica Puttkamerów wisiała jeszcze w 1705 roku — a potem znikła. Najprawdopodobniej luteranie sami ukryli ją w stropie, by ocalić ślad ewangelickiej przeszłości przed zniszczeniem.1 Kto chowa pamiątkę pod deskami, ten zwykle wie, że nadchodzą czasy, w których lepiej, by pewnych rzeczy nie było widać. Damno i sąsiednia Damnica leżą w połowie drogi z tej historii do dziś — i obie warto opowiedzieć, bo niewiele jest miejsc, w których troska o zachowanie pamięci tak ściśle splata się z barwnymi, czasem zdumiewającymi losami ludzi.
✦ ✦ ✦Zacznijmy od kościoła, który tę tablicę przechował. Damno (niem. Dammen) po raz pierwszy pojawia się w kronikach w 1325 roku; w 1419 należało do zakonu krzyżackiego, a w 1696 z rąk Gerda von Below przeszło we władanie rodu von Lettow.2 Wieś dzieliła się na dwie części — „Wendisch Dammen” i „Gross Dammen”; w pierwszej mieszkali Słowianie, w drugiej niemieccy koloniści. O istnieniu kościoła w Damnie wspomina dokument z 1590 roku. Poprzednia świątynia była budowlą murowaną, bez wyraźnych cech stylowych, z masywną wieżą o czterospadowym dachu i kwadratową sygnaturką — znamy ją tylko ze zdjęcia obrazu zachowanego w zbiorach przedwojennego muzeum w Słupsku.
Obecny kościół ewangelicy postawili w 1878 roku z czerwonej cegły o wątku krzyżykowym, na planie wydłużonego prostokąta z węższym, zamkniętym trójbocznie prezbiterium.2 Wieżę przykryto miedzianą blachą ułożoną w łuskę. To budynek jednonawowy, z emporą od zachodu. Z dawnego wyposażenia zachowało się sporo: ołtarz ufundowany w 1708 roku przez Weronikę Marię von Below i jej drugiego męża Piotra Fryderyka von Zitzewitz — tę samą Weronikę Marię, której imię nosi ukryta przez wieki tablica — ołtarze boczne, ambona, rzeźby apostołów Piotra i Pawła, prospekt i empora organowa, obraz „Zmartwychwstanie Chrystusa” oraz witraże w oknach zachodnich, jeden z herbami rodów von Kleist, von Ahlebeck, von Boehne i von Zitzewitz, inny z pelikanem karmiącym młode — starym chrześcijańskim znakiem ofiarnej miłości. Po wojnie głównym dysponentem kościoła zostali katolicy, którzy poświęcili świątynię 15 września 1945 roku; aż do połowy lat sześćdziesiątych był on jednak współużytkowany przez miejscowych ewangelików, którzy współponosili koszty remontów.2
✦ ✦ ✦Sąsiednia Damnica nosiła niemiecką nazwę Hebrondamnitz — i już w samym tym słowie ukryta jest jedna z najbardziej niezwykłych postaci tej okolicy. Majątek wielokrotnie zmieniał właścicieli: w 1469 roku książę Eryk przekazał go rodzinie von Stojentin, w latach 1485–1585 należał do rodu von Schwave, a w XVII wieku zarządzał nim niejaki Daniel Hebron. To od jego nazwiska wzięła się druga połowa nazwy wsi.3
Kim był ów Hebron? Z biograficznej noty wynika postać jak z powieści o wojnie trzydziestoletniej. Daniel von Hebron, znany też jako von Hepburn (ok. 1584 Stargard – 1628 Stargard), był wojskowym w służbie polskiej oraz cesarsko-niemieckiej i posiadaczem ziemskim — synem Alexandra von Hepburn, szkockiego kupca, uciekiniera, który opuścił ojczyznę z powodu prześladowań religijnych po upadku Marii Stuart.3 Szkockich żołnierzy fortuny tamta epoka miała wielu: w czasie wojny trzydziestoletniej służyli po obu stronach konfliktu, a Pomorze, przez które przetaczały się armie cesarskie i szwedzkie, było jednym z teatrów ich losów.4 Hebron przeszedł kolejno przez wojsko szwedzkie, polskie — gdzie był podpułkownikiem — i wreszcie cesarskie, w którym od 1625 roku służył jako pułkownik pod komendą sławnego Albrechta von Wallensteina.4 Majątek w Damnicy nabył w 1603 lub 1617 roku; ożenił się z Erdmuthe von Gottberg, córką oficera i dyplomaty w służbie szwedzko-polsko-cesarsko-pomorskiej. W testamencie ustanowił fundację „na zbożne cele” dla mieszkańców Słupska — szkocki najemnik, który zostawił po sobie nie tylko nazwę pomorskiej wsi, ale i zapis dobroczynny.
✦ ✦ ✦Z czasem dobra damnickie — poprzez małżeństwo Henrietty, córki Siegfrieda von Hainsky — przeszły w ręce von Puttkamerów, tych samych, których tablica zawisła potem w kościele w Damnie. W 1835 roku majątek kupił podpułkownik Heinrich Karl Philip von Damnitz, a pod koniec XIX i w XX wieku Damnica zmieniała panów jeszcze kilkakrotnie: Richard von Blankensee, Karl von Gamp, wreszcie Klara von Gamp-Massaunen.5 I tu zwykła historia pomorskiego majątku nagle otwiera się na wielki świat. Żoną barona Karla von Gamp była bowiem Klara, córka Friedricha Bayera — założyciela koncernu chemicznego, który produkował farby, a później aspirynę, weronal i inne leki. Udział w zyskach tego przedsiębiorstwa pozwolił małżonkom hojnie inwestować w pałac i jego otoczenie.5
Do tak urządzonego pałacu zaczęli zjeżdżać goście, jakich pomorska wieś rzadko ogląda. W latach dwudziestych i trzydziestych częstym gościem Damnicy bywał Max Pechstein — jeden z czołowych malarzy niemieckiego ekspresjonizmu, członek słynnej grupy artystycznej Die Brücke („Most”), do której zaprosił go w 1906 roku Erich Heckel.6 I nie był to przypadkowy wybór miejsca. Pechstein przez ponad dwie dekady spędzał lata na pomorskim wybrzeżu: gdy po pierwszej wojnie światowej utracił ukochaną Nidę na Mierzei Kurońskiej, osiadł nad jeziorem Łebsko i w okolicach Łeby, gdzie odnalazł krajobraz przypominający mu dawną lagunę.6 Malował tamtejszych rybaków, sieci i więcierze, wodę i wydmy; według świadków „odżywał” w towarzystwie nadmorskich rybaków, z którymi czuł pokrewieństwo. Damnicki pałac był jednym z punktów na tej pomorskiej mapie artysty — który zresztą za nazistów zostanie napiętnowany jako twórca „sztuki zwyrodniałej”, a jego dzieła usuną z niemieckich muzeów.
✦ ✦ ✦Świat damnickiego pałacu domknął się jeszcze jedną sceną. Ostatnimi właścicielami majątku, w latach 1938–1945, była córka Klary, Ilse, wraz z mężem — a był nim Karl Armster (1883 Krefeld – 1943 Damnica), niemiecki śpiewak operowy, baryton i aktor, a przy tym malarz amator.7 Absolwent konserwatorium w Krefeld, debiutował na scenie w 1906 roku, a potem występował w operach Berlina, Lipska, Wiednia, Hamburga i Elberfeldu; grał także w filmach z początku lat dwudziestych. Tak oto na jednym pomorskim dworze spotkały się trzy światy: muzyka sceny operowej, malarstwo awangardy i ziemiańska codzienność. W Damnicy gościli, jak zanotowano, „artyści i przemysłowcy” — Max Pechstein i Carl Duisberg, jeden z twórców niemieckiego przemysłu chemicznego.5
Z tej samej okolicy wyszedł też człowiek całkiem innego pokroju. Hubert Schardin (1902 Płaszewko – 1965 Fryburg Bryzgowijski) od 1910 roku mieszkał w Damnicy, a uczył się w Słupsku.8 Został wybitnym fizykiem — specjalistą od balistyki i tak zwanej fizyki krótkiego czasu, czyli badania zjawisk trwających ułamki sekundy. Rozwinął metody fotografii i pomiaru zdarzeń bardzo szybkich, kierował instytutami fizyki technicznej i balistyki, a jego prace miały znaczenie dla rozwoju ładunków kumulacyjnych — uważa się go za współtwórcę panzerfaustów, niemieckiej broni przeciwpancernej.8 Od 1968 roku przyznawany jest medal jego imienia, a w nauce o materiałach wybuchowych do dziś mówi się o „efekcie Misnaya–Schardina”. Cień drugiej wojny pada więc i na tę wieś — nie tylko przez to, co działo się w pałacu, ale i przez to, dokąd zawiodły drogi jej mieszkańców.
✦ ✦ ✦Bo wojna i to, co po niej nastało, zmieniły wszystko. Od reformacji aż do 1945 roku Damno było siedzibą parafii ewangelickiej, której podporządkowano prywatną kaplicę w Damnicy — neogotycki budynek z lat 1906–1907, służący właścicielom majątku, ich gościom i personelowi.9 W 1924 roku parafia liczyła 4674 ewangelików, w 1940 — około 4900. Każdej niedzieli z Damnicy ku Damnu ruszała mała procesja: godzinna piesza wędrówka do kościoła i z powrotem była okazją, by porozmawiać o radościach, troskach i potrzebach, a posiadacze koni zabierali po drodze starszych, którym trudno było pokonać czterokilometrową odległość.9 Tak właśnie podtrzymywano więzi we wspólnocie — drogą do kościoła.
Po wojnie świat ten nie znikł od razu. Kościoły w Damnie i kaplicę w Damnicy przejęli katolicy, lecz ewangelicy nie odeszli z dnia na dzień. Pierwsza powojenna konfirmacja odbyła się w Damnie w 1950 roku; rok później, w Niedzielę Palmową 1951, konfirmowano tu aż 120 młodych ludzi z dziesięciu okolicznych zborów, a administratorzy folwarków zapewnili powozy i traktory, by zwieźć rodziny.10 Nabożeństwo trwało od jedenastej do szesnastej, a większość uczestników przystąpiła do Wieczerzy Pańskiej. Jeszcze w 1954 roku niemiecki zbór w Damnie skupiał tysiąc sześćset wiernych. Potem przyszło już tylko kurczenie się: w 1963 roku wykazywano dwudziestu parafian, a w spisie zborów niepolskich z 1967 roku placówki w Damnie nie ma. Dziś ewangelicy z gminy Damnica objęci są opieką duszpasterską Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Słupsku.10
✦ ✦ ✦Zostały cmentarze — i one mówią najwięcej. W Damnicy założono dwa, w tym parafialny, dziś użytkowany jako komunalny; rozpoznać na nim można dwa układy przestrzenne, dziewiętnasto- i dwudziestowieczny, oraz liczne nagrobki ze starymi krzyżami żeliwnymi, które ze względu na swoje walory zasługują na szczególną ochronę.11 Niedaleko starego młyna kryje się leśny cmentarz rodowy właścicieli majątku; stojąca tam niegdyś rzeźba przyklękającego mężczyzny, dłuta berlińskiego artysty Fritza Klimacha, została przeniesiona do Słupska, poddana konserwacji i ustawiona na Skwerze Pierwszych Słupszczan. W Damnie funkcjonowały również dwa cmentarze — przykościelny, na wzgórzu w centrum wsi, gdzie kościół stał już w XV wieku, i parafialny z drugiej połowy XIX wieku, na północ od miejscowości, gdzie do dziś współgrają dawny układ kwater i pierwotny starodrzew.11
I tu wracamy do tablicy ze stropu. Łatwo ją minąć — wisi cicho w nawie, odnowiona, jak setki innych pamiątek w pomorskich kościołach. Ale jej historia jest historią całego tego regionu w jednym przedmiocie: ktoś przed wiekami uznał, że ślad ewangelickiej obecności trzeba ukryć, by przetrwał; deski stropu zamknęły się nad nim na blisko trzysta lat; a potem, w 1999 roku, przypadkowa ręka odsłoniła go z powrotem. To, co miało zniknąć, wróciło na ścianę. Pomorze nieraz traciło swoją pamięć — chowano ją, zamalowywano, palono wraz z kronikami wsi, jak te, które spłonęły w Damnie w pożarze 1842 roku.2 A jednak czasem pamięć przeczeka swój czas pod deskami — i wraca, by ktoś znów mógł odczytać imiona czworga synów i pięciu córek wyryte na miedzi.