Na płaskiej, odwojowanej wodzie ziemi Żuław, gdzie horyzont przecinają tylko rzędy wierzb i linie kanałów, od stuleci wznosi się ceglana wieża widoczna z daleka. To kościół w Cedrach Wielkich — dawnym Groß Zünder — dziś pod wezwaniem Świętych Aniołów Stróżów. Historycy datują pierwszą murowaną świątynię na połowę XIV wieku, na czasy państwa zakonu krzyżackiego.1
Pierwszy kościół był skromny — budowla salowa, jednonawowa, wzniesiona z cegły wypalanej na miejscu. W XV wieku, gdy wieś rosła w siłę, rozbudowano go do formy trójnawowej bazyliki. Wtedy też stanęła wieża, którą do dziś oglądają historycy z ciekawością: jej dolna kondygnacja jest murowana, a górna — drewniana.2
To rozwiązanie nie było kaprysem budowniczych. Żuławy to grunt podmokły i niestabilny; zbyt ciężka, w całości murowana wieża mogłaby osiadać w miękkim podłożu. Drewniana nadbudowa odejmowała ciężaru. (Taką interpretację podpowiada sam materiał i charakter terenu; traktujmy ją jako prawdopodobne wyjaśnienie, nie pewnik źródłowy.)
✦ ✦ ✦Żuławy w XVI wieku stały się krainą wielu wyznań. Obok dawnej ludności napłynęli osadnicy z Niderlandów i północnych Niemiec — mennonici, zwani tu olędrami — którzy osuszali deltę Wisły, sypali wały i budowali wiatraki odwadniające.3 W tym tyglu protestantyzm zapuścił na Żuławach głębokie korzenie.
Niedługo po upadku władzy zakonnej kościół w Groß Zünder przeszedł w ręce ewangelików — mieszkańcy w większości przyjęli wyznanie luterańskie. Od drugiej połowy XVI wieku aż do 1945 roku, przez blisko czterysta lat, była to świątynia ewangelicka.4
„Od drugiej połowy XVI wieku do 1945 roku kościół był ewangelicki" — przez niemal cztery stulecia służył luterańskiej wspólnocie Żuław.
Przez te pokolenia jego mury były świadkiem zwyczajnego życia: chrztów, ślubów i pogrzebów, świąt i powszednich nabożeństw, a także powodzi i wojen, które raz po raz nawiedzały tę nisko położoną ziemię. Wieża z drewnianym zwieńczeniem służyła zapewne nie tylko modlitwie — na otwartych Żuławach mogła być punktem orientacyjnym dla podróżnych. (Funkcja sygnalizacyjna wieży to rozsądna hipoteza, nie fakt potwierdzony dokumentem.)
✦ ✦ ✦Zima 1945 roku przyniosła pod kościół jedną z najmroczniejszych kart tej ziemi. Pod koniec stycznia ruszyła ewakuacja więźniów obozu Stutthof — „marsz śmierci". Kolumna wyczerpanych, głodnych i marznących ludzi wiodła z półwyspu na zachód, a jej trasa biegła między innymi przez Cedry Małe i Cedry Wielkie w stronę Pruszcza Gdańskiego.5
To była ludzka tragedia, której żadna historia budynku nie zdoła zmierzyć ani opisać. Wspominamy ją tu nie dla efektu, lecz dlatego, że ten kościół stał wtedy przy drodze — niemy świadek przechodzącej obok rozpaczy.
✦ ✦ ✦Sam kościół nie przetrwał wojny bez szwanku. Świątynia została spalona w rok po jej zakończeniu, około 1946 roku.6 O dokładnych okolicznościach pożaru wciąż się spiera; lokalne przekazy mówią o pozostawionych w wieży niewybuchach lub składzie amunicji i o wybuchu, który objął dach — ale brak dokumentów, które by to jednoznacznie potwierdzały. (Wersja o amunicji i eksplozji pochodzi z przekazów ustnych przytaczanych w popularnych opowieściach o kościele; nie znalazła potwierdzenia w źródłach pisanych, traktujemy ją jako niepewną.)
Przez kolejne dziesięciolecia kościół trwał jako ruina — wypalone mury bez dachu, wystawione na żuławski wiatr i deszcz. Dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku, dzięki zaangażowaniu mieszkańców, rozpoczęto odbudowę. Odnowioną świątynię poświęcono w 1987 roku; wróciła wówczas do wspólnoty rzymskokatolickiej, w której służy do dziś jako kościół parafialny pod wezwaniem Świętych Aniołów Stróżów.7
✦ ✦ ✦Jest w tej historii także wątek, który domyka ją niemal pojednawczo. W 1942 roku z wieży zabrano siedemnastowieczny dzwon — miał zostać przetopiony na potrzeby wojenne. Ocalał. Odnaleziono go po wojnie na hamburskim cmentarzysku dzwonów, skąd trafił do ewangelickiego kościoła Świętego Piotra w Lubece.8
W 2010 roku, po długich staraniach i za zgodą niemieckich władz, dzwon wrócił do Cedrów Wielkich.8 Tak oto przedmiot odlany jeszcze w czasach ewangelickiej parafii powrócił do dawnej świątyni — gest, w którym dwie tradycje, niemiecka i polska, luterańska i katolicka, spotkały się ponad granicą wojny.
W murach tego kościoła można dziś odczytać ślady niemal każdej epoki: średniowieczną cegłę, nowożytne przebudowy, powojenną ruinę i odbudowę. To nie tylko kościół — to kronika Żuław zapisana w cegle, a w niej osobny, długi rozdział ewangelicki, którego nie wolno wymazać z pamięci tej ziemi.